RSS
 

Archiwum - Listopad, 2005

Płaczliwość ponadnormatywna.

30 lis

Zakończyłam znajomość z Nowym.

Bo demony przeszłości nie chcą odejść.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

When you lose, do not lose the lesson*

27 lis

(*Mądrość zapożyczona od Wu)

Słuchajcie, z Nowym koniec.

BO MNIE ZOBACZYŁ.

(Szlocham ze łzami w oczach, dajcie mi chwilę, zaraz do siebie dojdę)

Wdech. Wydech. Wdech.

Było tak:

Poszliśmy na imprezę. Zostawiłam u Niego portfel (w kieszeni, żeby nie było niedomówień oraz nie – nie była to akcja zaplanowana ;)

Rankiem dnia następnego śpię sobie smacznie, kiedy nagle budzi mnie dzwonek u drzwi. Patrzę na zegarek – 10:50. Myślę: Oliwka, zajebię Ciebie!

Ale dzieje się coś dziwnego.. Zamiast Oliwki w moim pokoju, dobiega mnie z daleka LEKKO ZASKOCZONY i ZDEZORIENTOWANY głos M., informujący, że jeszcze śpię i zaraz mnie obudzi.

Więc ja uszy na baczność i walczę z oklapnięciem powiek. Wchodzi M.:

‘Monika, ubierz się i POPRAW OCZY.. No nie wiem, ZRÓB COŚ Z NIMI…’

Spoko, może se położę na półkę i wyjmę z kryształowej szkatułki te na specjalne okazje?

‘…Jakiś chłopiec do Ciebie’

No to myślę, że pewnie listonosz.
Oliwka też miała takie skojarzenie, więc prawdopodobieństwo musiało być duże, sami widzicie. Wobec czego swobodnie, w koszulce z misiem i napisem I sleep only with the best, co mi tam, lekko po ścianie, sunę się korytarzem w kierunku drzwi.

Patrzę i JEEEBUUUT!

NOWY!

Aaaaaaaaaaaa.

Bo wiecie, jak wyglądam rano po imprezie. Co, nie wiecie?! Zapytajcie Oliwkę oraz Justynę-Z-Czwartego-Piętra. I jeszcze W KOSZULCE Z MISIEM, kurwa, FIOLETOWO-RÓŻOWEJ.

Boże, zasłabłam.

Czy zastanowiło mnie, skąd wie, gdzie mieszkam?
Nieee.
Czy zaciekawił mnie powód wizyty?
Nieee.
Czy uśmiechnęłam się, chcąc odwrócić uwagę od koszulki z misiem?
Nieee.

W pierwszej chwili pomyślałam: Aaaa, dlaczego nie sypiam w sukniach balowych i makijażu jak Grace Kelly w filmie z Clarkiem Gable?!?

Ja wiedziałam od zawsze, że jestem pierdolnięta, ale nie myślałam, że AŻ TAK.

No nic.

Wzięłam ten portfel, bo przecież przyda się – w snach często robię zakupy – po czym wystosowałam zaproszenie na kawę. Odmówił (dziwne, prawda?) i zastępczo wysłał mnie z powrotem do łóżka. No to wróciłam, bo co się będę kłócić, zwłaszcza W KOSZULCE Z MISIEM.

Wpada M.

‘A kto to? A skąd go znasz? A czego chciał?’
Wiadomo – Question Time.

Mamo, daj spać. (nie widzisz, że mam na sobie KOSZULKĘ Z MISIEM?!)

‘No powiedz! Ależ przystojny! WYSOKI.’

Mamusiu, błagam, pogadamy za 30 lat, jak obudzę się (i zdejmę KOSZULKĘ Z MISIEM!)

‘Przystojny i WYSOKI, faaaajny…’

Wiem, że nie wyglądam, ale ŚPIĘ!!! (Bo przecież mam na sobie KOSZULKĘ Z MISIEM!)

‘I grzeczny jaki. I WYSOKI…’

Wyszedł na przepustkę z więzienia.

Cisza. M. Analizuje prawdopodobieństwo..

‘…i WYSOKI.’

Kurtyna.

Jebane niedzwiedzie.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

I’m really quite a mess, yes.

24 lis

Nie piszę, bo trochę nie mam jak.

Rano śpię, a później to nie mam czasu, wiecie.

No ale śpię, śpię, tralalala, środek nocy (10 rano), a tu wpada Oliwka i się drze, że ileż to można, kurwa, spać.

Długo, no. Zwłaszcza w nocy (o 10 rano). Ale Oliwce nie przetłumaczysz.

Poza tym mam pilne pytanie, absolutnie poważne i lekko desperackie, a mianowicie

JAK MOŻNA NAUCZYĆ SIĘ ROSYJSKIEGO W JEDEN MIESIĄC?!?

Dobra, przesadziłam, mam trochę więcej czasu.

5 TYGODNI.

Wiem, to zasadniczo zmienia pytanie z desperackiego na retoryczne.

Oczywiście poleciałam do Devila, który zna wszystkie języki świata i mówię: Devil, błagam, weź mnie naucz rosyjskiego. A on, że tego akurat nie zna i nie ma pomysłu, jak mogę opanować go w miesiąc.

No świetnie. Pójdę i powiem szefowi, że jednak nie znam rosyjskiego, bo Devil NIE MIAŁ POMYSŁU. Rewelacja.

I jeszcze gada jakieś głupoty, że może po prostu powinnam usiąść i zacząć się uczyć? Pfff, też wymyślił. Przecież ciągle powtarzam, że nie mam czasu na głupoty.

O, nawet teraz. Zaraz lecę na imprezę, a jeszcze w szlafroku się miotam. Z mokrą głową. I znajomi znów będą czekali. Co prawda trochę ich nie znam, ale kto by się czepiał szczegółów.

Nie wiem. Po prostu nie wiem.
Wykończę się.

 
Komentarze (16)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Don’t let the sun catch you cryin’.

21 lis

Ustawiałam dziś książki na półkach (choć w zasadzie to nie jest element istotny w całej opowieści) i akurat brałam do ręki Stevena Kinga (że to był King to też niekoniecznie ma znaczenie), kiedy dotarła do mnie Bolesna Prawda Objawiona (to jest główna myśl, którą pragnęłam się z Wami podzielić, tak).

Bo oto uświadomiłam sobie, że zdarza się w życiu taki moment, kiedy przestaje się chcieć tego, czego chciało się dawniej, ale to wcale nie oznacza, że jednocześnie chce się czegoś nowego. Lub czegokolwiek w ogóle.

I że ja w sumie to trochę zmęczona jestem, choć naprawdę nie mam na co narzekać, kiedy kolejny raz los mi udowodnił, że mam więcej szczęścia, niż rozumu. Ale mimo to jestem zmęczona. Wszystkim. Dość mam nowości. Nie chce mi się myśleć, że za kilka tygodni znów mi się życie wywróci do góry nogami.

Tak naprawdę to najchętniej poleżałabym sobie na podłodze jak Wielka Brytania, w ciszy delikatnie okraszonej zmysłowym głosem Shirley Horn, z książką i ciastkami w zasięgu ręki. Żeby telefon nie dzwonił, a myśli choć na tydzień wyjechały na wakacje i odpoczęły sobie na Rhode Island.

Jakiś taki jesienny splin mnie dopadł i strach przed nowym rokiem (nie, nie dlatego, że mnie Oliwka wyruchała z Sylwestrem ;). Boję się tych zmian, które, przyczajone, siedzą cichutko i odliczają. Przecież ja nie potrafię polegać tylko na sobie.

Co więcej, w życiu trzeba pracować. Od poniedziałku do piątku. Od 8 do 16. I to mnie, kurwa, dobija najbardziej.

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

„Pretty” is a state of mind.

19 lis

Nie nie nie, moi drodzy.

Spieszę donieść, iż nadal jestem do wzięcia, zaś plotki o usidleniu mnie przez jakiegoś faceta są wysoce NIESTOSOWNE i wielce NIEAKURATNE.

Wstrętnym pomówieniom i bzdurom wyssanym z palca mówię gromkie NIE!

Bo ja, moi wierni czytelnicy, świnią nie jestem.
I nigdy, absolutnie NIGDY nie wywinęłabym Wam takiego numeru, co by się związać z kimś szczęśliwie i długotrwale. O nie. Ja Was nigdy nie opuszczę i żaden gach tego nie zmieni. Zawsze znajdę dla Was czas, wysłucham i przytaknę, że świat jest do dupy skonstruowany. Jako bonus gwarantuję solidną dawkę płaczu, marudzenia i PMSów.

Dlatego proszę zaprzestać bombardowania mnie przez gg pełnymi niepokoju zapytaniami, czy ja jeszcze jestem dla świata uchwytna i czy podaję Nowemu kapcie oraz – co gorsza – straszenia mnie, żebym nawet nie ważyła się kończyć działalności blogowej, jak mają to w zwyczaju osoby poukładane na płaszczyźnie damsko-męskiej.

Wyluzujcie.

Z Nowym chodzimy na piwo i na spacer, ale do zaręczyn to nam jeszcze daleko. Więc spokój mi tutaj, natychmiast!

Ze swej strony obiecuję Wam, że na pewno nie będzie u mnie w życiu różowej sielanki. Ani, kurwa, zielonej w czerwone kwiatuszki.

I z Nowym to na pewno mi nie wyjdzie nic poważnego (bo jestem głupia, brzydka i stara), a jeśli jednak, to na pewno wyjdzie szydło z worka, będzie pił nałogowo, zdradzał mnie na lewo i prawo, po czym zostawi dla młodszej, atrakcyjniejszej i głupszej. A jeśli okaże się draniem do tego stopnia, że nie będzie chciał pić i mnie lać po ryju, to ja go do tego ZMUSZĘ, żeby nie łamać danego Wam słowa. OBIECUJĘ.

Więc nic się nie martwcie, głowy do góry i nie przełączajcie odbiorników. Ja idę dalej ćwiczyć powłóczyste spojrzenia, bo wyszłam z wprawy i przy ich stosowaniu śmiać mi się chce niemożebnie.

To buziaki.
Kocham Was miłością największą.
Baaaj!

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Time goes by so slowly for those who wait . Those who run seem to have all the fun .

14 lis

Nie mam pojęcia, jak to będzie, doprawdy.

Bo skoro tyle razy spotkałam się z nim (całe DWA), to już powinien za mną szaleć, prawda? A nie wygląda, więc zupełnie nie wiem, co o tym myśleć.

Wyszłam z wprawy?
Zestarzałam się?
Pośladki mi obwisły?

No nic. Najwidoczniej twarda z Niego sztuka i muszę użyć powłóczystych spojrzeń oraz trzepotania rzęsami, jako karty przetargowej. Co prawda nie chciałam posuwać się do takiej ostateczności, ale cóż, innego wyjścia nie widzę.

Chociaż w sumie to nie jestem zwolenniczką dawania facetowi do zrozumienia, że oto jego SZANSA nadeszła, więc do rana może się jeszcze rozmyślę.

Bo facet to od razu w panikę wpada. Poważka.
Nie wiem dlaczego, ale nagle myśli, że – nie daj Boże – powie o jedną miłą rzecz za dużo, a już się nie wykręci; jeszcze jedno spotkanie, a będzie usidlony, zmuszony do szybkiej reprodukcji, wynoszenia śmieci i stawiania kapci na miejsce.

Jasne. Marry Me and Merry Christmas, pffff.

Kobiety wcale nie mniej boją się związków – angażowania, przyznawania do uczuć i oficjalnego określania swoich niezdefiniowanych emocji w początkowej fazie znajomości.

Pewnie Was rozczaruję, ale nawet takim antykom jak ja, wcale nie śpieszy się do inicjowania poważniejszych relacji.

Czy czegoś chcę? Nie wiem.

Być może. Nie, a może tak. Zastanawiam się. Jeszcze nie. Może później. Zaraz. Po kawie. Wiosną. Jak coś, to dam znać. Chyba tak. Prawie tak. Jednak nie. NIE WIEM, DO CHOLERY.

Nie mam bowiem, podobnie jak żadna kobieta, w mózgu dźwigni, osuwającej się w szesnastym roku życia i uruchamiającej ładunek C4, który eksploduje, jeśli nie zaciągnę do ołtarza pierwszego faceta, jaki wpadnie mi w oko.

Dlatego nie wiem. Zaś fakt, że sparzyłam się naprawdę boleśnie, dodatkowo studzi moje zapędy i entuzjazm dla nowego (chociaż faaaajny jest).

Tylko tak sobie myślę, że z tymi rzęsami to rzeczywiście mogłabym poćwiczyć.. Dla samej siebie, aby umiejętność nie zanikła, bo przecież nigdy nic nie wiadomo, no nie?

 
Komentarze (17)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Czy jest na sali lekarz?

12 lis

Bo nogi mi się w kolanach uginają, odkąd wróciłam z tego piwa.

Początkowo przestraszyłam się, że to już ewidentnie alkoholizm, ale zmieniłam zdanie, bo wczoraj w kinie również zauważyłam niepokojące objawy tego rodzaju.

Bardzo też starałam się skupić swą uwagę na filmie i chwilami nawet mi się to udawało. Ale później to już niekoniecznie.

No.
I nie wiem, co jeszcze.
Trochę zdezorientowana jestem.

Ale jak sobie przypomnę te wszystkie oświadczenia, jakie wygłaszałam po rozpierdolce z Obcym, że skoro nie on, to żaden inny, że w dupie mam dawanie szansy, że faceci to kutasy i nic ani NIKT nie zmieni mojego podejścia oraz te zapewnienia, że oto będę zimną suką, a każdy osobnik płci męskiej może mi naskoczyć (w sensie, że poskakać obok, co najwyżej), to wiecie…

… to trochę mi wstyd, że takie głupoty bez sensu gadałam ;)

I jestem też lekko na Was, moi kochani, obrażona.

DLACZEGO NIKT MI NIE POWIEDZIAŁ, ŻE ISTNIEJĄ INNI FACECI?!?

No dlaczego? Bo nie rozumiem.
A wiecie, ile cennych lat bez cellulitu przez to zmarnowałam?!

(Okej, nawet nie tłumaczcie, ponieważ żywię głębokie obawy, iż nie pojmę tak, czy siak. Przeżywam zbudyniowacenie mózgu i jedyny wysiłek, na jaki mnie stać w chwili obecnej, to kontrolowanie przygłupiego uśmieszku, co by nie wyglądać, jakby mnie ktoś przed chwilą porządnie bzyknął)

Chociaż nie, żebym miała coś przeciwko, bo fajny jest ;)

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Problem natury konfekcyjnej.

08 lis

Jezu, no.

Przyszłam do Oliwki, bo od rana mam depresję i chciałam swobodnie popłakać. A Ona mi każe notkę strzelić i WYWIERA NA MNIE PRESJĘ.

(Oliwka zza pleców: Ja ciebie, kurwa, stresuję?!)

Podczas gdy nie mam o czym pisać, bo ileż można robić publicznie z siebie durnia, prawda?

Ostatecznie mogłabym zrobić durnia z kogoś. Jacyś ochotnicy? Nie? Tak myślałam. Zatem wracamy do punktu wyjścia.

Czyli znowu o mnie.

Oliwka twierdzi, że cierpię na Kompleks Złego Człowieka, bo namawiam moją M., aby przygarnąć na święta jakieś biedne dziecko z Wileńszczyzny (NO CO?). I mówi, że musiałam strasznie nagrzeszyć, skoro w ten sposób chcę odkupić winy i fuksem wślizgnąć się do nieba.

No nie wiem. Wydaje mi się, iż w piekle jest znacznie ciekawsze towarzystwo.

A dziecko z Wileńszczyzny to ja bym chciała przygarnąć zupełnie BEZINTERESOWNIE. Ale nie mogę się rozczulać nad tematem, bo Oliwka krzyczy.

To ja się może rozczulę nad sobą?

Bo idę na piwo I NIE MAM SIĘ W CO UBRAĆ.

 
Komentarze (15)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ring ring ring goes the telephone, the lights are on but there’s no-one home

04 lis

NIE UWIERZYCIE.

Dzwoni do mnie dzisiaj Reporter.

Wprowadzenie:

Jadę autokarem, wracam z Holandii. Zagaduje mnie facet. Niby norma, więc nie robię wielkiego HALO. Kulturalnie wypytuje mnie o roczny pobyt we wspomnianym kraju. Grzecznie i układnie odpowiadam na pytania, nawijam z rozkoszą, standard.

Mija pięć minut, piętnaście.

Nagle zauważam czerwoną lampkę świecącą się gdzieś w głębi i podobna diodka natychmiast zapala się w mojej głowie.
Gość mnie nagrywa, luz.

Lekko zdezorientowana domagam się wyjaśnień, na co otrzymuję przeurocze wyjaśnienie: Monia, będziesz w holenderskiej telewizji.

ZAJEBIŚCIE.

W ten oto sposób Reporter zaistniał w moim życiu i od pięciu lat toczyła się nasza niewinna znajomość.

Koniec wprowadzenia.

No i dzwoni do mnie dzisiaj ten Reporter i lekko bełkotliwym głosem informuje:

- Monia, przepraszam, ale przed tą rozmową musiałem się upić.

Oho – myślę sobie – Here we go, baby.

- Sprawa jest taka – kontynuuje Reporter – że pokazałem ten reportaż, co go razem kręciliśmy, swojej koleżance i ona jest tobą OCZAROWANA.

Hm, to miłe.
(miłe?)
I co?

- I ona koniecznie chce Ciebie poznać.

Okej. Ale w jakim celu?

- No wiesz, Monia, jak nie będziesz chciała seksu, to nic na siłę.

?!?!?!?!?!?
ŻE, KURWA, CO?!

- Boże, Monia, to Ty nie jesteś… yyy… tego?! O Chryste!

Połączenie przerwane.
Ojapierdolę.
To, że nie bzykam wszystkiego męskiego, co się rusza, to znaczy, że HALO?!
Bzykaj się – będzie, żeś puszczalska.
Nie bzykaj – będziesz lesbijką.
I weź się, człowieku, odnajdź we wszechświecie.

Minutę później:

- Monia, strasznie Ciebie przepraszam, kupię Tobie buty w ramach przeprosin!

Ale debil.

Jeszcze jedną minutę później:

- Monia, w takim razie mogę się przyznać. Jesteś moją najśliczniejszą przyjaciółką.

Że co raz jeszcze?

- Monia, stara, wybacz, że mówię stara, ale Monia, stara, kocham Cię.

Nigdy nie zrozumiem facetów, przysięgam.

I kolejny numer do NIE-odbierania.

 
Komentarze (14)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS