RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2007

Obviously the only rational solution to your problem is suicide.

09 cze

No dobra, wydało się.

WSZYSCY W PRACY JUŻ WIEDZĄ.

Każda z 64 osób, łącznie z lekko spróchniałą Teresą z Customer Service, kierowniczką Laurą oraz ekipą sprzątającą.

Kurwa?

Co prawda plotka i tak roznosiła się wyjątkowo długo, albowiem od momentu, kiedy koleżanka z pracy zobaczyła nas w centrum w pozie, że tak powiem, ekhm, dość poufałej, minęło całe cztery dni, nim sensacyjna wiadomość rozeszła się po wszystkich działach, ale wcale mnie to nie pociesza.

Co więcej, początkowo to się nawet przejęłam, że nie stanowię wystarczająco ciekawego obiektu plotek, by wieść rozleciała się lotem błyskawicy i potwornie mnie to zasmuciło. CZTERY DNI, przecież to zniewaga! Prawie zemdlałam z rozpaczy. Na szczęście Mr Darcy mi uświadomił, że przecież był weekend, więc dwa dni odpadły z zasady. Trochę mi ulżyło, nie powiem. Zaś zupełnie dobrze poczułam się po wiadomości, że informacja o mnie i Darcym krążyła już nawet drogą smsową pomiędzy naszymi współpracownikami. Brzmi zadowalająco, lecz nadal nie rozumiem, dlaczego nie napisali o tym w Galway Advertiser na pierwszej stronie?

No trudno. Przełknę tę porażkę i wykorzystam bloga:

Hiya! Have you heard the news about Monika and Mark?

Wrr.

Może teraz powinnam zorganizować zakłady o to, ile ze mną wytrzyma i kiedy się rozstaniemy? Zwycięzca otrzyma bilet do kina, popcorn i kostkę toaletową o zapachu lawendy.

Wrr.

Sama sobie jestem winna, szukać faceta wśród współpracowników mi się zachciało, psiamać. Powinno się dodać jedenaste przykazanie: Nie pożądaj w pracy kolegi swego! I obyłoby się bez kłopotów.

Wrr.

Wszystkie oczy zwrócone są na nas. Czuję to nawet, kiedy nie widzę i niekoniecznie podoba mi się ta sytuacja. Generalnie ciężko znoszę bycie w centrum uwagi i najwyraźniej opatrzność nade mną czuwała, pozbawiając mnie jakichkolwiek zdolności wokalnych, bo skończyłabym jak Britney, czyli na odwyku.

Koniec z magią ukradkowych spojrzeń, zamierzonych przypadkowych dotknięć czy skradzionych szybko pocałunków. Czuję się skrępowana nawet, kiedy rozmawiamy służbowo.

A jakby tego było mało, to czeka mnie jutro rozdział z rzędu Meet The Parents i napawa mnie lekkim (jak ciężarówka) niepokojem z dodatkiem paniki i rozpaczy. Przewiduję hańbę, bo, jak już wiadomo:

1. NAPRAWDĘ nie znam angielskiego, wobec czego w ramach konwersacji będę zdolna jedynie do kiwania głową oraz uśmiechu kretyna, patrząc błagalnym wzrokiem na Darcy’ego, aby mi przetłumaczył każde pytanie na angielski dla początkujących.

2. Jestem nieokrzesana, śmieszą mnie tragiczne historie, upuszczam wszystko, czasami zanim jeszcze dotknę i nie mam pojęcia o czymkolwiek (ale to mały problem, bo przecież nawet gdybym wiedziała wszystko, nie potrafiłabym tego powiedzieć, bo: patrz punkt pierwszy).

3. Nie mam się w co ubrać. Mało istotne, wiem. Założę dresy, a w zamian za to oczaruję ich swoją nieznajomością angielskiego. Super.

Nerwy mam w strzępach. Do tego wieczorem impreza u koleżanki z pracy (nie wiem, dlaczego mnie zaprosiła, może się pomyliła?), w której udział biorą jedynie anglojęzyczni-od-urodzenia, znów będę tylko kiwać głową, chyba umrę z tego wszystkiego i nie doczekam nawet koncertu Beyonce w niedzielę.

Mr Darcy bynajmniej nie przejmuję się moją tragiczną sytuacją. Przejawia zero zrozumienia i zero współczucia. Siedzi tylko cały wieczór i gra w pokera na pieniądze, wysyłając mi smsy w przerwach na rozdanie. Mam nadzieję, że przegra, o! (zawsze przegrywa, co tu kryć :) )

A, ratunku.
Meet the Parents brzmi przerażająco.

Powtarzam sobie w myślach, co mówi Oliwka: idź, uśmiechaj się i zapytaj, czy pomóc w sprzątaniu ze stołu.

Wdech i wydech.

Nie działa, kurwa.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS