RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Bez kategorii’

.

22 wrz

Nie mam czasu pisać. Jestem zajęta adorowaniem kolegi z grupy, albowiem wróciłam na studia.

Życie jest zajebistą sprawą!

O, i do Londynu znów lecę.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bez sensu.

16 lip




Nie wiem, co mi jest. Siedzę trzeci dzień i ryczę. 

Zasadniczo bez powodu.

To chyba brak słońca od lat. Ostatni raz było mi ciepło w dłonie i na duszy w Egipcie w 2008. 
Trochę minęło, nie powiem.

I w ogóle to tak mi przychodzi (po raz kolejny zresztą) do głowy, że życie jest niewiarygodnie dziwne. Czas tak zapierdala, że nawet się człowiek nie obejrzał, a już dorosłość dobija się drzwiami i oknami, dopominając uwagi. I nie wiem, jakim cudem to wszystko tak szybko mija, skoro głównie składa się z samotnych wieczorów przy pizzy i Bridget Jones, które to wieczory ciągną się w nieskończoność.


 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

so not Raven!

11 lip

To ja może coś napiszę. Tylko w sumie co, skoro nic się nie dzieje. 

Tak sobie chodzę do pracy tylko, gdzie spędzam siedem godzin dziennie zastanawiając się, co by tu zrobić, żeby pracować dla siebie. Nie będę ukrywała, mam już serdecznie dość użerania się z przełożonymi, których inteligencję muszę mierzyć pod mikroskopem, przy okazji ucząc podstawowych manier, takich jak ‚dzień dobry’ lub ‚dziekuję’, o zasadach literowania i interpunkcji nawet nie wspominając. I tak, owszem, w ich oczach to i tak ja jestem zawsze tą głupszą.

Z nudów zaczęłam spotykać się ponownie z Graczem Rugby. Ale tylko chwilowo, bo zlewka mi się włączyła na całego. Czasami jest jeszcze w stanie mnie rozbroić swoją naiwną postawą Kubusia Puchatka (‚I’m going on my hols to Crete. It’s in Greece, you know?’), ale zasadniczo to mi zwisa. Smuteczek.

W ogóle to tak zaczynam się zastanawiać, czy ja przypadkiem nie należę do tego procentu populacji, który skazany jest na bycie wiecznymi singlami. Nieważne, jak fajni są faceci, zapraszający mnie na randki – nudzą mi się już po pierwszej. I nie dlatego, że coś z nimi nie tak, wręcz przeciwnie, babe after babe. Problem polega na tym, że interesują mnie tylko do momentu, gdy czuję, że jeszcze się zastanawiają, oceniają, decydują. Natomiast z chwilą, kiedy widzę, że dopięłam swego i zawróciłam im w głowie, przestają mnie pociagać. Może powinnam przejść się do psychiatry, zapisać na jakąś terapię i opowiedzieć udającemu zainteresowanie lekarzowi historię o tym, jak mi Darcy złamał serce.

Strasznie mam nudne życie ostatnio. 
Nie wiem, chyba se Audrey Hepburn włączę.


 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

ask.com

22 maj
Idę w pracy za Jamesem, aby mieć pewność, że w drodze na swój dział nie przepadnie w otchłaniach innych działów, albowiem należy on do tych wyluzowanych pracowników, nad którymi trzeba stać z batem, bo inaczej nie zrobi absolutnie nic (oprócz zabawiania reszty staffu). Nagle James się odwraca i z przewrotnym uśmiechem mówi:

- Mon, if you want me to ask you out, just say it and I’ll ask you out.
- James, don’t ask me to ask you to ask me out. If you want to ask me out, just ask me out.
- Girl, you’ve got a twisted mind! 

Po czym się umówiliśmy ;)

:D

Bosz, czy on nie mógłby być choć odrobinę starszy? 
Wzdech.

A poza tym to co, hm..

Gracz Rugby ryje mi beret nieustannie. Chce się spotkać, ja się nie zgadzam. Napiera, więc ulegam. Wówczas strzela focha, bo mi weekend nie pasuje. Wówczas ja milknę, a o po tygodniu czy dwóch zaczynamy jazdę od początku. Zasadniczo to już tylko śmiać mi się z tego chce, więc się śmieję :)

Więcej grzechów nie pamiętam. 

Zaś z problemów natury ważkiej, to mam dylemat, jak pogodzić wakacyjne odwiedziny u Portugalskiej Księżniczki w Salamance, wizytę na terytorium Deutschland u Aingeal, weekend z meidli oraz spotkanie z dentystką na ziemiach polskich, przy czym zaznaczam, że nie mam urlopu aż do połowy września. Tricky, very tricky.

A teraz sobie piszę z Obcym na gadu, gdyż na przestrzeni ostatnich dwóch lat stał mi się bliski. Jak przyjaciel. I to jest bardzo zajebiste uczucie.

Co u Was? :)


 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Love don’t let me go!

03 mar


No wiem, że nie piszę, no. Ale kwestia jest taka, że najwyraźniej potrafię wywlekać na bloga emocje tylko wówczas, gdy mam złamane serce. Jeśli zaś nikt mi nie depcze zbolałego ego, to ja mogę co najwyżej pisać o tym, co zjadłam na obiad. Dzisiaj, na ten przykład, kurczaka.

Ogólnie jednak muszę przyznać, iż moje stanowcze przestrzeganie postanowienia noworocznego, by pogrzebać wszystkie toksyczne relacje, bez względu na to, czy ktoś jest przystojny i dobry w łóżku, oraz przestać definiować znajomość poprzez pryzmat kilkuletniego związku, naprawdę przyniosło nieopisaną zmianę mojego samopoczucia. Nie mam już czasu na siedzenie i oglądanie ścian, znowu zajęta jestem ŻYCIEM. Chodzę na hot yogę, imprezy, spotkania z dziewczynami, do kina, codziennie zmieniam fryzurę i kolor paznokci, a calą kasę, którą zaoszczędzę po wypłacie, wydaję na książki (amazon.co.uk, i’m a slave for you). BO TAK. Bo życie jest po to, żeby z niego korzystać, a ja kocham życie, poważka.

I kocham ten moment, kiedy zakładam nowe ciuchy i wiem, że świetnie wyglądam :)
I kocham, kiedy otwieram paczkę jeszcze na poczcie, bo nie mogę się doczekać i czuję zapach nowych książek.
I kocham te uczucie niezdecydowania, kiedy wybieram pierwszą do przeczytania.
I kocham, gdy odkrywam prześmieszny serial i moją pierwszą reakcją jest wysłanie linka mojej Sis, bo mamy tak identyczne gusta filmowe i muzyczne, że oczyma wyobrażni widzę, jak się śmieje, kiedy go ogląda.
I kocham ten moment, kiedy siedzę z moimi dziewczynami, gadamy o glupotach, a ja gdzieś na poboczu moich myśli uswiadamiam sobie, jak wiele dla mnie znaczą.
I kocham, kiedy maszeruję do pracy, świeci słońce, a pan w autobusie macha mi przez okno.
I kocham, kiedy klientka w pracy nalega, żebym ją obslużyła, because I’m such a nice girl.
I kocham, kiedy wracam z imprezy, wchodzę do pachnącego łóżka i zasypiam z uśmiechem na twarzy, bo wiem, że ten ktoś szczególny gdzieś tam na mnie czeka, a ja podjęłam słuszną decyzję nie godząc się na byle co.
I kocham, kiedy dzwonię do domu, a moja M. nawija przez godzinę dokłanie o tym samym, co dzień wcześniej, a ja włączam głośnomówiący i oglądam sobie na boku House’a.
I kocham, kiedy w środku nocy spontanicznie rezerwuję sobie weekend w Londynie, bo mam taki kaprys.
I kocham, kiedy wracam po pracy, siadam na łóżku, otwieram torbę muffinków z jagodami, odpalam laptopa i wybieram, który serial zarzucić do kolacji.
I kocham, kiedy rezerwuję sobie urlop i zastanawiam się, gdzie jechać, a następnego dnia dostaję nieoczekiwanie zaproszenie do Włoch.
I kocham smak soku cranberry/blueberry za 4 euro i fakt, że mogę sobie na niego pozwolić, zamiast zadowalać się odpowiednikiem z Tesco za 1.99.
I kocham, kiedy budzę się i wiem, że to będzie dobry dzień :)

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Notka bardzo ekshibicjonistyczna, bo nie mam się komu wypłakać.

03 sty



27 grudnia:
(trzecia nad ranem, ja wyciągnięta z łóżka i ledwo przytomna)
Gracz Rugby: wow, ślicznie wyglądasz
Ja: uderzyłeś się w głowę?
(w międzyczasie nieistotne)
Gracz Rugby: i pojechaliśmy wtedy do.. ej, ale naprawdę ślicznie wyglądasz dzisiaj
Ja: to dlatego, że mam na sobie nową piżamę
(w międzyczasie nieistotne)
Gracz Rugby: bosz, jak za Tobą tęskniłem
Ja: dobra, już weź, przecież i tak pozwolę ci zostać na noc
(w międzyczasie nieistotne)
Gracz Rugby: przyjadę znów do Galway na Nowy Rok, ok?
Ja: To resztę kraju już zaliczyłeś?

31 grudnia:
Czekam i czekam. Cisza. W koncu, tuż po północy, otrzymuję wiadomość, że nie przyjedzie, bo nie chce, bym pomyślała, iż między nami może być coś poważniejszego. Albowiem najwyraźniej mi na nim zależy, dowodem czego były DWA smsy, jakie mu wysłałam po jego wyjsciu! 
(Powinnam się wstydzić, że tak biedaka napastuję. Pierwszy sms byl z instrukcją, jak dotrzeć ode mnie do jego hotelu, w drugim poinformowałam go, że za jego głośne zachowanie w nocy, ja dostałam zjebę od współlokatora. Tym samym dałam mu do zrozumienia, że chciałabym wstąpić z nim w poważniejszy związek, no ekstra).

Że tak to ujmę.. WTF?!?

Lekko mnie, kurwa, zatkało.

Jak już doszłam do siebie, powiedziałam mu oficjalnie, że albo jest paranoikiem, widzacym rzeczy, których nie ma, albo powinien otworzyć słownik i porównać definicje słów LIKE oraz FANCY, i na wypadek, gdyby nie zrozumiał, to NIE, to nie jest to samo. A jeśli jestem w stosunku do niego miła, to tylko dlatego, że ogólnie jestem miłą osobą, a nie dlatego, że należę do grona jego fanek, bo niestety, ale ja lecę tylko na intelektualistów. Zaś jedyny komplement, jaki wystosowałam pod jego adresem owej nocy, czyli to, że jest zajebisty w łóżku, wcale nie znaczy, że marzę o relationship with him, bo tak się składa, że istnieje również świat poza łóżkiem i sorry, ale w moim nie ma dla niego miejsca.

Nojapierdolę, jacy faceci są pojebani.

I wiem, że powinnam darować sobie uszczypliwość i nie trwonić słów, ale tak mi podniósł ciśnienie, iż musiałam użyć przeciwko niemu intelektu, by mi ulżyło. Chociaż, wnioskując po jego odpowiedzi, i tak nie zrozumiał. Wzdech.

Żałuję, nie powiem. I jest mi przykro. I płaczę jak głupia. Bo był chwilowo jedynym elementem, który wprowadzał odrobinę śmiechu do mojego obecnego życia i choć raz na jakiś czas wyrywał mnie z rutyny dnia codziennego, kiedy to wracam do domu i nie mam do kogo otworzyć gęby, a potrzebę życia towarzyskiego zapełniam statusami na facebooku.

Tak więc wstępuję w nowy rok z
liczbą przyjaciół, z którymi jestem w bezpośrednim kontakcie: 2
liczbą przyjaciół, z którymi jestem w kontakcie internetowym: 2
liczbą osób, w których towarzystwie mogę wyjść do kina: 1
liczbą sms, które dostaję średnio w przeciągu dnia: 1 (co wieczór, dokładnie o 19tej, Dominos Pizza informuje mnie o nowych promocjach).

Jeszcze nigdy w życiu nie czułam się (i nie byłam) tak bardzo samotna.

I tak sobie myślę, że faktycznie przyjaciół poznaje się dopiero wtedy, gdy jest źle. Gdy nie masz ochoty być duszą towarzystwa, ani utrzymywać regularnie kontaktów z bliskimi; gdy zamykasz się w pokoju i tygodniami kontemplujesz sufit. Tylko ci, którzy naprawdę ciebie znają i którym na tobie zależy, wiedzą, że nie masz ich w dupie, tylko przechodzisz ciężki okres. I są przy Tobie niezależnie od okoliczności, kiedy pytają raz po raz co u Ciebie, zupełnie nie zniechęceni brakiem odpowiedzi.

Rozstanie z Darcym okazało się w moim życiu prawdziwą próbą. Próbą nie tylko zbierania kompletnie rozbitego serca i budowania życia od podstaw, łacznie ze zmianą planów na przyszłość, znajomych, mieszkania, pracy i samochodu, ale też nieoczekiwaną próbą przyjaźni, z której niewiele wyszło obronną ręką.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Men

01 sty

are the biggest knobheads the world has ever known.

(tak, mialam okazje wpasc dzis zarowno na Darcy’ego, jak i na Gracza Rugby).

Świat jest, kurwa, zdecydowanie za mały.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

rivers of dark.

27 gru


To były mało fajne i raczej smutne świeta, spędzone na gapieniu się w sufit. Kiedy się nie gapiłam, robiłam pranie lub przełączałam światełka choinkowe ze still mood na flickering. Czasami otwierałam książkę, zamykałam i znów gapiłam się w sufit.

Niespodziewanym aspektem były świąteczne smsy od wszystkich moich eksów, czyli Obcego, Darcy’ego i Gracza Rugby. Co bardziej interesujące, były praktycznie jedynymi smsami. That’s what I call true love.

Oficjalnie mogę przyznać, że 2010 był, jak dotychczas, najgorszym rokiem mojego życia. Był na tyle zły, że nawet nie mam siły zapodać żartobliwej puenty, która podsumowałaby całe gówno, które się wydarzyło i udowodniła, że w sumie i tak mam na to wszystko wyjebane. Bo nie mam. A oferta Darcy’ego, abym przyjechała do niego wypłakać się, wydaje mi się bardziej kusząca niż konto oszczędnościowe Davida i Victorii Beckham. Na szczęście nie mam siły wziać się w garść na tyle, żeby z niej skorzystać.

I tak to.


 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Przysiega malzenska.

09 lis

Jezu, nie logowalo mnie na bloga, na stronie glownej zero notek, konto nie istnialo, a moj login byl do przejecia wedlug blog.pl. Myslalam, ze stracilam 9 lat swoich pensjonarskich zapiskow, gdyz nie dodalam zadnej notki w przeciagu 3m-cy. Dostalam wiec ataku serca, przeplakalam histerycznie godzine, wyslalam milion wiadomosci do administratorow i zadreczylam brata.

Przywrocili mi blogaska :)

Obiecuje, ze juz nigdy go nie opuszcze na tak dlugo, nigdy!

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

The things to do when your life falls apart.

13 sie



Dobra, wróciłam do świata żywych po prawdziwej batalii stoczonej z moimi własnymi nerkami, które choć są dla mnie jak ukochane dzieci, pragnęłam na całą wieczność wystrzelić w kosmos (lub przynajmniej w pizdu) całą mocą mego zbolałego serca.




A serce miałam zbolałe, ponieważ moje drogi z Graczem Rugby rozeszły się w przeciwnych kierunkach (ja poszłam do apteki, a on na piwo w Roscommon ;). Zdaję sobie sprawę, że to przede wszystkim na moje własne życzenie i nie mam do nikogo pretensji o taki stan rzeczy. Po prostu wiem, że to jeszcze nie był ten właściwy. Bo ja chcę być z kimś z miłości, a nie dlatego, że jest superprzystojny, wysportowany i uroczy ;)


Photobucket


(TAK, MOŻECIE JUŻ MNIE JEBNĄĆ W GŁOWĘ).




Oczywiście nie powiedziałam mu tego wszystkiego, a jedynie pożegnałam się intensywnie i z pasją, dowody której znalazła rano w moim łóżku odwiedzająca mnie mama (najpierw Gracza Rugby, następnie zaś opakowanie po. Lekko się zaczerwieniłam, nie powiem ;). Później skasowałam jego numer w telefonie, przeczytałam raz jeszcze i usunęłam smsy oraz uroniłam parę łez, po czym kopnęłam się w dupę i jak prawdziwa kobieta udałam się na kojące duszę zakupy. Do apteki. Chciałam coś na psychicznie chorą głowę, ale pani sprzedała mi jedynie antybiotyk na nerki. No nic, może następnym razem.




A teraz hoduję odleżyny od siedzenia w łóżku i zastanawiam się, jak to możliwe, że 4 tygodnie bez pracy minęły mi jak jeden dzień. Hm. Muszę jednak wrócić do stanu niewolnictwa już pojutrze, albowiem stan mojego konta desperacko błaga o jałmużnę (kocham swoją pracę, która nie uznaje płatnego chorobowego, yay).




I zastanawiam się, co dobrego przyniesie jutro? ;)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS