RSS
 

Archiwum - Sierpień, 2006

If you are not too long, I will wait here for you all my life.

21 sie

Ależ piękny weekend miałam! Oprócz tego, że się wyspałam, wyłączyłam telefon i zjadłam obiad marzeń, to nie zrobiłam nic. Po prostu NIC, null, zero, none (frencz, oh maj frencz, lepszy z każdym dniem). Ostatecznie nic zrobić nie musiałam i fakt ten napawa mnie niezwykłym entuzjazmem. Tylko sobie leżałam, otoczona Kinder Bueno, książkami, filmami na dvd z lat 70-tych i myślałam sobie, jak mi fajnie i beztrosko. Nie mogę pojąć, dlaczego tak organicznie nienawidziłam w przedszkolu leżakowania i byłam gotowa wypisać się z niego na właśne życzenie, by tylko odegnać niebezpieczenstwo spędzenia godziny bezczynnie. Musiałam być strasznie głupia w wieku 3 lat. Albo cierpiałam na adhd i z litosci nikt nie raczył mnie o tym poinformować. Dzięki Bogu ZMĄDRZAŁAM i oby mi to nie minęło.

Jedyną zniżkę emocjonalną zaliczyłam wieczorem, gdy rozpłakałam się, oglądając Terminatora 2. Jakoś tak wzięłam i się wzruszyłam bez uprzedzenia. W pierwszej chwili myslałam, że mi odjebało, ale przypomniałam sobie, że przecież mam pmsa i jestem usprawiedliwiona, wróciłam więc spokojnie i z jeszcze większym zaangażowaniem do litrowych lodów Grycana.

Aby jednak przygotować się mentalnie na istnienie poniedziałku i zaoszczędzić sobie wstrząsu klimatycznego w czasie przejścia od nicnierobienia do stanu przepracowania, który to stan ogarnia mnie już o 9:05, kiedy zasiadam przy biurku i głęboko wzdycham, udałam się do pobliskiego warzywniaka. Wróciłam z nową parą prześlicznych butów, co przekonało mnie do tezy lekarskiej, że zdrowe odżywianie poprawia samopoczucie. Najwyraźniej nie wszyscy lekarze sa idiotami.

O, a ogladaliście zwiastun nowego programu gwiazdeczki, która dla niepoznaki występuje również jako utalentowana solistka, ogólnie zwana Mandaryna? W swoim szoł przekazywała tajniki zawodowego tańca równie znanej seksbombie parlamentarnej, posłance Beger. Ubaw po pachy, choć chwilami ogarniała mnie jakaś taka nieuzasadniona żałość. Nie wykluczam przyszłej współpracy zawodowej pomiędzy tymi damami, bo przecież fałszowac już teraz obie potrafią znakomicie.

No.

To tyle na dzisiaj.

Odmeldowuję się.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Untitled Entertainment

17 sie

Budzę się przedwczoraj, patrzę za okno i widzę: LISTOPAD. Myślę: o, kurwa, przespałam wrzesień i październik!

Dla odpędzenia jesiennego nastroju i podtrzymania słonecznego wizerunku poszłam na solarium, gdzie przemiła pani przez pomyłkę zapodała mi program turbo. Kwadrans relaksu, uatrakcyjnianego muzyczną twórczością wielkiej divy polskiej sceny muzycznej, Mandaryny, przypłaciłam afrykańską opalenizną oraz przymusowym negliżem przez następne 48 godzin.

Dyskomfort związany z posiadaniem okrycia wierzchniego zelżał dziś jednak do tego stopnia, że nawet przyszłam do pracy, gdzie powitały mnie okrzyki męskiego działu: Monika, You. Look. Absolutely. Fabulous! Gówno tam, a nie fabulous. Koniec tygodnia mamy, to im na mózg padło.

Im oraz pewnemu nieznanemu mi osobnikowi płci męskiej, który lazł za mną przez pół ulicy Wiertniczej, zapraszając na wesele. Mam nadzieję, że nie w charakterze panny młodej, bo sięgał mi do brody. Jak to mówią: skromny wzrost, wielki, ekhm.. potencjał, ale jakoś się nie skusiłam – dziękuję, posiedze w domu z szydełkiem w ręku.

Tak, tak, odkryłam swoją nową staropanieńską pasję, oprócz rybek akwaryjnych, dzięki której produkuję obłąkańcze ilości szydełkowych czapeczek (bo tylko to do tej pory opanowałam). Co więcej, doszłam już w pizdu do perfekcji i czuję, że jeśli zgodnie z przewidywaniami wróżki założę swój biznes, bedzie to, kurwa, przemysł włókienniczy.

Więcej gorących newsów już jutro.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

work work work (it out).

11 sie

No nie wiem, jak mam się zwolnić. Po prostu nie wiem i już. Bo ten mój szef to taki fajny i sympatyczny człowiek, że aż mi wstyd powiedzieć, iż mam inne plany życiowe, nie związane ze wspinaniem się po szczeblach kariery w spółce o światowym zasięgu.

Żaden sensowny pomysł na bezbolesne rozstanie nie zaświtał mi w głowie. Może powiem, że urodziłam dziecko w zeszłym tygodniu i nie jestem w stanie pogodzić pracy z obowiązkami macierzyńskimi? Albo że uległam wizji świata według sekty Bratnie Dusze i przenoszę się do podwarszawskiej miejscowości, gdzie będę mieszkała w stodole i jednoczyła się z przyrodą? Rany.

Zresztą ja ogólnie lubię tę firmę i szkoda mi się z nią rozstawać.

Najfajniejszy jest dział budżetu. Cały czas gadają o piłce nożnej i babach, więc się z nimi nie nudzę. I mają świetnego managera, który zawsze mi podsuwa The Economist do przeczytania. To czytam, bo jeszcze zapyta o jakiś artykuł i wyjdzie na jaw, że tak naprawdę to ja tam do tej pory jedynie obrazki oglądałam. O tak, teraz pochłaniam od deski do deski – z zagadnień o Kubie i F. Castro jestem już prawdziwym ekspertem.

Ale mamy piątkowy wieczór i możliwości mojego intelektu skończyły się na wyborze tematu notki. Szkoda mi czasu na produkowanie pseudointelektualnych tworów, których przesłanie zasadniczo rozumiem tylko ja. Całość teraźniejszości mogę zawrzeć w dwóch zdaniach:

1. Uczę się nie przywiązywać.
2. Słabo mi jakoś wychodzi.

Myśli o kwestiach mniej banalnych mam trochę frywolne, trochę kąśliwe. Lepiej zatrzymam je dla siebie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

a birthday note.

07 sie
Z obliczeń wynika, że skończyłam dziś 25 lat. Wydarzenie te usunęłam w otchłanie niepamięci, lecz na próżno. Życzenia od osoby, która zawsze pamięta, mojego T., skutecznie przywróciły mnie do kalendarzowej rzeczywistości.

25.

Wow.

W tym czasie zdążyłam być ukochaną córeczką rodziców i wzorową uczennicą, spontaniczną nastolatką i czarną owcą rodu. Marzyłam, by zostać baletnicą i przedszkolanką, ostatecznie wyedukowałam się na pracownika sektora gospodarki turystycznej o specjalizacji w turystyce zagranicznej. Nie pracuję w zawodzie. W międzyczasie studiowałam także marketing na politechnice i angielski na uniwerku. Byłam blondynką, rudzielcem i brunetką (UPDATE po interwencji J. z 4p. – no tak, różowe włosy też miałam). Mieszkałam w Holandii, Wielkiej Brytanii, a ostatnich 9 miesięcy spędziłam w Warszawie. Przeżyłam pierwszą miłość w życiu i pierwszy seks. Jeden osobnik chciał mnie poślubić, z jednym ja chciałam się związać. Miałam złamane serce. Nabyłam prawie pół tysiąca książek, znacznie więcej przeczytałam. Zgubiłam niezliczoną ilość biżuterii, dokumentów i kluczy, raz zdarzyło mi się nawet zgubić siostrę. Straciłam dwie przyjaciółki, od jednej świadomie się oddaliłam, wszystkie pozostałe są jedynym niezmiennym, obok rodziny, najwartościowszym elementem mojego życia. Bywałam w szpitalach, po których cierpię na kroplówkowstręt. Muzykę z Dirty Dancing od 15 lat uważam za soundtrack wszechczasów. Spotkałam się z niezliczonymi przykładami bezinteresownej życzliwości i nauczyłam się nie ufać. Pojechałam autostopem na sylwestra do Francji. Stateczną już dziś żonę i mamę uroczego Patryka z rozrzewnieniem wspominam, jako współtowarzyszkę zwariowanych wypadów na koncerty do Niemiec. Przeżyłam fascynację twórczością Oscara Wilde’a i osobowością Patricka Kelly. Do dziś mam problemy z mnożeniem przez osiem. Poniosłam klęskę w opiece nad zwięrzętami domowymi (pies zjadł mi papugę oraz wpuściłam do akwarium dwójkę bojowników, żeby nie czuły się samotne). Uwielbiam jeździć konno i boję się koni. Raz z ciekawości upiłam się jak szpak. Będąc głupią gęsią popalałam trawkę. Dorobiłam się 16 par butów za własne pieniądze oraz 4 już dioptrii na minusie zupełnie za darmo. U rodziców mam dług nie do spłacenia. W portfelu od 9 lat noszę zdjęcie pewnego 3-latka z częstochowskiego domu dziecka, mając głęboką nadzieję, że te maleństwo przejdzie przez życie szczęśliwie i bezpiecznie. Najcieplej wspominam pielgrzymkę na Jasną Górę, gdy kończyłam 18 wiosen i wydawało mi się, że wkraczam w wiek późnej starości.

To tak z grubsza o moim życiu. Były nauki i nauczki, przygody i niespodzianki. Był śmiech do utraty tchu i gorzkie łzy.

Czy czegoś żałuję? Oczywiście, że tak.
Czy postąpiłabym inaczej, mogąc zmienić czas? Nie.

Bo patrzę wstecz i myślę sobie, że przeżyłam kawał zajebistego życia.

I tak to.

Plany na przyszłość? Jak zwykle bardzo dalekie od sprecyzowania.

Jedyną pewną rzeczą jest kupiony już z miesięcznym wyprzedzeniem bilet lotniczy w jedną stronę. W miejsce, gdzie jeszcze nie byłam. Pozbędę się tej goryczy, nabytej po kilkuletniej toksycznej znajomości i będzie dobrze. Reszta scenariusza napisze się sama..

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

deeply disturbing.

04 sie

Padłam.

Zaczęło się od tego, że zmieniłam jakiś czas temu numer telefonu. Powinnam była od razu zaktualizować kontakty, ale wytłumaczyłam sobie, że zdążę się jeszcze w życiu napracować. Wolałam więc natenczas gapić się na nowe zdjęcie w ramce.

No i dalej.

Gadam pewnego dnia z OiK i mówię: puść mi sygnał, bo nie mam Ciebie w nowej książce. Numeru od razu nie zapisałam, po co, zapamiętam przecież. Ale jak można prawidłowo przypuszczać, kilkudniowa zwłoka sprawiła, że jebnęłam się w zapisach zasadniczo. Odzywam się jednak do niego, tak jak obiecałam, niczego nieświadoma i zaczynamy umawiać się na piwo:

- No hej. Pasuje mi wtorek.
- Okej. Gdzie i o której?
- W centrum.
- Konkrety, Monika, konkrety…
- To niech będzie pod Empikiem o 19.

Siedzę zatem i myślę, jak by się tu ubrać, gdy nagle dostaję smsa: może spotkajmy się innym razem, bo pada?

Hm, konsternacja. Bo przecież u mnie w ogóle nie kropi nawet. No ale nic, w końcu stolica wielkim miastem jest i nie można wykluczyć opcji wielkiej ulewy w drugiej części tylko dlatego, że u nie świeci słońce. Wzruszyłam ramionami i dalej spokojnie robię oko, nucę Hiltonównę, gdy nagle coś mnie TKNĘŁO.
Coś zupełnie nieuzasadnionego.
WIZJA.
ZNAK.

Biegnę po starą kartę, sprawdzam numery i TADAM!

Zamiast OiK w Warszawie, na spotkanie ze mną już od 18:45 czekała IZA pod Empikiem w BIAŁYMSTOKU. Spoko, naprawdę.

Moja współlokatorka popłakała się ze śmiechu.
Siostra współlokatorki też.
Popłakałam się ja.
A Iza?

Puentując, pozwolę sobie zacytować w/w: jesteś pewna, że pod Empikiem w Krakowie nikt na Ciebie nie czeka?

Nie. Nie jestem pewna. A powinnam?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS