RSS
 

Archiwum - Maj, 2007

Cold Hands Seduction, vol. 1

31 maj

- Dzięki raz jeszcze, że mogłem u Ciebie zostać przez kilka ostatnich dni. Świetnie się bawiłem.
- Nie ma sprawy, przynajmniej nie marzłam w nocy ;)
- Proszę?! Czyli tak mnie postrzegasz? Jako grzejnik pokojowy?
- Między innymi. Choć w roli zmieniacza płyt dvd też świetnie się sprawdzasz, kiedy mnie nie chce się wstać..
- Dziękuję bardzo. Może zatem następnym razem ja będę mógł wykorzystać Twoje dłonie?
- Hm?
- No wiesz.. Zamiast lodówki.. Do chłodzenia drinków..

:)))

Uff! A już bałam się, że jestem kompletnie bezużyteczna, bo nie lubię gotować.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Night time is the right time.

25 maj

Jestem, kurde, szczęśliwa.

POSIADAJĄC FACETA.

Muszę to ekshibicjonistycznie zapisać na blogu teraz-natychmiast, bym mogła się upewnić za jakiś czas, że wcale mi się to nie śniło, ani nie byłam naćpana.

Mam faceta i jestem szczęśliwa.

Dziwne uczucie.
Przedziwne.

Przecież powinnam płakać co drugą noc w poduszkę, budzić się sama i zapewniać przyjaciół, że ON NIE JEST DRANIEM, ON TYLKO MA DRUGA DZIEWCZYNE.

(bo pewnie ma, tylko jeszcze o tym nie wiem ;)

Eeee.. tego.. dokończę później.. bo.. yyy..

CENZURA.

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

First Things First, but Not Necessarily in That Order.

08 maj

No, to wróciłam.

Skąd?

Różnie.

Przed chwilą z pracy
(blech, Mr Darcy znów w księgowości),

wczoraj z kina
(nowy Spiderman taki sobie, przyłączyła się do nas moja współlokatorka, po czym poszła do drugiego rzędu, żeby NIE PRZESZKADZAĆ, spoko),

a jeszcze wcześniej z weekendu poza miastem
(klify zaliczone, jaskinia z wodospadem zaliczona, Mr Darcy zaliczony).

Moje poczucie humoru wprowadzi do grobu moją Mamę.
No nic.

Co tam dalej..

Zmęczona jestem tak przeokrutnie, że nawet basen sobie dzisiaj odpuściłam
(wczoraj też nie poszłam, bo padał deszcz,
jeszcze wcześniej zapomniałam ręcznika,
zaś wcześniej niż wcześniej po prostu mi się nie chciało.
Najwyraźniej bulę miesięcznie za ten basen kasę jedynie dlatego, że lubię wydawać pieniądze, bo efektów nauki pływania jakoś nie obserwuję).

Hm.. Może do pracy jutro nie pójdę i dla odmiany spędzę cały dzień w łóżku? Bo już zapomniałam, jak to się robi i bardzo mnie to niepokoi. Z drugiej strony, co tak sama będę leżała?

Dobra, idę robić budyń (z masą mózgu będzie mi się dobrze komponował).
Waniliowy.
Chce ktoś?

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

I said I wasn’t gonna lose my head but then pop! goes my heart.

03 maj

O czym to ja chciałam dzisiaj? Rany, tyle wiecznie się dzieje, że nie mam czasu pisać na bieżąco, a jak mam czas, to wolę co innego ;) Zaś później zapominam. A, już wiem, o Mr Darcym chciałam (nowość, doprawdy).

Bo chodzi o to, że znajomość z nim nie ma zupełnie sensu. I nawet nie próbujcie zaprzeczać, tak jest, mam rację i nie przetłumaczycie mi, że jest inaczej!

On jest z wysp i potrafi powiedzieć po polsku jedynie „głupi dupek”, ja umiem po angielsku niewiele więcej.

On ma w domu stół bilardowy i jeździ na wakacje do Tajlandii na miesiąc, ja mogę sobie co najwyżej obejrzeć snookera w telewizji i pojechać, bo ja wiem, do centrum.

On studiuje fizykę, ja z tego zakresu to tylko rozdział o tarciu pamiętam, z oczywistych przyczyn ;)

Pracujemy razem (w przypadku NIEUNIKNIONEGO ROZSTANIA pociągnie to za sobą nieprzyjemne konsekwencje przymusowego obcowania ze sobą, zaś na chwilę obecną, PRZED ROZSTANIEM, powoduje frustrujące uczucie, ogarniające mnie, ilekroć ma dyżur w księgowości i nie mogę z nim porozmawiać lub chociażby popatrzeć na jego pośladki).

Jest ode mnie MŁODSZY (kiedy zdążył się nauczyć tak całować, to nie wiem, doprawdy)

Z dwóch światów jesteśmy (oprócz pracy, lecz płaszczyzna zawodowa się nie liczy, BO TAK!). Nie ma sensu, nie ma sensu, nie ma sensu. Muszę to szybko zakończyć, ale..

Ale nie mogę się oprzeć, kiedy doprowadza mnie do ataków takiego śmiechu (średnio co 2 min.), że siadam na środku sklepu, płacząc z rozbawienia i generalnie mam w dupie, co o mnie pomyślą.

Albo jak spontanicznie zabiera mnie na konkurs wędkarski, bo akurat wpadł mu do głowy taki pomysł.

Albo jak rzuca we mnie w kinie popcornem (zanim wysypie cały chwilę później, bo jeśli chodzi o niezdarność to znakomicie się dogadujemy), a którego to pozostałości wyjmuję sobie zza koszulki kilka godzin później.

Albo jak patrzy na mnie z rozbawieniem i mówi „Nie zrozumiałaś ani słowa z tego, co powiedziałem, prawda?” (i nawet kiedy zrozumiałam, to i tak zaprzeczam tylko po to, by móc raz jeszcze posłuchać tego, co ma do powiedzenia)

Albo jak niespodziewanie całuje mnie w czoło, gdy oglądamy film (wiem, banalne, nic nie poradzę, że mnie to rozczula kompletnie).

Albo jak zachwyca się delikatnością moich nadgarstków, na co stwierdzam, że chyba go pojebało, a on nic, tylko się uśmiecha.

Albo jak mi docina nieustannie i to jest najlepsze w tym wszystkim (no może z wyjątkiem całowania), dzięki czemu moja potrzeba wiecznego przekomarzania się w końcu została ZASPOKOJONA ;)

No. I tak to. Prawie jak w Love Actually. Słodko do wyrzygania i dobrze mi z tym.

Jak się spieprzy spektakularnie to dam znać :)

Teraz muszę już lecieć, bo Monty Python czeka. Uwielbiam ten moment

„At the darkest hour of Dark Ages… Hey! Who turned off the lights?”

Dobra, nieważne.
Mam budyń zamiast mózgu i nic sensownego do powiedzenia, jak widać.

A co u Was? Też Love Actually?

Music and Lyrics widzieliście? Albo tę szmirę „300″? A nowego Shrecka? W ogóle co u nas w kinie leci, hm?

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS