RSS
 

Archiwum - Maj, 2006

Strażak Sam.

25 maj

- O, patrz, książka dla ciebie! „Nagle sama”.
- A co to są nagle?

Kurtyna.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

I’ve never been an intellectual but I have this look.

12 maj

No cześć. Siedzę i nie chce mi się pisać.

Całą noc nie spałam. Gapiłam się w okno i analizowałam.
Nie było najgorzej – zero morderczych myśli.

Jestem tylko trochę rozbita dzisiaj, ale co tam.
I trochę cera mi się zrobiła szara. I oczy podkrążone permanentnie. I dłonie mam zimne od przedwczoraj.

Ale poza tym czuję się świetnie.

Lecz o tym też nie chce mi się pisać.

Eee, idę do domu. Zrobię sobie obiad i będę dalej czytała książki o psychopatach.

Całkiem zwyczajnie jest.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

:)))

07 maj

Kończę rozmowę na gg z moją Sis. Chcąc umilić Jej wieczór, życzę miłych snów.

Ja: Pa, Kocie.
Sis: Pa, PSIE.

No tak. Równowaga w przyrodzie musi być zachowana.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

The fire’s in my eyes and the words are really clear- don’t wanna see your face,you better disappear

07 maj

Bo to wszystko przez te jebane lektury za czasów podstawówki, kiedy to namiętnie czytałam sagę o Ani i Gilbercie, Błękitny Zamek czy Przeminęło z wiatrem. Gdybym zaczęła przyjaźń z książkami od Hannibala, Doktora Śmierć czy Dzienników więziennych, to moje życie wyglądałoby dziś zupełnie inaczej. Niestety, wybrałam ŹLE, w konsekwencji czego siedziałam z wypiekami na twarzy, nie jadłam, nie oddychałam, nic się nie liczyło, tylko KIEDY SCARLETT ZROZUMIE, ŻE KOCHA RHETTA?!?

Rodzice kazali mi wyjść na podwórko, mówili: Monika, idź do ludzi, pobaw się z innymi dziećmi, świat nie może kończyć się na książkach. A ja nic – do biblioteki i z powrotem. Jadłam obiad i czytałam, oglądałam tv i czytałam, szłam do sklepu i czytałam, mama odrabiała za mnie matematykę, a ja czytałam. Jedynym momentem, kiedy nie miałam książki w ręku była droga do szkoły, ale wiadomo – zawsze wtedy biegłam, bo byłam spóźniona. Nie mniej odbijałam sobie to na przerwach, przez co zyskałam miano kujona, bo, niestety, nikomu nie dało się przetłumaczyć, że taki Winnetou to nie jest, psiamać, to samo, co podręcznik do fizyki. Z drugiej strony nawet nieszczególnie starałam się wyjaśniać różnicę. Zwisało mi.

W końcu rodzice zabrali mnie do psychiatry. POWAŻKA.
Przejęłam się i pomyślałam: Monika, nawet jeśli jesteś nienormalna, to przecież nie jesteś na tyle głupia, by nie potrafić tego ukryć. Musi być jakiś sposób.

No i był. Zaczęłam czytać po nocach ;)

Ale do czego zmierzam..

Chodzi o to, że w tych wszystkich powieściach, moich bibliach z dzieciństwa, wyznacznikach mojej moralności i przepisach na życie, tam zawsze pojawiał się HAPPY END. Bohaterowie poznają się na drugiej stronie, na trzeciej zakochują, a na piątej są już zaręczeni (jeśli nie oficjalnie, to w tajemnicy przed wredną macochą i siostrami). Po czym przez wszystkie następne rozdziały walczą zawzięcie z przeciwnościami losu, podłą macochą i zazdrosnym stryjem, wojną secesyjną i deszczową pogodą.

Nie pojawiają się żadne rozterki, wątpliwości, nie ma emocjonalnego inwalidztwa; królewicz nie puszcza księżniczki kantem i nie robi jej w balona, księżniczka zaś nie ma przez niego depresji, skoków ciśnienia, nie bolą ją piersi tuż przed okresem i nie budzi się z podkrążonymi gałami. Pojawiają się, co prawda, niesprzyjające okoliczności – utrata tronu, śpiączka, smok na warcie, ale co to było w konfrontacji z prawdziwą, szczerą i gorącą miłością, prawda? (no sorry, to MUSIAŁO być potężne uczucie, skoro pocałowała ropuchę!)

No.

I tak sobie wzięłam do serca te bzdury i wytwory chorej wyobraźni pani Lucy Maud Montgomery oraz braci Grimm. ZAUFAŁAM IM i uwierzyłam, trzeba zakochać się szczerze jeszcze przed 10 stroną, po czym przez 843 kartki zapewniać ukochanego o gorącym uczuciu, walczyć dla niego, poświęcać się i znosić podłą czarownicę, która chce księcia dla siebie.

A wszystko po to, by na stronie 854 okazało się, że wszystkie przeszkody już za kochankami, żadne z nich nie poległo w walce o miłość i ojczyznę, ani nie umarło z tęsknoty i nie zostało pożarte przez własnego kota, w związku z czym mogą już zacząć żyć długo, szczęśliwie i RAZEM.

Podczas gdy w prawdziwym życiu kobieta zakochuje się nieoczekiwanie w zwykłym śmiertelniku, któremu bardzo daleko do księcia. Mimo wielkich uczuć zaczyna zgrzytać już na stronie numer 11 i jeśli uda się dociągnąć razem do 15, to sukces. Później jeszcze walczy przez 98618937612576125987265 stron, wydanych w 4 tomach i ciągnie jak długo się da. Tylko po to, by przekonać się, iż nie zawiniła żadna czarownica, straszny smok ani siedem dzielących ich mórz i oceanów, a jedynie pseudoksiążę, który tak naprawdę nigdy jej nie kochał.

No. To sobie pogadałam.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Call it fate, call it back, call it off, don’t call me later.

05 maj

Nie, no oczywiście że to nie jest tak, iż minął tydzień, a ja radosna i rześka kokietuję przystojnych facetów. Jasne, że nie.

Jest ciężko.

Martwię się pracą, nie pamiętam już bezczynności w ciągu dnia, jest dziwnie i niekoniecznie w pozytywnym sensie.
Męczy mnie cisza, nie przerywana dźwiękiem nadchodzącej wiadomości „Cześć Mała, jak mija dzień?”.
Trudno mi przyzwyczaić się do brakującej pozycji na liście kontaktów gg, która przez tyle lat zajmowała pierwszy wpis.

Tak, jest bardzo ciężko.

Ale trzymam fason.

Wstaję z łóżka i nie zalegam pół dnia przed tv.
Układam cierpliwie włosy i starannym makijażem oczu odwracam uwagę od smutnego spojrzenia.
Wychodzę z domu z samej tylko wdzięczności, że świeci słońce.

I, co dziwne, nie życzę mu źle, choć przez chwilę chciałam.
Niech sobie żyje spokojnie, byle z dala ode mnie. O tym, że każda wyrządzona krzywda uderzy w niego rykoszetem ze zdwojoną siłą przekona się jeszcze nie raz i nie muszę o to zaklinać losu. Bez moich próśb bywa on zajebiście sprawiedliwy.

Nie można budować swojego szczęścia na cudzych łzach.

Trzymam fason, bo gdzieś tam w środku poczułam nagle niezachwianą pewność, że jeszcze będę w życiu bardzo szczęśliwa. Tylko muszę chwilę cierpliwie poczekać.

Poczekam.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

You create misery, have your cake and eat it; take your place in history and pray we don’t repeat it

04 maj

Przedwczoraj zjadłam pierwszy posiłek od czwartku.

Wczoraj wstałam jak zdrowy na umyśle człowiek, czyli przed południem, zamiast zrywać się jak popierdolony kosmonauta juz o 5 czy 6 rano, po 2 godzinach męczącego snu, bez jakiejkolwiek przyczyny, z oczyma jak rozgotowane pomidory.

Dziś zrobiłam zakupy, delikatny makijaż z serii „patrz i wpadaj w zachwyt nad moją świeżością” oraz przybrałam tę charakterystyczną płynność ruchów, po których Oliwka będzie mogła powiedzieć: Monia, wyglądasz, jakby ktoś Ciebie porządnie bzyknął.

Sąsiad z piętra zaprosił mnie na kawę.

Katie Melua, Aimee Mann, Diana Krall i Emiliana Torrini zastąpione zostały The Cardigans (Lovefool. Spójrzmy prawdzie w oczy).

Wracają mi normalne parametry życiowe.

Będę żyć, mówię Wam.

Co więcej – zamierzam w dodatku wypięknieć i zdrowo się odżywiać.
(bo przecież muszę wieść długi żywot, by nadrobić stracone lata ;).

Jutro nie będę pamiętała, że byłeś.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

stop the show, hold the phone. better days this girl has known.

03 maj

W ciągu dnia paraduję z uniesioną głową, uśmiecham się nieustająco, łapię pointy w żartach i manifestuję świetne samopoczucie.

A później nadchodzi noc, kiedy szlocham i ryczę w poduszkę, zastanawiając się czy to się kiedyś wreszcie skończy i kiedy.

Rano znowu będę rześka i roześmiana, z kokieteryjnym błyskiem w oku, dzielnie i z łatwością pokonująca siebie i swoje demony.

Niech już będzie rano.
Proszę.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS