RSS
 

Archiwum - Lipiec, 2006

W zdrowym ciele zdrowy duch.

25 lip

Będąc permanentnie niewyspaną, co owocuje tak intensywną katatonią w pracy, że nawet flirtować mi się nie chce oraz pochłoniętą bez reszty Zasadniczymi Zmianami w moim życiu, (czy też raczej namiętnym myśleniem o nich), którymi to podzielę się z Wami już niebawem, nadal zaniedbuję twórczość blogową, o ile w ogóle można mówić tu o jakiejkolwiek twórczości. Cienko widzę powrót do dawnej świetności, albo przynajmniej dawnego zaangażowania w wylewaniu na klawiaturę relacji z mego fascynującego życia (zieew).

Życie to będzie fascynujące even more przez najbliże pół roku. Natenczas bowiem, wedle ostatniej diagnozy lekarskiej, pokochać mam miłością prawdziwą warzywa i znienawidzone przeze mnie owoce. Kochliwa nie jestem, więc będzie trudno. O wstrzemięźliwości alkoholowej nawet nie wspominam, bo szkoda mi słów, aczkolwiek biorąc pod uwagę ilości wypijanego przeze mnie czerwonego wina, wydaje mi się, że będzie to znacznie większe wyzwanie niż pierdolone warzywka. Przy życiu utrzymuje mnie jedynie myśl, że Oliwka, jak się dziś okazało, MA TO SAMO, co doprowadza mnie do głupiego chichotu, ilekroć sobie przypomnę, bo przecież wcale się nie umawiałyśmy. Szkoda, że już nie mieszkamy obok siebie, gdyż mogłybyśmy zsynchronizować łykanie tabletek i zamiast na piwo czy kawę, umawiać się na popijanie ziół.

(- Oliwko, wpadaj o 17-tej na filiżankę rumianku!
- Niestety, nie mogę, bo właśnie skończyłam pić siemię lniane. Ale Ty przyjdź do mnie, akurat ugotowałam obiad, to zjemy po listku szczawiu.
- Świetnie. W takim razie na deser przyniosę dżem bez cukru i konserwantów. Zaszalejmy, zjedzmy po całej łyżce!)

No ja pierdolę.

Z rozrywek została nam zatem jedynie sztuka i seks. Pocieszam się, że jeszcze nie jest tak najgorzej, co nie? Będę Was o nich informowała na bieżąco, nie przełączajcie odbiorników.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Głupota większa niż upał.

14 lip

Oglądam z niedowierzaniem kolejne relacje mediów, zapowiadających bliski koniec cywilizacji. Durnowate pokolenie maturzystów zawaliło tenże superważny egzamin, co w fatalnym świetle stawia zarówno system edukacji, jak i pobierających nauki. Jestem jednak przekonana, że kształcenie bezmózgich yeti ma swoje podłoże – ktoś przecież będzie musiał w przyszłości zastąpić na scenie politycznej obecnych półgłówków.

Nadal jakaś taka bez humoru jestem.

Siedzę i marzę.

Wzdech.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kotka nie cieszy za oknem zieleń, bo siedzi w pracy jak głupi jeleń.

11 lip

Cześć.

Mam doła.

Bo upał kurewski, a ja zamiast leżeć na francuskiej plaży i wodzić na pokuszenie francuskich plażowiczów, siedzę w pracy i próbuję nie postradać zmysłów. Co jest zadaniem niezwykle trudnym, biorąc pod uwagę tępotę ludzką w temperaturze 36 stopni w cieniu.

Czyżby Francja stała się moją nową obsesją, plasując się tuż obok słodyczy i seksu? (Padłam ze swojego dowcipu, spoko). Nie wiem, być może, nie wykluczam takiej opcji.

Piję czekoladę i zastanawiam się, kto z firmy podoba mi się najbardziej, albowiem moje możliwości intelektualne pozwalają mi dzisiaj jedynie na to. Ale jakoś nie mogę się zdecydować.

Hm. Właśnie kolega powiedział do mnie „Jacek”.
Hmmmm. Kojarzę mu się?
Nie jest dobrze.

Ciekawe, co u Zinedine?

No.

To cześć.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Mundial 2006, czyli from hero to zero, czy jakoś tak.

10 lip

To ja się może ustosunkuję, co nie?

Wynik, jak wynik. Obydwie drużyny, którym kibicowałam, nie zdobyły upragnionego tytułu. Portugalczycy przegrali mecz o trzecie miejsce, Francuzi o miejsce pierwsze. No trudno, można mieć coś w zasięgu ręki i stracić nieoczekiwanie, taki świat. Włosi, ostatecznie, w dużym stopniu na wygraną zasłużyli.

Nie mogę jednak przejść obojętnie lub ze stoickim spokojem obok tego, co przydarzyło się Zidane’owi. Już od wielu dni z coraz większym niepokojem przyglądałam się temu, co robią media, a konkretnie na presję, jaką świadomie lub nie, obarczały Zinedine. „Zizou poprowadzi Francję po medal!, Zinedine bohaterem narodowym!, Pomnik dla Zidane’a!’. Szkoda, że nie wystąpili jeszcze z petycją, aby kandydował na prezydenta.
No i tak sobie obserwowałam te postępujące szaleństwo, zastanawiając się, jak skończy się ten cyrk dla Z.Z. i że na pewno źle.

Oczywiście nie przypuszczałam jednak, że aż tak. Obstawiałam raczej, że nie strzeli karnego, albo rąbnie samobója, ale zagrania na miarę szesnastolatka, któremu szaleją hormony, to się po Zinedine nie spodziewałam. Nie kwestionuję, że zachował się zupełnie nie sportowo, wobec czego lawina krytyki, jaka spadła na jego głowę jest poniekąd zasłużona.

Mam jednak w sobie dużo zrozumienia dla niego, jako osoby, której w końcu puściły nerwy. Cały świat patrzył, a połowa oczekiwała od niego rzeczy niemożliwych. W drużynie, chciałabym zauważyć, gra 11 piłkarzy, a nie jeden Zidane, ale to na nim skupiła się cała fala nacisku i presja wygranej. Nic więc dziwnego, że był zdenerwowany do granic. Umiejętnie ten stan napięcia wykorzystał nieuczciwy przeciwnik. Bo to, co zrobił Zidane, na pewno nie zdarzyło się bez przyczyny. Jestem święcie przekonana, ze Włoch musiał obrazić go wyjątkowo perfidnie. Dlaczego nikt nie przyzna, że jego (Włocha) zachowanie było nie mniej skandaliczne? Nie potrafił zdobyć przewagi umiejętnościami, wiec posunął się do zagrywek na nerwach. Wielka szkoda, że Z.Z. dał się sprowokować takiemu szczurowi, jakim jest Materazzi, co udowadniał sukcesywnie przez całe mistrzostwa szeregiem brutalnych fauli, nieuczciwych zachowań i wszczynanymi kłótniami.

Wątpie, aby Zidane publicznie przyznał, czym wyprowadził go z równowagi Włoch. Przez lata francuski piłkarz dał się poznać jako osoba bardzo dyskretna, stroniąca od gwiazdorstwa i przepychanek słownych. Niezależnie od tego, jak zareagował tym razem, nadal go uwielbiam bezgranicznie. I współczuję mu ciężaru, z jakim teraz musi żyć, zastanawiając się, czy gdyby został na boisku, wynik meczu byłby inny.

Smutno mi przez to wszystko cholernie. Musi się strasznie męczyć ten boski Zinedine. Żal mi go. Bardzo.

Tyle refleksji dzisiaj. Jakoś nie mam humoru.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Some like it HOT.

06 lip

Adrenalina, jaka towarzyszyła mi wczorajszego wieczoru, gdy w napięciu śledziłam starcie Trójkolorowych z drużyną Figo, nerwowo wpierdalałam czereśnie oraz z uporem i zawzięciem fanatyka podążałam wzrokiem za sylwetką Zidane’a, dostając niemalże zeza rozbieżnego, a wszystko to, by nie uronić nawet ułamka sekundy z przedostatniej okazji spoglądania na kwintesencję męskości w moim pojęciu, nie pozwoliła mi zasnąć snem szybkim i spokojnym.

Najgorzej, że marzenia o tym boskim ciele i czarującym uśmiechu, co rusz zakłócały mi popisowe numery Portugalczyków, którym, jeśli nie w piłce nożnej złoty medal, to w Hollywood wróżę Oscara. Te ich teatralne upadki i okrzyki, znamionujące głębokie cierpienie, każdorazowo powodowały u mnie nieokiełznane wybuchy śmiechu. Skłonna jestem przypuszczać, że zamiast treningów na boisku, pobierają oni lekcje w szkole symulowania u światowej sławy profesorów z tego zakresu (najpewniej byłych reprezentantów włoskich klubów, którzy również odznaczają się mistrzowskimi zagrywkami aktorskimi). Dławiłam się ze śmiechu, obserwując sceny pod tytułem: OBERWAŁEM W GŁOWĘ! NIE ŻYJĘ! NIECH KTOŚ MNIE WYNIESIE Z BOISKA, BO PRZECIWNIK DOTKNĄŁ MNIE PALCEM!, sugerujące, że zawodnik dostał śmiertelny strzał piłką w twarz i doszło do tragedii, po czym powtórka ujęcia znakomicie ujawniała, że nasz prawie-nieboszczyk nie tylko nie dostał potężnego uderzenia w czaszkę, ale nie dostał w czaszkę w ogóle, a jedyne, co mu się przytrafiło, to paproch w oku. W końcu przestały na mnie działać nawet efektowne dryblingi Christiano Ronaldo, w których dostrzegałam już tylko komiczne próby wymuszania fauli. Co, oczywiście, nie wpływa zasadniczo na moje uwielbienie dla poszczególnych jednostek portugalskiej drużyny (Gomesa, znaczy się oraz wspomnianego już C. Ronaldo). To tyle o meczu, wróćmy do Zinedine..

W zasadzie to dzisiaj przy życiu utrzymują mnie jedynie maile od Wu oraz zdjęcie Zizou. Żałuję, że nie jestem Viktorią Beckham lub Pamelą Anderson i nie mogę powiedzieć do swojego managera: Janie, umów mnie na jutrzejszy lunch z kapitanem drużyny francuskiej.

Nie ma ktoś z Was przypadkiem jego numeru telefonu? Wysłałabym mu sms chociaż.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Powiedz mi, jakiego piłkarza cenisz, a powiem ci, kim jesteś.

03 lip

Ni mniej, ni więcej, ale takimi właśnie umiejętnościami odznacza się U., która dzięki temu wlała dziś w mą duszę wiele otuchy.

Otóż napisałam dziś do Niej z głębi złamanego serca, marzącego beznadziejnie o Zinedine Zidane. Albowiem Nuno Gomes, którego dotychczas bałwochwalczo wielbiłam od mistrzostw do mistrzostw, postanowił tegoroczny Mundial spędzić na ławce rezerwowych, w związku z czym zupełnie nie miałam okazji przypomnieć sobie, jak bardzo go uwielbiam, a co za tym idzie, całą swą miłość przelałam ponownie na Zidane’a. I wpadam w otchłań czarnej rozpaczy, ilekroć słyszę w trąbiących z lubością mediach, że to ostatnie mecze utalentowanego Francuza. Oczywiście popieram drużynę francuską również z prywatnych pobudek, które mają na imię Xavier i pracują na trzecim piętrze, ale poparcie z czegoś wynikać musi, co nie? Przecież nie mogę kochać człowieka tylko dlatego, że jest świetnym piłkarzem, to chyba zrozumiałe.

I do czego zmierzam? Otóż słowa U., będące odpowiedzią na moje przemyślenia, stały się balsamem na me serce, ponieważ U., podobnie jak moja mama, NIE MYLI SIĘ NIGDY. W tym momencie pozwolę sobie zacytować w/w.:

Wiesz, ja myśę, że ty jednak dobrze skończysz. Bo podobno Zidane to dobry i porządny człowiek (tu oddałam w milczeniu hołd umiejętności U. pisania prostym językiem o rzeczach skomplikowanych ;). Nie licząc Obcego (przezwisko zmieniono dla dobra ogółu – przyp. Red.) to Tobie się właśnie tacy dobrze ułożeni podobają (nie mam pojęcia, jak układa się Zinedine Zidane, ale ufam, że właśnie tak, jak to przedstawiła U. ;). Więc wróżę ci dobrą przyszłość z fantastycznym mężem (nie wiem również, czy mąż jest osobą, z którą chcę spędzić przyszłość, ale chwilowo z braku ciekawszych rozwiązań, jak również męża, nie mam nic przeciwko ;). Ale czy ty nie zauważyłaś, że on łysieje? (kurtyna ;).

Jeżeli zatem moja przyszłość ułoży się zgodnie z przewidywaniami U., to Ją z wdzięczności zaadoptuję. Obiecuję publicznie, że będzie mogła sprzątać, ile tylko zechce. Nawet za mnie. Mam nadzieję, że się zgodzi.

No i błagam, kibicujcie Francji, żeby dotarła do finałów.
(oraz je wygrała, to wtedy Z.Z. może się rozmyśli i będzie dalej grał?)

Z poważaniem,
M.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Will you still love me tomorrow?

01 lip

Bo to nie jest do końca tak, że uważam, iż jestem brzydka, głupia i bez poczucia humoru (choć, rzecz jasna, czasami taka właśnie jestem).

Ale ogólnie to tak sobie myślę, że jeszcze nie jest najgorzej, a bywa nawet całkiem dobrze. Co prawda w stosunku do atrakcyjności mojej osoby obiektywna być nie mogę, bo darzę siebie zbyt wielką sympatią, ale pojawiały się jednostki, nie związane ze mną ani genami ani łóżkiem, które to twierdziły, że rozświetlam każde pomieszczenie, do którego wchodzę (ciekawe, czy to wtedy, gdy nosiłam aparat ortodontyczny i błyskałam fleszem przy każdym uśmiechu?) lub nieznajomi, robiący mi zdjęcia, mijając na ulicy. Jeśli chodzi o inteligencję, której można wiele zarzucić i nie przeczę, że chciałabym mieć wyższy wskaźnik, to bardziej jednak z rozpusty, aniżeli prawdziwej potrzeby. Przyznaję, że BYWAM głupia, co w większości przypadków wiąże się z nadmierną wiarą w szczere intencje facetów, oraz że często świadomie przybieram tępy wyraz twarzy, ale to dlatego, że nie chcę zniechęcać do siebie nowopoznanych rozmówców. No a co do mojego poczucia humoru, to, owszem, na ogół jest ono niezrozumiałe w szerszych kręgach, ale – wnioskując po reakcjach ludzi na moje komentarze, stwierdzenia i opowiadania – nie uważam, że takowego nie posiadam.

Ale do czego zmierzam, prawda? Chodzi o to, że kłamstwem byłoby stwierdzenie, że mam jakieś szczególnie niskie mniemanie o sobie.

(teraz będzie główna myśl, uwaga)

A jednak mimo całej wiary we własne możliwości, gdy poznaję faceta, spełniającego moje wszystkie popieprzone wymagania i standardy, a facet ten zdaje się odwzajemniać zainteresowanie w stopniu, co najmniej, bardzo wysokim, jeśli nie większym nawet, nieodparcie zaczynam przypuszczać, że z nim musi być jednak coś nie w porządku. Bo skoro to taki fajny, przystojny i wartościowy chłopak, to, na Boga, DLACZEGO MIAŁBY ZAINTERESOWAĆ SIĘ AKURAT MNĄ? To zaś nieodwołalnie prowadzi do konkluzji, że natychmiast należy dać sobie z w/w spokój, zapomnieć, zrazić do siebie i zostawić niesmak po znajomości. Koniec końców wychodzi na to, że aby mnie do siebie skutecznie zrazić, wystarczy się mną po prostu zainteresować.

Wspaniałe rokowania dostrzegam, tak.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS