RSS
 

Archiwum - Październik, 2005

Never let you schooling interfere your education.

30 paź

Przychodzę dzisiaj do sympatycznego i ambitnego gimnazjalisty, który przestraszony swą nikłą wiedzą, postanowił dokształcać się z zakresu języków obcych.

Chłopak, z miną nieszczęśnika, pokazuje mi listę setki czasowników do nauczenia i informuje z przekonaniem, iż nie zna ANI JEDNEGO. Widząc moje przerażenie, natychmiast dodaje, że spokojnie, ma słownik, to sobie przetłumaczy.

Chcąc zaoszczędzić mu czasu na siedzenie ze słownikiem (naiwnie wierzę, że wykorzysta ten czas na naukę), zdecydowałam się przetłumaczyć je sama.

Ja dyktuję, chłopiec skrzętnie notuje. Dochodzimy do osiemdziesiątego słówka. Z lekkim zawstydzeniem informuję: Zabij mnie, ale zapomniałam znaczenia. Delikwent zapisuje:
to stroll = zabij mnie, zapomniałam znaczenia

Dzizas.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jestem nieczynna z powodu remontu.

27 paź

Tak się przybieram od wielu dni do napisania notki, ponieważ – nie ukrywajmy – nie jest tak, że nie dzieje się nic – ale nie mogę.

Ilekroć bowiem przekroczę próg recepcji i usiądę przy biurku, NATYCHMIAST zapadam w dziwne stany odrętwienia, które nierozerwalnie połączone są z automatycznym uderzaniem w klawiaturę, w celu symulowania pracy. Co nie znaczy, iż potrafię wówczas wyprodukować efektywnie cokolwiek, poza opisem na gg. Jednocześnie, pogrążona w tej przedziwnej śpiączce, wyłączam się na czas od 6:00 do 14:00, nie zauważam nic wokoło, a zblazowanym wyrazem twarzy uraczyłabym nawet Hugh Granta, gdyby stanął na przeciwko bez majtek i zaczął tańczyć kankana.

Nie wiem, co mi jest, doprawdy. Z pewnością nie jesienna depresja, bo depresję to ja mam całoroczną. Może to jakiś chiński wirus albo choroba pokleszczowa.

Z pracowniczego marazmu wyrywają mnie jedynie telefony z kuchni, informujące, iż frytki z pieczona rybą są już gotowe i czy chcę jeszcze lodów z bitą śmietaną. Pytanie retoryczne, naprawdę.

Letarg ten, mimo wszystko, nie przeszkadza moim myślom w uderzaniu o czoło, kiedy to popierdalają w mojej głowie szybko, jak Schumacher na Wiliamsie. A to nie wróży nic dobrego.

Jestem zmęczona i spać mi się chce.

Włączam awaryjny ‚life-is-beautiful’ faktor.

Jeszcze 3 godziny.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nothing you can do to break his stride cause he’s mister cool and this is his party

15 paź

Postanowiłam napisać z jajem, żeby Wam się czytać chciało.
Ale jakoś mi nie wychodzi.
(wszyscy teraz zieeeew, miło było wpaść, wiem)

Nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, ale mam chwilowo w życiu WSZYSTKO. Absolutnie wszystko i nie chcę ani odrobiny więcej.

Mam kryzys w pracy, bo się zwolniłam (ups).
Mam kryzys w domu, bo muszę znaleźć sobie mieszkanie i SKUTECZNIE je wynająć (szybko).
Mam kryzys z facetem, bo go nie posiadam, a z tym pojawiającym się okazyjnie od lat trzech, to sprawa wygląda tak, że okazja na błąd, owszem, była (minęła).

Podobno zmiany w życiu są potrzebne i należy się nimi cieszyć, ale sorry, moje zmiany doprowadzają mnie do histerii (lekkiej), w połączeniu z rozpaczą (bezdenną). I nie rozumiem, dlaczego, na ten przykład, zastępczo, nie mógłby mi się zmienić stan cywilny, hm?

 
Komentarze (17)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

11 paź

Yes, I am THAT STUPID.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wake me up when September ends.

09 paź

Przez chwilę czułam, że jestem na właściwym miejscu.
Na tym najwłaściwszym z najwłaściwszych.
Szczęście czasem bywa niezwykłe w swej prostocie.

Teraz umyka mi głębia przemyśleń, bo trudno jest pisać prosto o skomplikowanych sprawach.

Smutek minął i zastąpił go cyniczny uśmiech. Taki, który pojawia się zaraz po tym, gdy życie zaboli zbyt mocno.

Ale nie myślcie sobie, że mam depresję.
Nienienie.
Choć zastanawiam się poważnie, czy nie dostać jej jutro, bo w sumie i tak nie mam ciekawszych planów na niedzielę.

Dzień dobry bardzo.
Muszę to przespać.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Knowledge is a tricky thing.

06 paź

Okej, okej, nie pisałam trochę, wiem. Kajam się niezmiernie, ale musicie mi wybaczyć – nie miałam czasu.

DORASTAŁAM.

Niewiele mi zajęło, przyznaję. To znaczy, że jestem albo niesłychanie zdolna, albo te całe dorastanie jest lekko przereklamowane.

Bo oto pewnego dnia obudziłam się i odnotowałam z pewnym zaskoczeniem, że okres zależności od rodziców mam już za sobą, że naprawdę zaczęły się tylko MOJE decyzje, MOJE ewentualne błędy i MOJE wybory, po niepowodzeniu których nie przyjdę płakać rodzicom w rękaw.

I ŻE NIE MA JUŻ ODWROTU.

A skoro to poczułam, musiałam POMYŚLEĆ, ZASTANOWIĆ SIĘ, POSTRESOWAĆ, NAPIĆ, ODESPAĆ, rozumiecie, normalna kolej rzeczy.

Z tego jasno wynika, że na bloga nie miałam czasu ani siły, ze szczególnym naciskiem na ten drugi element, rzecz jasna.

W międzyczasie zjadłam Kinder Bueno, wysłałam parę smsów (pleasure principle), paru nie wysłałam (let your friend go away) i w zasadzie proces dorastania uznaję za zakończony.

Niniejszym rozpoczynam SEZON NA POMYŁKI.

Nie wyłączajcie odbiorników.

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS