RSS
 

Archiwum - Luty, 2009

SMS, czyli Stupid Me Syndrome.

27 lut


Wymieniam smsy z mama Darcy’ego, obrabiamy mu dupe zastanawiajac sie, kiedy zmadrzeje i czy w ogole, po czym jako adresata wiadomosci wybieram numer czyj? Darcy’ego, oczywiscie (yes, I am THAT stupid). Po chwili otrzymuje odpowiedz:
‚Kotku, I think u should send this text once more, this time to my mum instead of me. PS. You looked bardzo piekna this morning’.

Wniosek? Lepiej, zeby nie madrzal, bo jeszcze przejrzy na oczy i na serio mnie rzuci ;)

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kropka.

25 lut


Hania twierdzi, ze nie nadaza, ja przyznam, ze rowniez mam z tym problemy. Bo generalnie nie jestem przyzwyczajona do trzaskania drzwiami we wlasnym wykonaniu, a juz na pewno nie w wykonaniu Darcy’ego.

Tlumacze sobie, ze nie moze byc zawsze rozowo, bo inaczej przestajemy sie starac. Przestajemy zabiegac i udowadniac, ze nam zalezy. Drobne gesty traca swoje wielkie znaczenie, a wszystko, co dostajemy, bierzemy z przekonaniem, ze nam sie po prostu nalezy. I nagle cos, co dzialalo perfekcyjnie, przestaje dzialac. Nie wiadomo kiedy i dlaczego.

Zdaje sobie sprawe, ze nie odkrywam nowych prawd wszechswiata, ze to wszystko jest banalne i oczywiste. I wlasnie dlatego tak latwo przeoczyc, ze diabel rzeczywiscie tkwi w szczegolach. Ze on moze za toba szalec niezaleznie od tego, czy masz wydepilowane nogi, czy nie, kiedy jestes w makijazu lub bez, ale to nie znaczy, ze jego milosc daje tobie prawo do paradowania w szlafroku caly dzien. Albo kiedy on wie, ze moze spedzac bez jakichkolwiek konsekwencji czy wymowek Rag Week w towarzystwie kolegow, a mimo wszystko chce i potrafi wygospodarowac czas na spontaniczny obiad tylko z toba. Docen.

Bo tak juz jest, ze o uczucia trzeba dbac.
Kazdego dnia.
Codziennie od poczatku.

Cholera ;)

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

No dobra.

24 lut


Historia jest taka, ze Darcy nadal mnie kocha i podobno nigdy nie przestal, a calosc jest jakims bezsensownym nieporozumieniem (‚Alez kotku, to przeciez Ty spakowalas moje wszystkie rzeczy, wystawilas do salonu i kazalas zabrac jak najszybciej‚. Jasne, szkoda, ze nie chcialam przed nimi kleczec i modlic sie, pff!). Niewazne, z meskim, idiotycznym z zalozenia, punktem widzenia dyskutowac nie bede. Dla wlasnego zdrowia mentalnego (oraz wszystkich dookola) uznam, ze to faktycznie jakies koszmarne nieporozumienie i jak najszybciej odesle wspomnienia w najdalsze rejony mojej podswiadomosci, mniej wiecej tam, gdzie przechowuje pamiec o pryszczach z mlodosci i Obcym. Albowiem z wieksza przyjemnoscia wole roztkliwiac sie nad faktem, ze Darcy nie moze beze mnie zyc (taa, ciekawe, jak dlugo) i w ramach pojednania pozwala mi nawet nazwac nasze dzieci wedle mojego uznania, co, dzieki Bogu, wyklucza corke Erris (za nic na swiecie nie moze zrozumiec, dlaczego owe imie kojarzy mi sie z kremem do twarzy).

Poki co, martwic sie tym nie musze, gdyz zamiast prokreacji, Darcy wlasnie uskutecznia zalewanie sie w trupa w ramach studenckich juwenaliow i, wnioskujac po pokladach milosci zamieszczanych w wysylanych mi smsach, jest juz w wysoko zaawansowanym stadium. Bo u Niego jest wlasnie tak, ze wraz z wysokoscia procentow, wzmaga sie Jego potrzeba skladania mi wyrazow uwielbienia. Dobrze, niech pije ;)

A ja siedze i probuje napisac esej na niemiecki, natchnienia szukajac na pudelek.pl. Wszak musze byc na czasie z wiadomoscia komu spocila sie pacha i czy Rihanna wybaczy Chrisowi.

I tak to.

Co u Was?

 

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

And all you can do is listening to the rain. Falling.

13 lut

Oczywiscie w tej sytuacji wzrost aktywnosci blogowej jest nieunikniony, bo chyba w niczym nie osiagnelam takiego mistrzostwa, jak w marudzeniu (lata praktyki). I mimo, ze wyszlam z wprawy przy boku Darcy’ego, to jednak wracam na stare smieci z wiekszymi pokladami depresji i osamotnienia, niz kiedykolwiek.

(przerwa na zanoszenie sie histerycznym placzem)

Najgorsze jest te cholerne milczenie telefonu..
Gdzie moja porcja otrzymywanych stu smsow dziennie? Nie jestem przyzwyczajona do ciszy. Chodze po mieszkaniu, sciskam komorke kurczowo w dloni, jakbym sila woli pragnela sciagnac wiadomosc ‚What u’re up ta moj kotku’. Albo ‚How is moje sloneczko today’. Lub chociaz ‚Klucze do mieszkania oddam ci jutro’. Ale nic. Cisza. Doprowadza mnie to do szalu i jeszcze troche, a kurwa sama do siebie zadzwonie.

Z drugiej strony czego moge oczekiwac, skoro przez cale dwa lata byl moim swiatem? Wspolne wyjazdy, wspolne obiady na uniwerku, wspolna cola w kinie. Nie potrzebowalam przyjaciol, wystarczal mi Darcy. I teraz mam tak, a nie inaczej. Zamiast plakac w rekaw przyjaciolkom, rycze w biurze u szefowej. Bo nie mam tu przyjaciol. No moze oprocz Portugalskiej Ksiezniczki, ktora obecnie mieszka milion kilometrow stad, i ktora ma tysiace swoich problemow. Nie musi wysluchiwac jeszcze moich.

(histeryczny placz, odslona druga)

Bo ja Go strasznie, strasznie kochalam.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

So long, so wrong.

12 lut

Tak, wiem, nie dotrzymalam slowa. Ale ze w zyciu nic nie bywa takie, jak sobie zaplanujemy.. co moge napisac?

To byly dwa najpiekniejsze i najszczesliwsze lata mojego zycia. Pelne smiechu, planow i milosci.

Skonczylo sie.

I chwilowo naprawde nie mam nic do napisania.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS