RSS
 

Archiwum - Wrzesień, 2006

Get the point, not the points.

10 wrz

No. To jestem na miejscu.

Chwilowo lekko zdezorientowana i bezmyślnie beztroska, ale po kolei.

1. LOT miałam fantastyczny. Po mej lewicy zalegał podróżny z tak nieświeżym oddechem, że przez 2,5h musiałam zwracać twarz w stronę okna, gdzie zamiast bajkowych widoków, podziwiałam, kurwa, skrzydło samolotu. Nie narzekam, naprawdę.

2. BAGAŻ odbierałam ponad 30 minut, albowiem ponieważ zapomniałam, jak on wygląda. W międzyczasie otworzyłam cztery inne walizki z rozczarowaniem kontastując, że to nie moje. No ale.

3. POGODA jest obłąkańczo wspaniała (no gdzie ten deszcz? gdzie?!). Z upodobaniem szukałam pracy siedząc na ławce i rozkoszując się słońcem. Pracy zatem nie mam, ale za to jaką opaloną twarz!

4. POZNAŁAM osobiście Wu (wu.blog.pl). Znacie Go? Nie znacie? To żałujcie ;)

5. MIESZKAM znów z WD (Współlokatorką Doskonałą). W ogóle się nie zmieniła, popłakałam się przy Niej ze śmiechu, zupełnie jak dawniej, obżarłam do nieprzytomności, a przed nami ZAKUPY. Tyle szczęścia naraz, tyle szcześcia!

6. NAUCZYŁAM SIĘ już dłubać nożem w kontaktach, zamiast kupić odpowiednią przepstkę do gniazdka. Tralalala.

7. UMÓWIŁAM SIĘ na piwo z mieszkańcem wysp, który to studiuje dwa kierunki w Cork i posiada przepięęękny brytyjski akcent i poczucie humoru, o zgrozo. Jak dla mnie stanowi zabójczą kombinację, może lepiej nie pójdę.

8. NA WŁASNE OCZY ujrzałam adresowane do mnie pismo z NUI (google mode on), że zostałam przyjęta na Italian Department. Taaak, rozpoczynanie studiów zawsze przychodziło mi lekko i bez wysiłku.

ŻYCIE JEST PIĘKNE :)

 
Komentarze (17)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

No to lecę.

06 wrz

Trzymajcie kciuki, co? ;)

Żeby było dobrze.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Oh, yes, it was ladies night.

06 wrz

No, to trochę sie dzisiaj wstawiłam.
Rzadko sobie na to pozwalam, ale to był naprawdę cudowny wieczór. Mnóstwo śmiechu i humoru aż do łez, niekrępujące rozmowy o seksie, facetach i penisach, banalne o związkach i miłości, szczere o zawiedzionych nadziejach i pragnieniu bycia kochaną oraz puenta wieczoru, poparta bogatymi doświadczeniami uczestniczek, że to MĘŻCZYŹNI TWORZĄ CHARAKTER KOBIETY W ZWIĄZKU.

Czuję się lekko i radośnie. Zaczynam wierzyć, że nie jestem zazdrosna, rozhisteryzowana i płaczliwa, że to nie była moja wina oraz że w sprzyjających warunkach (czyt.: nietoksycznych) będę w stanie stworzyć z właściwym partnerem relację, określaną zwyczajowo jako szczęśliwy związek.

Jednak nie cierpię na impotencję emocjonalną, najwyraźniej. TO NIE BYŁA MOJA WINA, tak.

Dziękuję temu na górze za moich przyjaciół. Lepszych nie mogłam sobie wymarzyć.

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Humor bez jaj.

01 wrz

- Monika, widzę dzisiaj opierdalasz się bardziej niż zwykle!
- No wiesz, Kuba! Obrażasz mnie!
(w domyśle – praktyka czyni mistrza)
- Ależ skąd, nie obrażam, wręcz przeciwnie. Jestem pełen podziwu dla Twojej umiejętności natychmiastowego i skutecznego przeszkolenia nowego pracownika, od razu udostępniwszy mu całkowicie swoje miejsce pracy :))

A poza tym..

No dobra, wyję, przecież nie będę udawała, że nie.

Nie płakałam już kilka miesięcy i aż zapomniałam, jak to się robi ;)

Kurwa, jak mi smutno.

Kiedy 2 tygodnie temu zwolniłam się z Ferrero wszyscy myśleli, że sobie robię jaja. Dopiero dzisiejsze oficjalne pożegnanie sprawiło, że do współpracowników dotarło, iż dziś widzieliśmy się po raz ostatni.

Z tymi ludźmi przepracowałam tylko 4 miesiące, a mam wrażenie, że znamy się całe wieki i łączy mnie z nimi więcej niż z innymi po czterech latach znajomości. Pierwszy raz od prawie roku nie czułam się w stolicy wyobcowana i samotna. Ci ludzie przygarnęli mnie, kiedy było mi ciężko i nieświadomie sprawili, że zapomniałam, jaka jestem nieszczęśliwa ;) Co śmieszniejsze, dopiero dziś zdałam sobie z tego sprawę.

Nie odczułam, że pracuję z ludźmi, którzy mówią płynnie co najmniej trzema językami, że zajmują się rzeczami, opiewającymi na kwoty dla mnie niewyobrażalne i że tak naprawdę to jestem przy nich lekkim pionkiem. To był naprawdę zajebisty czas.

Spoko, nie mogę pisać, bo nie widzę monitora od łez.

Usłyszałam dziś na swój temat dzisiaj tyle ciepłych słów, wysłuchałam tylu pochlebnych opinii i serdecznych życzeń oraz setki razy obracałam w żart zakaz opuszczenia mojego stanowiska pracy, że no sorry, ale wyję, bo co innego.

Próbowałam się nie przywiązywać. Trzymać się z boku. Nikogo nie polubić za bardzo i nie pozwolić polubić siebie. I co? I chuj.
Jak zwykle wyszło zupełnie odwrotnie, bo pożegnać się ze mną przychodzili nawet ludzie, z którymi oprócz dzień dobry i do widzenia to nie miałam wspólnego w zasadzie nic.

Nie wiem, czy jest to krok do przodu.
Nie wiem, czy podjęłam słuszną decyzję o wyjeździe.
Nie wiem, czy nie będę żałowała.

Wiem natomiast, że będzie mi brakowało 3 piętra.
I maili od A.”I wish you a dzień dobry”.
I wiadomości od K.” Monika, ale się opierdalasz!”.
I telefonów od AW „Nie wiem, jak to zrobiłaś, ale dokonałaś niemożliwego”.
I nawet mojego bezpośredniego przełożonego, który na pożegnanie stwierdził, że ciężko będzie mnie zastąpić.

Osoba, która przyszła na moje miejsce powiedziała mi dzisiaj: Monika, widać, że oni ciebie bardzo cenią i wprost uwielbiają.

Z wzajemnością.

Tylko tyle mogę powiedzieć.

Życie jest parszywe. Nawet nie potrafię się skupić na tych trzech setkach, które znowu zostawiłam w aptece.

Niech mnie ktoś przytuli.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS