RSS
 

Archiwum - Sierpień, 2005

What would you do to get to me? What would you say to have your way? Would you give up or try again?

28 sie

Ależ jestem głodna cały dzień (od piętnastego roku życia). I cały dzień w trosce o zdrowie spożywam pokarmy mleczne (czekoladę i drażetki śmietankowe).

I chociaż jest słodko, to w życiu jest bardzo gorzko. Ale ojejku, co mi tam, posiedziałam sobie w jacuzzi i chwilowo moim największym problemem jest niesforny kosmyk włosów, co to mi wpada na czoło i psuje mój wizerunek Żelaznej Damy (niedobrze, bardzo niedobrze).

I jeszcze oprócz tego, że jestem głodna, to mam straszną ochotę się upić. Ale tak poważnie, maksymalnie i z oddaniem, żeby film mi się urwał. Bo później, jakbym już ocknęła się, to może akurat w pijackim zwidzie znalazłabym się w jakiejś hollywoodzkiej komedii romantycznej, dokładnie na scenie, kiedy on mówi, że mnie kocha na śmierć i że żałuje i że zrozumiał swój błąd, a ja wtedy spoglądam na niego wielkimi oczyma jak Bette Davis (fiołkowymi), nie wierząc własnemu szczęściu, przytulam się do niego zachłannie i stwierdzam słodko, pieszczotliwym szeptem do ucha, że sorry skarbie, ale too little, too late (och, jakie to śmieszne, doprawdy, komedia pierwszorzędna, weźcie, bo mi się maskara rozmazuje).

Co tam jeszcze.. Oliwka mówi, że nie ma siły już płakać, ja wręcz przeciwnie, idzie mi naprawdę świetnie.
Siedzę nad jeziorem, patrzę na wysepkę z trzema samotnymi drzewami i RYK.
Słyszę She’s like the wind w radio i W RYK.
Czytam Rzeczpospolitą i W RYK.
Mijam zegar w korytarzu, zauważam, że jest 15:02 i W RYYYK.

Nie, no czarująco jest, serio.
Lekko mi się oczy topią, ale to przez ten klimat.

Dobra, idę po suchy chleb do kuchni, bo drażetki mi się skończyły.

 
Komentarze (17)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

you’re just my good time, you’re just my past time.

28 sie

Jest mi tak jakoś dziwnie. Trochę samotnie, trochę refleksyjnie. Zamyślam się nader często i wzruszam. I płakać mi się chce bez ostrzeżenia.

Więc siędzę, patrzę na zachód słońca odbijający się w jeziorze i przypominam sobie różne istotne wydarzenia w moim życiu, które okazały sie być kamieniem milowym, wyznaczającym PRZED i PO, określajacym mnie DAWNĄ i OBECNĄ.

Pamiętam, jak czekałam przez te wszystkie lata, spokojnie, z radosną wiarą, że się pojawi. I przychodziło. I było.

A później następował szary dzień, kiedy nie było już na co czekać i na co liczyć. Człowiek budził się, nie chcąc wierzyć, że to nagle koniec, że już po, że było i przeminęło.

I pamiętam te głębokie pragnienie i przekonanie, że przecież musi być gdzieś jakaś opcja stand-by, która pozwoliłaby się tym wszystkim cieszyć jeszcze choć przez chwilę lub może cofnąć i przeżyć od początku raz jeszcze. I zdarzało się. Tak samo fajnie. Tak samo impulsywnie. Z takim samym końcem.

Chciałabym pogodzić się w końcu z tym, czego zmienić nie mogę i zaakceptować fakt, że nie mam na to wpływu i żeby dotarło do mojego zakutego łba, że szkoda kolejnych lat, bo przecież już i tak wiele ich straciłam.

Mój ulubiony ostatnio zapach to świeżo zrobiona odbitka ksero.
Życie jest wybitnie dziwne.
Mogło być wszystko, a nie ma nic.

„Ciesz się, dziewczyno, że jesteś szczupła i spierdalaj. W życiu nie można mieć wszystkiego”

No tak.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Opowieści hotelowych część pierwsza.

24 sie

Cześć. To znowu ja. W pracy jestem, wiecie.

Troszkę się nudzę. Doprawdy, odrobinkę. Nie rozumiem dlaczego, bo przecież całe życie pragnęłam analizować cyferki, grzebać się w nich jak McGyver w kabelkach i księgować operacje finansowe.

(No dlaczego nie zostałam ogrodnikiem-pszczelarzem, no dlaczego?!?)

(Palec pod budkę, kto chce się zamienić)

Zgubiłam wątek.

Aaaa, już wiem. No i w związku z tym, że tak zajebiście mi fajnie jedenastą godzinę, to siedzę sobie zrelaksowana, piję gorącą czekoladę i macham nogą. Ale staram się nad tym panować, bo SPORADYCZNIE, tak gdzieś raz na dziesięć minut, trafiam w komputer i zgadnijcie, co się dzieje.

No i tak sobie siedzę, macham nogą i marzę o rzeczach nieosiągalnych, jak na przykład WAKACJE albo PILOT DO TELEWIZORA. Czasami też chodzę po recepcji i sprawdzam, jak głośno muszę szurać nogami, żeby barman z naprzeciwka się obudził (naprawdę mi sie nudzi, no ojejku).

A poza tym, to co?

Poza tym to zieeeew.

Przyjechała do nas gwiazdka serialu M jak Miłość. A taka gwiazdka to prawdziwa GWIAZDA, mówię Wam. I biedaczka, brodząc w jeziorze, nastąpiła na muszelkę i zraniła się w królewską stópkę. I przybiegła po plasterek, bo tak strasznie krwawiła. Mało nie umarła.
A jej gach robił pompki na plaży, kiedy ona wystawiała cyce do słońca.

Ziew.

A nasza kierowniczka gastronomii mówi tak:

DAJCIE BUŁKĘ CHLEBA Z KIEŁBASO.

A NA OBIAD TO CZEBA PRZYCHODZIĆ Z KARTKO. KARTKI SO?

COO? NOOO.

CHŁOPCZYK, A GDZIE TY IDZIESZ?

KAROLINKA DZIEWCZYNKA ZROBIŁA TY ZAMÓWIENIE NA BAR?

W dodatku wygląda jak Diodak z Siostrzeńców Kaczora Donalda.

Nie wiem, co z tego wynika.

Jeszcze 127 minut i będę mogła iść do domu. 7620 sekund. Nie podołam.

Świat to podła szmata. Podła, podła, podła.

Ogólny trend jest taki, że jestem smutno i poważnie zamyślona, co dyskwalifikuje mnie jako osobę intelektualnie płodną. (pewnie nie zauważyliście, co?)

I jeszcze chciałabym mieć fiołkowe oczy.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

It drives me craaaazy.

23 sie

Już mi się nie chce pracować, już mi się znudziło.

Praca nastraja mnie destrukcyjnie.

Bo trzeba wstawać rano i chodzić w garniturze codziennie. Początkowo myślałam, że to tylko tak dla jaj, na początek, a później wrócę do ukochanych jeansów i przyciasnych koszulek. A tu nic z tego. Gorzej – jeszcze mi włosy każą wiązać, żeby nie było zbyt seksownie. No ekstra. Niedługo może będę musiała wkładać barchanowe gacie pod spódnicę, żeby stringi się, broń Boże, nie odznaczały. Hm.

Więc siedzę na tej recepcji i brzydko wyglądam (w mundurku stewardessy i ze zwiazanymi włosami) i chce umrzeć.

Życie osoby pracującej nie ma sensu.

I nie istnieją argumenty, którymi moglibyście mnie przekonać, że jest inaczej.

Naprawdę nie obchodzi mnie, że mam na kosmetyki i fryzjera. Przedtem też miałam. Co więcej, teraz właściwie nie mam, bo wszystko wydaję na słodycze i biustonosze.

Nie pocieszajcie mnie. Podajcie nóż albo strzelbę.

Chociaż z drugiej strony, jak sobie tak tutaj posiedzę jeszcze dzień lub dwa, to zejde smiercia naturalna, Z NUDÓW.

Matko, czekolady. Gdzie jest najbliższy sklep. Ratunku.

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wieści z zaświatów.

01 sie

Dobra, słuchajcie.

Siedzę sobie (na necie oraz gg) i pracuję.

Pra-cu-ję. O TUTAJ.

I jestem strasznie ważna, bo mam identyfikator (o matko). I wchodzę przejściem „Personnel only”. I jadam obiady przy specjalnym stoliku. I podpisuję maile „Z poważaniem, Monika”. I zapierdalam od 7 rano. Mówię Wam, the time of my life. Do szczęścia brakuje mi tylko porządnego seksu, drobiazg.

Dużo zmian w moim życiu i zapowiada się, że w niedalekiej przyszłości będzie jeszcze więcej. Znaczących.

Opowiem jutro.

 
Komentarze (25)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS