RSS
 

Archiwum - Marzec, 2011

Love don’t let me go!

03 mar


No wiem, że nie piszę, no. Ale kwestia jest taka, że najwyraźniej potrafię wywlekać na bloga emocje tylko wówczas, gdy mam złamane serce. Jeśli zaś nikt mi nie depcze zbolałego ego, to ja mogę co najwyżej pisać o tym, co zjadłam na obiad. Dzisiaj, na ten przykład, kurczaka.

Ogólnie jednak muszę przyznać, iż moje stanowcze przestrzeganie postanowienia noworocznego, by pogrzebać wszystkie toksyczne relacje, bez względu na to, czy ktoś jest przystojny i dobry w łóżku, oraz przestać definiować znajomość poprzez pryzmat kilkuletniego związku, naprawdę przyniosło nieopisaną zmianę mojego samopoczucia. Nie mam już czasu na siedzenie i oglądanie ścian, znowu zajęta jestem ŻYCIEM. Chodzę na hot yogę, imprezy, spotkania z dziewczynami, do kina, codziennie zmieniam fryzurę i kolor paznokci, a calą kasę, którą zaoszczędzę po wypłacie, wydaję na książki (amazon.co.uk, i’m a slave for you). BO TAK. Bo życie jest po to, żeby z niego korzystać, a ja kocham życie, poważka.

I kocham ten moment, kiedy zakładam nowe ciuchy i wiem, że świetnie wyglądam :)
I kocham, kiedy otwieram paczkę jeszcze na poczcie, bo nie mogę się doczekać i czuję zapach nowych książek.
I kocham te uczucie niezdecydowania, kiedy wybieram pierwszą do przeczytania.
I kocham, gdy odkrywam prześmieszny serial i moją pierwszą reakcją jest wysłanie linka mojej Sis, bo mamy tak identyczne gusta filmowe i muzyczne, że oczyma wyobrażni widzę, jak się śmieje, kiedy go ogląda.
I kocham ten moment, kiedy siedzę z moimi dziewczynami, gadamy o glupotach, a ja gdzieś na poboczu moich myśli uswiadamiam sobie, jak wiele dla mnie znaczą.
I kocham, kiedy maszeruję do pracy, świeci słońce, a pan w autobusie macha mi przez okno.
I kocham, kiedy klientka w pracy nalega, żebym ją obslużyła, because I’m such a nice girl.
I kocham, kiedy wracam z imprezy, wchodzę do pachnącego łóżka i zasypiam z uśmiechem na twarzy, bo wiem, że ten ktoś szczególny gdzieś tam na mnie czeka, a ja podjęłam słuszną decyzję nie godząc się na byle co.
I kocham, kiedy dzwonię do domu, a moja M. nawija przez godzinę dokłanie o tym samym, co dzień wcześniej, a ja włączam głośnomówiący i oglądam sobie na boku House’a.
I kocham, kiedy w środku nocy spontanicznie rezerwuję sobie weekend w Londynie, bo mam taki kaprys.
I kocham, kiedy wracam po pracy, siadam na łóżku, otwieram torbę muffinków z jagodami, odpalam laptopa i wybieram, który serial zarzucić do kolacji.
I kocham, kiedy rezerwuję sobie urlop i zastanawiam się, gdzie jechać, a następnego dnia dostaję nieoczekiwanie zaproszenie do Włoch.
I kocham smak soku cranberry/blueberry za 4 euro i fakt, że mogę sobie na niego pozwolić, zamiast zadowalać się odpowiednikiem z Tesco za 1.99.
I kocham, kiedy budzę się i wiem, że to będzie dobry dzień :)

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS