RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2006

Dziennik telewizyjny (telewizyjny?)

30 sty

Słuchajcie, nie mam neta.

Teraz jestem w punkcie TP i jest kolejka, to se pomyślałam, że dam Wam znać, że żyję.

Dobra, muszę lecieć, bo już za chwilę będę obsługiwanym petentem.

Buziaki.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Tomorrow never comes.

23 sty

Tak, tak, miałam napisać jutro, ale (tu patrz tytuł notki). Jakoś tak czasu nie mam. A jeśli mam czas, to nie mam ochoty. Zaś w przypadku wystąpienia obydwu czynników, to nie mam gdzie, bo brat przyssał się już do monitora i tworzy więzi rodzinne z procesorem. Odsunięcie go od wyżej wymienionego grozi śmiercią osobnika, zarówno odsuwającego, jak i odsuwanego.

No to co u mnie, tak? Miło, że pytacie. Otóż przebywam w chwili obecnej w Krakowie, na SZKOLENIU, jako że takie było życzenie szefa.

Kraków jest fajny. Mają tu tanie książki w księgarni na Brackiej i absolutnie cudowną herbaciarnię z napojem o smaku migdałowym, doprowadzającym moje kubeczki smakowe do orgazmu.

Szkolenie też jest ciekawe. Taka SZKOŁA PRZETRWANIA DLA NIEZORIENTOWANYCH ŻYCIOWO (np. mnie). Ale o tym napiszę jutro ;)

Zaś najlepszy jest hotel (no ba) i firmowy laptop (tralalala). W hotelu codziennie panie sprzątające składają mi papier toaletowy w jakieś cholerne orgiami, a laptopa noszę w reklamówce z poczty za 20gr. W hotelu Internet dostaje się na recepcji (pan daje kabelek za kaucją 20zł), a w laptopie wkurwia mnie brak myszki. W hotelu mogłabym sobie iść na basen albo siłownię, lecz siedzę w pokoju przy włączonym lapie i oglądam Canal+ (tak, jestem chora na kanał plus, zabijcie mnie, bo nie wiem, jak przeżyję odwyk).

W sumie to mam dużo do opowiadania, ale nie mogę za bardzo teraz pisać, bo jestem strasznie zajęta w pracy słuchaniem muzyki (WWW.pandora.com), przeglądaniem katalogów firmy (www.ecddp.pl) oraz wysyłaniem smsów (www.idea.pl).

To były Wiadomości z Ostatniego Piętra, a mówiłam do Was ja, czyli Monika.

Co do pogody to u mnie -23,9. A jak Wy odnajdujecie zime? ;)

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

My momma always told me never drink on pill, so roll down the window ’cause I’m feelin’ kinda ill.

14 sty

No dobra, to ja już donoszę, co u mnie, bo jesteście naprawdę nie na czasie (mea culpa, wiem).

To ja może zacznę od początku, żeby niczego nie pominąć, bo będzie, że oszukuję. A na początku był Sylwester…

HAŃBA.

Było tak:

Budzę się rano i czuję, że mnie brzuch boli. No to w płacz. Tak mi zeszło mniej więcej do jedenastej. Przez następne dwie godziny faszerowałam się tabletkami i trochę nie miałam czasu płakać, ale nic nie szkodzi – odrobiłam zaległości po południu.

No i tak siedzę i płaczę, leżę i płaczę, w końcu osiągam mistrzostwo i już tylko płaczę.

Sis: Weź tabletkę.
Ja: WZIĘŁAM MILION TABLETEK, NIC NIE POMAGA, NIE KAŻ MI BRAĆ INNYCH, BO MAM UCZULENIE I W OGÓLE SIĘ ZAMKNIJ I MNIE NIE DENERWUJ, NIGDZIE NIE IDĘ, CHCĘ SIĘ ZAMKNĄĆ W SZAFIE I UMRZEĆ.
Sis (ze stoickim spokojem): Może masz krzywą macicę?
Ja: ?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?
Sis: Bo moja koleżanka też ma takie bóle i lekarz jej powiedział, że to wina krzywej macicy.
Ja (w płacz): MAMOOOOOO, Justyna mówi, że mam krzywą macicę!
Mama: Nie masz krzywej macicy.
Ja: Na pewno? Obiecujesz?
Sis: Bo lekarz jeszcze powiedział…
Mama: Daj spokój, nie ma krzywej macicy, co Ty pieprzysz. Niektórzy mają takie bóle i koniec. Przejdą jej, jak urodzi dziecko.
Ja: Chcę urodzić dziecko! Teraz! Błagam! POZWÓLCIE MI URODZIĆ DZIECKO!
Sis: Ale idź lepiej do lekarza…
Ja: Aaaaaaaaaa! MAMOOOOO! Ona znów o lekarzu! Weź się zamknij, ja tylko chcę urodzić dziecko, mogę rodzić dziecko codziennie do końca roku, albo dwójkę nawet, tylko niech mnie przestanie boleć brzuch (i w płacz).
Cisza.
Ja: Chcę umrzeć.
Cisza.
Ja: Nikt mnie nie kocha i boli mnie brzuch.
Cisza.
Sis czyta książkę, mama ogląda tv.

(Współczuły mi milczeniem i brakiem zainteresowania oraz empatii, tak?)

No nic, uznałam, że moje pięć minut na domowej scenie minęło, więc poszłam po kolejną tabletkę.

Koniec części pierwszej.

Kilka godzin później…

Siedzę, czekam na północ, mając świadomość, iż nie powinnam pić ZAZBYTNIO (tabletki, brzuch i nikt mnie nie kocha, rozumiecie). Więc nie piję, a jedynie SĄCZĘ lekkiego drinka, a poźniej drugiego. Całą noc DWA drinki.. można się odwodnić, ale niech stracę, prawda? No i tak siedzę, błogosławię uczucie trzeźwości w Sylwestra (naprawdę fajne, wiecie? ;)

A TU NAGLE,

punktualnie o 3:04 mój oragnizm przypomniał sobie z cała stanowczością, że jesteśmy jednością, a tabletki najwyraźniej zaczęły działać, kurwa mać (reklama nie kłamie, tak?).

No.

Dalszych szczegółów Wam oszczędzę, które to na swoje nieszczęście pamiętam aż za dobrze ;) Współbiesiadnicy też, jak sądzę.

Koniec części drugiej.

Puenta zaś jest taka, że na trzeźwo gorzej się znosi hańbę.

(Miała być inna, ale brat już dostaje choroby sierockej spowodowanej prawie godzinną rozłąką z komputerem i muszę spadać, nieudolnie kończąc tę, jakże fascynującą historię. Kolejne będą już jutro. Stay tuned.)

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

To będzie smutny rok, ten cały 2006.

05 sty

Założymy się?

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

All those happy endings.

02 sty

Fakt, trochę nie pisałam, też to wiem.

Na swoje usprawiedliwienie mogę podać jedynie:

PMSa jak Wielka Brytania (roczna kumulacja)
oraz
Depresję jak Grand Canion (czyli nic nowego, ziew).

Notka miała być co prawda o czymś zupełnie innym, bo przecież nie jest tak, że nic się nie dzieje.

Jednak w tej chwili potrafię skupić się jedynie na tym, że DLACZEGO NIE MOŻNA KUPIĆ BRONI W SUPERMARKECIE i ODSTRZELIĆ KOMUŚ ŁBA (najprędzej sobie, ale luz). No dlaczego?

Takie dni nie powinny istnieć.
Takie rzeczy nie powinny się zdarzać.
Tak nie powinno być.

Kurwa, chcę posiedzieć na jakiejś palmie i odreagować.

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS