RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2008

I’m-so-tired factor.

17 kwi

Tak sobie siedze i nie wiem.

Nie wiem, jakim cudem dostaje wypłatę co tydzień i nigdy nie mam pieniędzy.
Nie wiem, co jutro założyć do pracy.
Nie wiem, czego spodziewać się na egzaminie.
Nie wiem, gdzie są moje okulary.
Nie wiem, dlaczego tydzień ma tylko siedem dni.
Nie wiem, czy ściąć włosy.
Nie wiem, jakim cudem Jerry Springer Show odniósł sukces.
Nie wiem, co stało się z główną bohaterka książki, którą właśnie skończyłam czytać.
Nie wiem, dlaczego muszę pracować z jednostkami o inteligencji pantofelka.

Ani KIEDY WRESZCIE NADEJDZIE TAKI KURWA CZAS, ŻEBYM MOGŁA USIĄŚĆ I ZA PODSTAWOWY (oraz, co ważniejsze, JEDYNY!) OBOWIĄZEK DNIA UZNAĆ POMALOWANIE PAZNOKCI.

Bo jeśli zamiast Lindsay F. wołam w pracy przez interkom LINDSAY LOHAN, to chyba nie jest dobrze, co?

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Splendid, kurwa, splendid.

01 kwi

Tyle się fajnych rzeczy ostatnio działo, o których miałam Wam opowiedzieć w stylu W. Allena (albo nawet zabawniej) już-za-chwilę-już-za-momencik, ale oczywiście chuj bombki strzelił i teraz jestem w humorze co najwyżej do napisania scenariusza Rambo 5 (wpierdolmy komuś niewinnemu i rozstrzelajmy pół miasta).

Wrrrr.

W ogóle cały ten dzisiejszy wieczór to jakiś koszmar.

Najpierw powrót do domu i kolejne cyrki wspólokatorów (niestety, stwierdzenie „nie mój cyrk – nie moje małpy” nie ma tu zastosowania z oczywistych względów), więc ciśnienie mi się podniosło. Na zwykła głupotę reaguję bowiem jedynie wysypką, ale niereformowalna tępota w połączeniu z bezczelnymi zagrywkami ograniczonych umysłowo analfabetów, wywoluje u mnie chęć przegryzienia tętnicy każdemu, kto nieopatrznie znajdzie się w zasięgu mojego wzroku.

Padło na pana Darcy, który zadzwonił z nierozważnym pytaniem „Co tam, kotku?”. No to mu powiedziałam, co nie, przy okazji szczekając na biedaka zastępczo, bez uzasadnienia, w związku z czym przechodzimy pierwszy w historii KRYZYS (choć niewykluczone, że on o tym nie wie; nie szkodzi, dowie się).

I jakby tego wszystkiego było mało, to akurat dziś zostawiłam w pracy pager, co wykorzystał złośliwy los i zbajerował alarm w sklepie, sprawiając, że rozwył się na całą dzielnicę (ja w tym czasie, niczego nie podejrzewając, obżerałam się słodyczami w towarzystwie Desperate Housewives, przerabiając w myślach KRYZYS z Darcym i kasując z przyszłych planów imiona naszych dzieci. Z mentalnej sielanki wyrwał mnie telefon od szefa tuż przed północą. Życzenia słodkich snów to nie były, jak możecie się domyślić, nienienie).

Zaraz się poryczę.

O, już, dziękuję.

Nic mnie w życiu nie czeka.

NIC.

Najwyżej menopauza.

(a i tego nie jestem pewna)

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS