RSS
 

Archiwum - Listopad, 2009

04:39

23 lis

A dziś, dla odmiany, czy też może w ramach powrotu do normy, mam zmęczony mózg i zdeptane serce. Z zakamarków pamięci wyławiam wszystko, co powoduje bezsenność. Zaś jedyna puenta, jaka przychodzi mi na myśl, to taka, że kariera tego bloga już od bardzo dawna wisi na włosku i tylko czeka, żebym znalazła w sobie wystarczająco silnej woli, by powiedzieć do widzenia.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

nice’n'easy

21 lis

Obudziłam się dziś tak wyspana, wypoczęta i zrelaksowana, że z tej radości jeszcze nawet raz nie zaklęłam siarczyście.

Nie wiem, czy to zasługa rozmowy z oliwką z gatunku ‚tylko ty mnie rozumiesz!’, wczorajszego wieczoru, spędzonego w towarzystwie mojej M., Portugalskiej Ksieżniczki, jej Irlandzkiego Mężczyzny Życia Mówiącego Po Polsku i Guinnesa, wieczoru jazzowego, na który nie poszłam z moim prywanym autorem esejów na literaturę, czy może po prostu faktu, że asertywnie odmówiłam wzięcia czyjejś zmiany i zamiast dostawać wściekłości w robocie, siedzę samotnie w pokoju i czytam Marqueza (wyjątkowo dla przyjemności, a nie z konieczności), przy akompaniamencie mojej wieloletniej muzycznej fascynacji – Michaela Buble.

Jestem tak wyspana, wypoczęta i zrelaksowana, że aż szkoda mi ten stan rujnować.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Hard-boiled Wonderland.

18 lis

Jest na świecie taki rodzaj smutku, którego nie można wyrazić łzami. Nie można go nikomu wytłumaczyć. Nie mogąc przybrać żadnego kształtu, osiada ciasno na dnie serca jak śnieg podczas bezwietrznej nocy.


Chyba przejdę się do kina. Zaletą nocnych seansów jest to, że można się bezwstydnie mazać
, bo i tak nikt nie zauważy.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Przychodzi takie nie wiadomo co, nie wiadomo skąd i sprawia ból nie wiadomo, dlaczego.

17 lis

Wiecie, nie chcę za bardzo narzekać i brzmieć, jakby moja szklanka była zawsze do połowy pusta. Bo naprawdę doceniam te wszystkie rzeczy, które przychodzą do mnie w życiu znienacka i sprawiają, że szary dzień nabiera barw.

Ale od wielu długich miesięcy w każdej minucie dnia towarzyszy mi nieopisany smutek, którego nawet nie potrafię zdefiniować. Nieuchwytny dla przeciętnego obserwatora, skrzętnie skrywany przed Portugalską Księżniczką i nie dopuszczany do głosu w swietle dnia.

Wracam do domu i łapię się na szacowaniu, ilu ludzi tak naprawę interesuje w jakimkolwiek stopniu moje życie. Najczęściej wychodzi mi, że niewielu :) Bo nie mówie o tych, którzy szukają towarzystwa na wieczorne wyjście, do kina czy siłowni. Mam raczej na myśli tych, którzy cieszą się, gdy odnoszę sukcesy oraz martwią się, kiedy coś mi się nie układa. Którzy bezwarunkowo i bez mrugnięcia okiem zboczą ze swojego szlaku, by uczcić szczególny dla mnie wieczór lub posiedzą obok, gdy potrzebuję rekawa, by się wypłakać. Którzy w pędzie własnego życia znajdują czas, by podnieść alarm, gdy milczę za długo. Których nie jestem w stanie zbyć użytecznym ‚odezwę się później’ i nie dotrzymać słowa.

Zdaję też sobie sprawę, że nie można jakości przedkładać na ilość. I tak, ja też za nimi poszłabym na koniec świata.

Nie umniejsza to jednak faktu, jak bardzo się czuję samotna.

 

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Że tak sparafrazuję Terry Pratchetta:

07 lis

Jeśli cokolwiek przygnębia bardziej niż własny cynizm, to fakt, że często nie jest aż tak cyniczny jak prawdziwy świat.

Dobranoc.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

It’s not lupus, it’s me.

03 lis

Drugi dzień pod rząd wstałam i pojechałam do pracy o 4.45 am, mając na godzinę później, jako że byłam na wpół przytomna, wstając o tak nieludzkich porach.. Spoko, pierwszy raz wydało mi się to nawet śmieszne, dziś jedynie wkurwiło. Pozbawienie się całej godziny upragnionego snu, zrywając z łóżka bez budzika, uświadamia mi, że poziom stresu w moim życiu chwilowo osiąga apogeum, a zmęczenie przekroczyło stan alarmowy. Wróciłam więc do domu, olałam wszystkie obowiązki i uczelnię, po czym przespałam cały dzień.

I nie, kiedy jestem relatywnie wyspana moj świat wcale nie wygląda pozytywniej ani bardziej różowo, ale przynajmniej go widzę.

Jak również to, z zaskakującą ostrością, że szykują mi się w życiu kolosalne zmiany, a ja wcale nie jestem na nie gotowa, ani mentalnie, ani finansowo. Co więcej, jestem całym sercem przeciwko. Niestety, nie mam w tej kwestii nic do powiedzenia. Możecie więc zacząć już powoli ustawiać odbiorniki na www.blog.es oraz www.blog.de.

Chyba, że uprzednio zdążę się zastrzelić i zakopać w ogródku.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS