RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2006

Protect me from what I want.

30 kwi

No dobrze, jestem głupia. Jestem naiwna. Wierzę ślepo w dobre intencje i nie przyjdzie mi do głowy zastanowić przez chwilę, że jeśli coś wygląda zbyt dobrze, to na pewno tak jest.

Wstyd mi przyznać się, że dawno temu popełniłam wielki błąd, który powtarzałam sukcesywnie raz za razem. Niepomna nauczek i doświadczeń wmówiłam sobie, że będę z nim szcześliwa, jak z nikim innym i tkwiłam w tym przez lata (lata!). Mimo tego, że udowadniał mi zupełnie co innego.

W zeszłym tygodniu na moje entuzjastyczne wieści, że oto się ułożyło, że zamieszkamy razem, że tym razem NAPRAWDĘ jest inaczej, moja M. powiedziała: Dziecko drogie, wiesz, że chciałabym dla Ciebie jak najlepiej i dałabym wszystko, żeby moje słowa się nie sprawdziły, ale on Ciebie znów skrzywdzi.

Nie myliła się. Wystarczyło poczekać tydzień.

Do kogo mogę mieć teraz pretensje? Tylko do siebie. Bo on przecież już wielokrotnie udowodnił, że nie można spodziewać się po nim niczego dobrego, a już na pewno nie polegać na nim w trudnych sytuacjach.

No ale kochałam go obłąkańczo. Musicie mi wybaczyć :)

W tej chwili nie wiem, co zrobić ze swoim życiem i skąd wziąć siłę, żeby szukać nowej pracy w tym, jakże obcym dla mnie, mieście. Motywacji nie mam żadnej.

Ale powtarzam sobie: nie rycz, bądź mężczyzną. Chociaż po moich doświadczeniach nie wiem, czy nie ubliżam sobie tym określeniem (czytelnicy płci męskiej – no offence, Was szanuję i cenię :).

Teraz wracam do domu, żeby się przytulić do Mamy. Desperacko potrzebuję ciepła.

Protect me from what I want.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Same script, same cast.

29 kwi


To już był ten moment, kiedy pierwszy raz od czasów matury miałam w życiu wszystko poukładane. Przytulny pokój i pomysł na jego wystrój, pracę, dającą niezwykłą satysfakcję, no i plany z kimś szczególnym (szczególnym?) na wspólne mieszkanie od maja. Jeszcze przedwczoraj miałam to wszystko, dziś posiadam zastępczo walizkę, reklamówkę książek i brak złudzeń.

Nie wiem, kiedy pojawiła mi się pewność, że tym razem znalazłam swoje miejsce, a moje marzenia są bezpieczne. Jak to w moich bajkach bywa, wszystko spierdoliło się spektakularnie. W przeciągu jednej doby. Mówią, że nieszczęścia chodzą parami. U mnie najwyraźniej biegają gęsiego, trzymając się, kurwa, za rączki.

Mam ochotę komuś marudzić, rozdrapywać rany, rozkładać smutek na czynniki pierwsze, zadawać retoryczne pytanie „dlaczego”, płakać.

Póki co, ograniczam się w samotności jedynie do tego ostatniego. Z bezsilności, żalu, poczucia krzywdy, niesprawiedliwości, przez gruboskórność ludzką, ich ślepotę, podłożoną świnię i – najbardziej ze wszystkiego – stracone złudzenia.

Smutno mi i przykro, że nie wyszło, chociaż bardzo się tym razem starałam. Być może za bardzo.

I w sumie to mam sobie za złe te pierdolone staranie się, zwłaszcza że i tak później zostanie mi wytknięte, że cała sytuacja to moja wina. Bo przecież dostajemy od życia dokładnie to, czego chcemy, więc widocznie chciałam za mało.

I obawiam się, że któregoś dnia podetnę własne gardło swoją wiarą w to, że skoro ja jestem dla kogoś przyjacielem, to i on jest przyjacielem dla mnie. Bardziej optymistyczna wersja przewiduje, że zalegnę przed tv i tak już zostanę, mając motywację jedynie do tego, by przełączać kanały w czasie reklam.

Gdybym jednak chciała podważyć istnienie przyjaźni, byłoby to cholernie niesprawiedliwe wobec tych wszystkich osób, które same z siebie wydzwaniały do mnie w nieskończoność, niosąc ciepło i pomoc. A jednak czuję żal i przykro mi cholernie, że jedyna osoba, którą jasno o wsparcie poprosiłam, nawet nie postarała się ukryć, jak bardzo ma to w dupie.

W międzyczasie analizuję paradoks. Jakie to dziwne myśleć o kimś z goryczą i żalem nie do wypowiedzenia, wiedząc, że ten sam ktoś składa równocześnie innej niebo u stóp.

Tyle rzeczy chciałabym napisać, tyle wątków poruszyć, o tylu sprawach powiedzieć.

Na razie jednak idę się opancerzać. No one’s gonna ever shag you if you cry all the time, tak? Tego się trzymamy.

Więc głowa do góry, ramiona prosto i smajl numer 3. Nikt nie musi wiedzieć, jak strasznie się boję przyszłości.

Wróciłam. Stay tuned.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

.

28 kwi
Wystarczyło 24 godziny, by zawaliło mi się wszystko. Praca, związek, mieszkanie.
Nie chce mi sie żyć.
 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS