RSS
 

Archiwum - Wrzesień, 2005

Świat według Kaca.

20 wrz

Chciałam się tylko pożegnać, bo mam dziwne wrażenie, że umieram.

Czy to wystarczy, żeby nie iść dzisiaj do pracy?

Nie? Tak myślałam.

Nawet nie pytajcie.

Nie chcecie wiedzieć.

Gdzie jest najbliższa apteka?

Jak ja mam na imię?

I w ogóle o co chodzi?

 
Komentarze (14)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

The only difference between me and a madman is that I’m not mad.

15 wrz

Najbardziej to ja na początku nie lubiłam odbierać w pracy telefonów. Zawsze były jaja, kiedy ktoś dzwonił i NIE WIEDZIAŁAM, O CO CHODZI.

Bo na przykład chciał rozmawiać z panem Wieśkiem. A ja nie miałam zielonego pojęcia, czy pan Wiesiek to windziarz i czy my w ogóle mamy windziarza, czy może hotelowy hydraulik, czy brat bliźniak magazyniera, który jest siostrą pokojówki.

Jezu, co ja wtedy przeżywałam. Stres przeogromny. I mówiłam, że halo, ale jaki pan Wiesiek, że to mieszkanie prywatne (no dobra, nie mówiłam, ale miałam ochotę). Tak naprawdę to udawałam, że są zakłócenia na linii, a ja, halo, nic nie słyszę, rozmowa zostaje przerwana i proszę zadzwonić za pół godziny, a najlepiej w ogóle.

A później czekałam w napięciu, kiedy przyleci dyrektor albo żona lub kochanka pana Wieśka i zacznie się drzeć z pianą na ustach, co to za idiotka odbiera telefony na recepcji.

To ja, ale nieważne.

A kiedyś to w ogóle nie chciałam nawet spojrzeć w stronę telefonów i udawałam, że nie słyszę, kiedy dzwonią. Zaś później, jak już zaczęłam, bo nie miałam wyboru, to mówiłam tylko „yyy, eee, tak, nie, proszę chwileczkę poczekać, zaraz połączę z działem marketingu”, po czym łączyłam na przykład z kuchnią i zaraz klient oddzwaniał, że co za idiotka przekierowała go do jakiejś pani, co akurat gotuje potrawkę z kurczaka.

To też byłam ja, ale cicho.

W sumie nadal nie przepadam za tą czynnością.

Najlepsze jest, jak dzwoni jakiś Włoch i posługując się angielskim, chce zrobić rezerwację. I ja wtedy myślę, że nie znam języków obcych, bo za nic na świecie nie mogę zrozumieć, o co kolesiowi chodzi. Si, its hotelo, maj nejm is monika, bella nejm, si, si, si, ale niech pan już kończy i sprawdzi, co u żony, bo ja naprawdę nie mam czasu, w pracy przecież jestem.

A na dodatek zawsze mam szczęście, by odebrać telefon od jakiegoś palanta, który pyta mnie o pokój jak u Michaela Jacksona i dlaczego tak drogo, albo czy dysponujemy prywatnym odrzutowcem, organizując loty w kosmos i dlaczego nie, a tak w ogóle to co my tam za burdel mamy i proszę go połączyć z dyrektorem, bo jak nie, to on natychmiast skontaktuje się z prezydentem i NATO i Telekomunikacja Polską S.A., a następnie sprowadzi UFO, jako brygadę posiłkową.

Ojejku jejku.
I omatkoświęta.
Pozwoli pan, że sobie ziewnę.

Nikt nie wie, ile mnie czasem kosztuje taki telefon. I nawet nie da się dzwonka ściszyć, bo już sprawdzałam.

Hm.. Odbiegając od tematu zasadniczego, to albo mi się wydaje, albo właśnie z akwarium unosi się dym (taa, z pewnością rybki se zrobiły przerwę na papieroska).

Czekajcie, okulary założę.

Ej, bez jaj, SERIO COŚ JEST NIE TAK.

Idę tam. Niech mnie to kosztuje.

Hold the line, please.

Wróciłam. (aaaaaaaa!)

Wszystko w porządku, tylko izolacja się topi, kto by się przejmował, phi. (aaaaaaa!)

Jestem oazą spokoju i mnie to nie wzrusza (aaaaaaa!)

Nie, no weźcie, dzwonię po straż pożarną i weterynarza.

Albo przynajmniej po chłopców z ochrony.

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

And we couldn’t care less, could we?

10 wrz

Najbardziej to mnie smuci fakt, jak łatwo wymazać kogoś z życia po latach znajomości. Pstryk i koniec.

Ale niezmiennie śmieszy mnie, jak we Friends Rachel przyznaje Rossowi, że go kochała (o czym on, rzecz jasna, nie miał pojęcia), ale to już koniec, przeszłość i nie ma o czym gadać. A on stoi taki zdezorientowany i pyta, jąkając się: What? You’re, uh, you’re… you’re over me? When… when were you… under me?

Idę, może później coś napiszę.

 
Komentarze (23)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

But who am I to judge.

06 wrz

Nie wiem, w którym momencie stwierdziłam, że faceci to świnie w odniesieniu do kobiet, które, jako wieczne dziewice orleańskie, niewinne i uciśnione, zdradzane i poniżane, niezasłużenie skazane zostały na życie w podłym i zakłamanym świecie mężczyzn.

Nigdy tak nie twierdziłam. Ani kiedykolwiek na blogu, ani w żadnej sytuacji. Ale rozumiem, że atak jest najlepszą obroną, wobec czego nie dziwi mnie męski komentarz do poprzedniej notki.

Tymczasem, owszem, przyznaję głośno i otwarcie, że kobiety to wredne suki, kombinatorki i aktorki, które jednym posunięciem potrafiłyby zniszczyć facetowi rodzinę i reputację. Ja sama przed dodaniem notki, którą od tygodni przechowuję w wordzie, powstrzymałam się resztką lojalności. Bo wiem, jak mały jest świat, blog publiczny i mam świadomość, jak bardzo mogłabym zaszkodzić samym tylko wpisem, gdyby został przeczytany przez niewłaściwą osobę.

I chociaż tego nie zrobię, to owszem, nie wyłączam siebie z krytyki pod adresem kobiet. Ja też jestem wredną suką i sprowokowana, udowodnię to z przyjemnością. Choć, rzecz jasna, nie jestem z tego wyjątkowo dumna i nie noszę identyfikatora „BEWARE”.

Ale życie nauczyło mnie, że o wszystko trzeba walczyć, że jeśli chcesz mieć cokolwiek, ktoś inny musi na tym stracić, że oszczędzony sobie kop w dupę, przypadnie komuś obok, bo nic w przyrodzie nie przepada i nie rozpływa się w powietrzu. Niestety, zasady są twarde i naprawdę wiele długich lat zajęło mi ich pojęcie.

I nie mnie oceniać powody, dla których ludzie (zarówno kobiety, jak i faceci) ładują się w idiotyczne układy. Może są samotni, może głupi, a może wydaje im się, że to NAPRAWDĘ coś innego (ja właśnie tak myślałam, ale kategoria ‘samotna’ i ‘głupia’ też nie jest mi obca). Dlatego nie kwestionuję samego zjawiska zdrady, a bezczelność i cynizm, z jakimi faceci się ich dopuszczają.

MOŻEMY SIĘ BZYKNĄĆ, BO PRZECIEŻ ŻONA SIĘ NIE DOWIE.

No faktycznie, skoro się nie dowie, to nic nie stoi na przeszkodzie.

A MOGĘ MIEĆ NADZIEJĘ, ŻE DASZ SIĘ W KOŃCU UWIEŚĆ? PRZECIEŻ JUŻ BĘDZIE ZE DWA LATA, JAK PRÓBUJĘ.

To zadzwoń do mnie w październiku, kiedy minie dwa i pół.

Pfff.

Że już nie wspomnę o ukrywaniu swojego stanu cywilnego. Ale luz, pewnie jestem przewrażliwiona i robię wielkie halo, bo to TAK ŁATWO przeoczyć fakt, że jest się żonatym.
Ja przecież też nie pamiętam, co jadłam na obiad w zeszłym tygodniu.

 
Komentarze (24)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

„WHO’S YOUR NEXT VICTIM, WHO YOU GONNA LIE TO, WHO YOU GONNA CHEAT ON, WHO YOU GONNA LEAVE ALONE?”

06 wrz

Ostatni tydzień obfitował w wiele niespodzianek i raz na zawsze zniszczył moje złudne wyobrażenie o facetach. Nie żebym ich jakoś wysoko ceniła, ale wydawało mi się, że tylko niewielka część z nich jest SKOŃCZONYMI draniami, reszta zaś tak fluktuacyjnie traci lub zyskuje w moich oczach.

Od kilku dni uważam, że wszyscy faceci to chuje i choćbym chciała, nic na to nie poradzę.

Zbyt wiele zdarzyło mi się zobaczyć, zbyt wiele usłyszeć i zbyt wiele odczuć na własnej skórze, kiedy mój szacunek dla kilku osobników zjechał do zera i tam się zatrzymał tylko dlatego, że niżej już nie mógł.

I choć mam w sobie duże pokłady tolerancji dla ludzkiej słabości, dla popaprania emocjonalnego, dla głupoty oraz zawiłych meandrów ludzkich uczuć, to pewne sytuacje sprawiają, iż włosy mi się jeżą na głowie.

Wiecie, ja wierzę, że można zapomnieć adresu, czy kluczy do mieszkania, ale, kurwa, zapomnieć, że ma się żonę, tudzież żonę i dzieci, to lekkie przegięcie.

Nie wiem, jak mogłabym powiedzieć zakochanej dziewczynie, że jej mąż z całą bezczelnością proponował mi seks. Lub drugiej, że na moich oczach w środku nocy pojechał z kumplem do samotnych koleżanek. (Pewnie chcieli zawieźć chusteczkę higieniczną na otarcie łez, tak z dobrego serca. Oscar za scenariusz i wyobraźnię.)

Rzygać mi się chce.

I nie chodzi mi tu szczególnie o sam akt zdrady, ale cynizm, z jakim do niej podchodzą i o jakaś dziką satysfakcję, że są do tego zdolni, że potrafią sprawić, by uszło im to płazem, że są WYSTARCZAJĄCO MĘSCY, by robić w balona zakochane w nich kobiety.

„I BETCHA THINK THIS SONG IS ABOUT YOU, DON’T YOU?”

Rzeczywiście, wyznacznik prawdziwego mężczyzny, kurwa mać.

Mam ochotę zamknąć się w ciemnym lochu bez dostępu do światła i tam do końca życia stawiać kreski na ścianach. Wszystko, byleby tylko nie mieć kontaktu z zakłamanymi kutasami, którzy może i nie kochają wszystkich kobiet świata, ale wszystkie bez wyjątku przelecieliby, gdyby tylko nadarzyła się okazja.

NIE WIERZĘ, ŻE ISTNIEJĄ FACECI, KTÓRZY NIE ZDRADZILI LUB NIE ZDRADZĄ SWOJEJ WYBRANKI.

Jasssssne, a ulubionym pokarmem papużki falistej jest fasola szparagowa i waniliowy milkshake.

Że niby są gdzieś wierni faceci?
Z pewnością.
Popularnie określa się ich impotentami lub panami w sędziwym wieku.

I możecie mówić, że z takim podejściem krzywdzę sama siebie. Trudno, nie zmienię zdania, obojętnie, ile cierpienia i łez miałoby mnie to kosztować. Byłam sama wiele lat i jeśli będę musiała, zostanę sama z wyboru. Ale słowo honoru, że skreślę każdego faceta na mojej drodze, jeśli tylko stwierdzi, że nigdy by mnie nie zdradził. Mogę, co najwyżej, zaakceptować opcję, że POSTARA SIĘ dochować wierności. Nic poza tym.

Idę spać.

(Nie, jeszcze nie wyczerpałam tematu, ale gotująca się we mnie fala żółci przesłania mi w tej chwili monitor, w związku z czym dalsze dywagacje zmuszona jestem odłożyć do czasu, kiedy trochę ochłonę.)

Dobrej nocy.

 
Komentarze (15)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Career Woman Who Loves Her Fascinating Job.

03 wrz

Dobra, już nie płaczę, teraz dla odmiany mam depresję. Bo Gwiazdka wyjechała, zabrała swoje kosmetyki i radio i tyle jej było. A ja zostałam sama w pustym pokoju, gdzie nie pozostaje mi nic innego, niż jeść czekoladę i kiwać się sieroco w kąciku.

Umrę w samotności i zjedzą mnie komary.

Poza tym to co?
Poza tym to chcą mnie tutaj do pracy na stałe.

Bardzo na stałe (że co?). W sensie, że liczone w latach, a nie miesiącach (słucham?). I są nawet gotowi sponsorować mi studia, bo nieuniknionym jest, że musiałabym się przenieść na zaoczne (olaboga).

No fajnie, nie powiem, ale na tak długo to ja nie wiem. Zwrot MINIMUM 3 LATA trochę mnie niepokoi i odstrasza. Bo trzy lata, to kawał życia, jak miną, to już będę staruszką o lasce.

Zresztą trzy lata w jednym miejscu to z definicji jakaś pomyłka wszechświata. Przez tyle czasu udało mi się jedynie uczęszczać do przedszkola (w tym wieku człowiek nie ma wyboru) oraz kochać się w K. (nie mam na to wytłumaczenia).

Ale halo, to ja, Monika. Mam 24 lata, zaś moim hobby jest przemieszczanie się po świecie i nie kończenie studiów. A oni chcą mnie okraść z wolności. Równie dobrze mogliby przywiązać mnie do kaloryfera i postawić wodę w zasięgu wzroku, lecz poza zasięgiem ręki.

Poza tym to ja nie mam tyle czasu, bo muszę szukać męża.

WWW.ZNÓWNIEWIEMCOROBIĆ.BLOG.PL

No okej, wiem dobrze, że narzekam prawie bez powodu.
Że powinnam się cieszyć i tak dalej.
Że dzieci z Etiopii chciałyby znaleźć się na moim miejscu.
Te z Dworca Centralnego też.
Oczywiście, wiem.

ALE.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS