RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2007

Do Not Disturb, I am disturbed already.

21 kwi

Przygotowujemy się z Mr Darcy do egzaminów na uczelni. Ja zmagam się ze stroną bierną, rysując kwiatuszki, on rozkłada na czynniki pierwsze jakieś zagadnienia fizyczne.

- I hate studying! I hate Italian! I’m not going to pass that exam on Monday!

- Me too! I can’t get things to memorise in my brain. I guess that’s what it must feel to be blonde!

Najwyraźniej Wu zyskał konkurenta w docinkach pod moim adresem :)

Poza tym nadal nie mam na nic czasu.

Ale do kina chętnie bym poszła z moją Sis.. Lub poleżała na plaży w tropikach.. Albo wypiła kawę w towarzystwie Poważnie Mężatej Przyjaciółki, Oliwki i Justyny z 4p.

Na chwilę obecną te tropiki są opcją najbardziej prawdopodobną, co skłania mnie do potwierdzenia raz jeszcze, że

Życie.Jest.Kurde.Dziwne.

Dobra, wracam do książek, blech.

Ale najpierw posłucham Myslovitz, bo już się ściągnęło, tralalala.

dopisek wieczorny..

Halo! Czy wiecie, że EURO 2012 będzie w Polsce?!

Oczywiście, że wiecie! Wszyscy wiedzą od 4 dni! Tylko ja, jak zwykle, dowiaduję się OSTATNIA. W dodatku, znając moje szczęście, Portugalia nie zakwalifikuje się do mistrzostw. I Christiano Ronaldo nie będzie już do wzięcia. A ja przecież się portugalskiego specjalnie uczę.. Już znam przekleństwa (od czegoś trzeba zacząć, prawda?).

Buu, dobrze chociaż, że Kate Moss ma cellulit. Tylko to mnie pociesza w tej chwili.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

I’m smiling because I have no idea of what’s going on.

16 kwi

Przepraszam, ale trochę zajęta jestem. Albo oglądam Prizon Brejka, albo się zakochuję w Marku (Darcy ;).

Nie mam czasu na bloga, z rodziną nie rozmawiałam od ponad tygodnia, o tym, że żyję, zainteresowani dowiadują się jedynie, ze zmienianych opisów gg. Czasu mi brakuje bardziej, niż kiedykolwiek. Gdy nie pracuję, nie śpię i nie narzekam, głęboko pochłonięta jestem szukaniem odpowiedzi na pytanie, czy Mark (Darcy) też mnie kocha, czy nie. Niewtajemniczonym wyjawię, że Mark jest kolegą z pracy i zasadniczo pojawiam się w robocie jedynie dla niego (bo przecież nie po to, by mieć na chleb i nowe buty).

Ale żeby nie nudzić bardziej, niż to koniecznie, oto historia nie-do-końca-miłosna w kilku aktach:

(pomiędzy aktami był prizon brejk, wiadomo)

ŚRODA:

O matko, Mark wziął mój numer pod byle pretekstem! Niemożliwe, nieprawdopodobne, nie do uwierzenia! MÓJ numer. Jakaś pomyłka, naprawdę. TEN Mark, któremu wiecznie patrzę na pośladki! TEN Mark z sarkastycznym poczuciem humoru! TEN Mark z głosem, od którego miękną mi kolana. Aaaaa!

E, tam. I tak nie napisze.

A nie mówiłam? Wiadome było, że nie napisze, pff.

Napisał! Napisał! Napisał! Jednak mnie kocha!

Jakby tu odpisać, żeby nie brzmiało zbyt wylewnie/oschle/głupio? Hm..

Pięęęknie, nie odpisuje. W dupie mnie ma.

Co?! Wu zwolnił się z pracy?!? Może jakoś Go pocieszę? E, w sumie to on na pewno się cieszy bez pocieszania, a ja przecież mam większy problem, bo Mark mi nadal nie odpisuje.

O, odpisał. Jednak kocha, znaczy się. Mogę iść spać spokojnie.

Cholera! Już prawie trzecia rano! Lekko się zaesemesowaliśmy. Tralalala! „If i’m around Galway tomorrow I’ll text ya”. Wdech i wydech. Nie mogę się ekscytować za bardzo, bo przecież może nie być around Galway tomorrow i nie napisze. Tralalala anyway.

CZWARTEK

Się nie odzywa w ogóle.. Nic a nic mu nie zależy. Spoko, w dupie to mam. Niech spada. Prizon Brejka obejrzę i nie będę myślała o nim w ogóle. Nawet minuty.

PIĄTEK

Dobra, umówiłam się z Markiem. W BIBLIOTECE UNIWERSTECKIEJ. Chyba mnie posrało kompletnie!

Hm, może nie pójdę? Jestem brzydka i nie znam angielskiego. Tylko durnia z siebie zrobię, nie wspominając, że nie mam się w co ubrać!

SOBOTA

Cholera, jest prawie 14-ta, zaspałam! Aaaaaaaa. Nie zdążę zrobić z siebie bóstwa. Dobra, spokojnie, t-shirt i trampki będą w sam raz. Przecież to nie żadna randka, tylko spotkanie w interesach.. Tak jakby..

NIEDZIELA, 3:48 a.m.

Wróciłam, tralalala.

WD, wstawaj natychmiast! Obudź się! Powiedz, jakim cudem mogłam przegadać z nim ponad 12h, nie znając angielskiego?! Dobra, nie odpowiadaj, słuchaj!

Pojechaliśmy na plażę
i graliśmy w bilard (przegrałam),
i w cośtamcośtam (przegrałam),
i w gry komputerowe (strzelaliśmy do zombie, zostałam zabita),
i poszlismy do kina na film z gatunku ambitniejszych (nie chciał iść na jasia fasolę, uff!),
a później do restauracji takiej och i ach (owszem, nadal byłam w TRAMPKACH),
a jeszcze poźniej do pubu, gdzie wpadliśmy na połowę ludzi z pracy (shit, bo bedą gadać, a jeszcze nawet nie mają o czym, choć mam nadzieję, że to zmieni się już wkrótce;) ).

Nie, no zaraz.. Na pewno nie było tak bajecznie, jak mi się wydaje..

Chwilka..

Oczywiście, że nie było! Przecież odprowadził mnie do domu i nawet NIE PRÓBOWAŁ POCAŁOWAĆ, bezczel jeden!

O, smsa mi przysłał… Mrauu.

A zaczęło się tak niewinnie.. Nawet nie pamiętałam jego imienia przez pierwsze dwa miesiące, uwierzylibyście?

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS