RSS
 

Archiwum - Listopad, 2006

Zasadniczo o niczym.

30 lis

Chciałam powiedzieć, że od ostatniej notki nie zmieniło się zasadniczo nic – nadal nie mam pieniędzy i nikt mnie nie kocha ;) No chyba, że za istotny uznamy fakt wydłużenia się listy moich spóźnień do pracy. Miałam na jedenastą, ale zaspałam. Niewiele, tylko godzinkę. Ale nie wiem, jak to zrobiłam. I tak, owszem, wyspałam się, nie powiem :) Zaczynam podejrzewać, że Współlokatorka Doskonała jakimś tajemniczym sposobem kradnie mi część doby, bo Ona zawsze ma czas na wszystko, nigdy nie biegnie, wieczny spokój i opanowanie, rozumiecie. A ja przeciwnie – jeśli się nie spieszę, a terminy mnie nie gonią, to odczuwam dziwny lęk, że najprawdopodobniej o czymś zapomniałam (co na ogół zostaje potwierdzone przez rzeczywistość niedługo potem :).

Nie wiem, po prostu nie wiem. Powtarzam sobie: bądź damą, bądź damą, bądź rozsądna, dumna i opanowana, po czym ląduję, kurwa, dupą w kałuży, bo się pośliznęłam, jakiś miły przechodzień pyta, czy nic mi się nie stało, a ja śmieję się jak głupia, albowiem wyjątkowo zabawny w danej chwili wydaje mi się fakt, że leżę w centrum Galway, rozpłaszczona jak naleśnik z dżemem, upierdolona w błocie po pachy, a nieznajomemu przychodzi do głowy zapytać, czy wszystko jest okej. No ale nieważne, ja chciałam dokończyć o tych spóźnieniach..

Bo taka godzina to jeszcze nie jest najgorzej – kilka tygodni temu w ogóle nie przyszłam do pracy, bo myślałam, że mam wolne. Spoko, nikt nawet nie zapytał, dlaczego mnie nie było. Może nie zauważyli, prawda Wu? ;)

I wiecie, ja szczerze podziwiam takie wyluzowanie Irlandczyków, że nic ich nie wzrusza, że halo, to, iż dom się im pali znaczy, że mają nie wypić swojej herbaty? Mówią: O rany, strasznie się spieszę, bo właśnie przyjechał gość z dostawą! Po czym stoją przez kwadrans przy Customer Service i plotkują (wiem, bo słyszę :). Bardzo mi odpowiada taki styl pracy, baaardzo.

Albo przychodzi wczoraj do mnie koleżanka z pracy, lat dwadzieścia i oznajmia zobowiązującym do zachowania tajemnicy szeptem, że jest w ciąży. PRZYPADKIEM. Nie wiem, jak można zajść w ciążę przypadkiem. Przez internet, jak się kliknie w niewłaściwe okienko? Hm. Ogólnie to ja też nie podchodzę do życia zbyt serio, ale LEKKO BYM ZBLADŁA na jej miejscu, poważka. A ona nic – oznajmia, że będzie miała dziecko, po czym zaczyna zastanawiać się, co chce na gwiazdkę. Luz, gały mi trochę wyszły z orbit, ale udałam, że to naturalny wytrzeszcz. Reakcja taka utrzymywała mi się aż do lunchu, bo później jedzenie odwróciło moją uwagę :)

Chociaż, dobrze, przyznam się, że kupiłam sobie ostatnio książkę „Planning a baby?”. Z czystej ciekawości, NAPRAWDĘ, jako że wątki ciążowe zawsze mnie interesowały! Że co? Jak chcę chłopca to mam spać na prawym boku, a jak dziewczynkę, to ubierać się na różowo? Hm.

Aczkolwiek, wiecie, ja nie jestem stworzona do macierzyństwa. W przeciwieństwie do Poważnie Mężatej Przyjaciółki nie pogodziłabym racjonalnie bycia odpowiedzialną za kogoś i bycia sobą, a z mózgu zrobiłaby mi się kasza manna lub soczek Bobo Fruit.

Z dnia na dzień stałabym się zestresowaną maciorą, zadręczającą się nieustannie, że dziecko mi wpadnie do wanny z wodą (nie szkodzi, że nie potrafi chodzić).

Albo ściągnie na siebie garnek z gorącą zupą (nieważne, że nie potrafię gotować zupy).

Albo że główka mu utknie między szczeblami na balkonie (trzeba będzie zabudować balkon czerwoną cegłówką).

Albo walnie się w kaloryfer i wybije sobie zęby, zanim mu jeszcze urosną.

Albo, że będzie biegło z ołówkiem, upadnie i wbije go sobie w oko („Nie, drogie dziecko, nie pójdziesz do szkoły, bo tam używają kredek, a z kredkami to nigdy nic nie wiadomo”).

Albo będzie chciało zostać informatykiem i kupić sobie motor (o, kurwa).

Nieee, no na serio tyle stresu z jednym bachorem! Tyle niepokoju i taka odpowiedzialność! Ześwirowałabym ze strachu, że coś się może stać MOJEMU DZIECKU. Sorry, to nie dla mnie.

Że już nie wspomnę o tym, że w czasie ciąży zrobiłabym się wielka jak traktor i musiałabym sobie kupić do spania w jednostce strażackiej dmuchany materac, taki 20 metrów x 20. I nie mogłabym położyć się w wannie, bo brzuch by mi się nie zmieścił. I dostałabym wysypki ciążowej, miała wieczne mdłości i zero ochoty na seks, a mąż w tym czasie spotkałby miłość swojego życia, wychodząc z knajpy i odszedłby następnego dnia ze słowami: Sorry Monia, nie tak miało być. A ja zostałabym sama, mając tylko ten brzuch, materac i wysypkę.

Dziękuję, nie skorzystam. POczytam se książkę zastępczo.

A co u Ciebie? Ktoś w ciąży? ;)

 
Komentarze (17)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Notka na zamówienie.

26 lis

Dobra, jestem. Z lekkim poślizgiem, ale w sumie punktalność nigdy nie była moją mocną stroną oraz w stanie lekkiej furii, spowodowanej niesfornością obecnej fryzury, nadającej mi wygląd egzaltowanego pudla, jadącego na viagrze. Choć przecież już dawno powinnam była zaakceptować fakt, że włosów aktoreczki Rosati to mieć nie będę.

Pozostałe wieści z frontu również bardzo niepokojące. Szukając butów, znalazłam potencjalny obiekt westchnień. Jest mi to stanowczo nie na rękę, bo wzdychać to wolę z nudów. Za li i jedynie potencjalnością przemawia także fakt, że to kolejny informatyk (też macie wrażenie, że w Polsce produkują masowo jedynie bezrobotnych oraz kadry IT?), a moje doświadczenia, popatre mądrością Wu, twierdzącego, iż informatycy się nie angażują – informatycy dodają do ulubionych, pozwalają mi na bezbolesną rezygnację z wyżej wymienionego obiektu. Bo sorry, ale wypaść z linków to mi się kolejny raz nie chce ;).

Z innych spostrzeżeń to nadal fascynuje mnie zjawisko noszenia przez Irlandki puchowych kurtek w połączeniu z japonkami, jak również ich głęboka erudycja
(- Brenda, where is La Paz? – In Belgium).
Ale co się będę czepiała, jestem przecież zen, feng-shui i ponad to, co nie.

A w zasadzie pod drzewem ;)

Photobucket - Video and Image Hosting

c.d.n. :)

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS