RSS
 

Archiwum - Lipiec, 2005

Bez treści i bez puenty.

28 lip
Przerosło mnie trochę życie dzisiaj.

Smajl.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Notka wyjątkowo nie o mnie.

24 lip

Ma fajne piegi na nosie i niezła z Niej laska.

Zaraża śmiechem. Stanowi jedno z najlepszych antidotów na doła, jakie
znam. Normalnie wchodzisz do Niej, a Ona się śmieje. Od progu. Nawet z
tego, że od wielu miesięcy jest uziemiona w domu, opiekując się
sparaliżowanym dziadkiem, któremu nieustannie wydaje się, że gdzieś jedzie
(„A Józef znowu w trasie, wykończy mnie jak nic.”)

Jest trochę psychiczna, bo jak ma kaca to sprząta. A kiedy go nie ma, to
jeszcze pierze, prasuje i gotuje. Kiedyś chciałam Jej pomóc i przekonać,
że to jakaś wada wrodzona i powinna się leczyć, ale zmądrzałam. Bo jeśli
któregoś dnia zdarzy nam się zostać współlokatorkami, to będę miała niezły
komfort po każdej imprezie. Tak więc keep going, dziewczyno, keep going ;)

Uparta do granic. Nigdy nie daje drugiej szansy, choćby miała się skręcić. Podziwiam Jej stanowczość i tejże stanowczości Jej współczuję. Bo czasemszkoda marnować czas na oślą dumę, a niewykorzystane szanse mijają
bezpowrotnie. Podobno ma to w dupie, ale nie wierzę, bo musiałaby mieć w
dupie naprawdę sporo, a przecież nosi najmniejszy rozmiar spodni.

Sprawia wrażenie zarozumiałej, chłodnej i zbyt pewnej siebie. Wali prosto
z mostu, nie przemilcza, bo tak wypada, a następnie wychodzi („Obraziłam
się, opuszczam ten lokal.”). Mało kto lubi Ją w chwili poznania. Kiedy
jednak pozwoli podejść bliżej, to nie sposób Jej nie lubić.

Zdecydowana, robi zakupy jak mężczyzna: wchodzi, kupuje, wychodzi – co tym
bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że jest od czasu do czasu
nienormalna. No bo jak to tak nabyć rzecz i się nie zastanowić, czy aby ta
na pewno jest odpowiednia? A może inny kolor? A może inny fason? A może w
ogóle inny sklep?

Ma też zdecydowanie dobry gust, jeśli chodzi o facetów – ulega emocjonalnym popaprańcom. Oh, well, bez komentarza.

Oficjalnie podchodzi do siebie i świata z dużym dystansem, ale bywa
zgorzkniała. Nie wierzy w szaloną, niekontrolowaną miłość, ale o takiej
marzy, choć na trzeźwo nigdy się do tego nie przyzna. Na trzeźwo w ogóle
do niewielu rzeczy się przyzna. Zaś będąc w stanie wskazującym jest jedną
z najbardziej rozczulających istot, jakie znam. Bo za maską kobiety
Okręcam-Sobie-Facetów-Wokół-Palca kryje się dziewczyna niepewna swojej
wartości i zagubiona bardziej, niżby chciała to przyznać nawet przed sobą.

Robi niesmaczną kawę, ale cicho ;)

Wierzy w moje fryzjerskie zdolności i poddaje się zabiegom bez wahania, co
świadczy o Niej najlepiej.

Telefon i dane kontaktowe wyżej wymienionej do odebrania w redakcji.

 
Komentarze (20)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

I really thought that I could take you there, but my experiment is not getting us anywhere.

17 lip

…i czuję się wykorzystana.

Że spotykaliśmy się tylko na jego zasadach, kiedy jemu było to na rękę. A jak przestało, to senkju, fakju, gudnajt, spadaj mała, rób se co chcesz i radź sobie jak chcesz.

…i jest mi przykro.

Że kolejny raz nie zasługiwałam nawet na to, by zakończyć w sposób trochę bardziej ludzki, niż tylko nagłe głuche milczenie, bez reakcji na cokolwiek, ewentualnie beznamiętne monosylaby przez net, które zamiast przynosić skutek, doprowadzają do szału.

…i jestem zawiedziona.

Bo zaufałam niepotrzebnie. Uwierzyłam, że tym razem nie potraktuje mnie jak poprzednio, że będzie inaczej, że skoro ja gwarantuję uczciwość, to otrzymam to samo.

…i mam wkurwa.

Że jestem głupio naiwna jak delfin Frasera, że nie uczę się na błędach, że w dawaniu kolejnych szans temu, który jak nikt, nadużył mojego zaufania, jestem naprawdę mistrzynią.

…i czuję głęboką frustrację.

Bo każdorazowo zaniża moje poczucie własnej wartości, kiedy to przestaję wierzyć, że można się mną zainteresować dla mnie samej lub choćby mojej dupy.

…i płaczę.

Bo choćbyś krowie dał kakao, nie wydoisz czekolady.

 
Komentarze (24)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

I don’t know what you’re looking for, you haven’t found it baby, that’s for sure.

17 lip

Gdybyście kiedyś mieli jakieś problemy, trudne sytuacje czy kryzysy w życiu i potrzebowali odstresowującej znajomości z kimś, kto o nic nie pyta i bierze tylko to, co sami chcecie dać wedle uznania, to służę swoją osobą.

Gdybyście kiedyś mieli na zbyciu kilka tanich komplementów i nie wiedzieli, gdzie znaleźć naiwniaka, co się na nie nabierze, a szkoda, aby się zmarnowały, podobnie jak przypadkowo wolny wieczór, to nie ma sprawy, możecie zadzwonić do mnie.

Gdybyście kiedyś szukali kogoś, kto nie uczy się na błędach przeszłości i zapomina, że przecież ludzie się nie zmieniają, kto da Wam nie tylko drugą, trzecią czy tysiąc piątą szansę, tylko i wyłącznie po to, by została ona po raz drugi, trzeci i tysiąc piąty zaprzepaszczona, kto będzie na każde Wasze zawołanie, ciesząc się jak głupi do lizaka, że w końcu znaleźliście dla niego chwilę, to jestem do dyspozycji.

Gdybyście kiedyś chcieli sprawdzić, jak łatwo bez słów wmówić komuś, że jest niepowtarzalny i zajebisty, że nie można go nie kochać za to, jaki jest, a następnie z dnia na dzień (bo po co marnować czas) wyprostować do pionu dając jasno do zrozumienia, jak mało w rzeczywistości znaczy i jak niewiele jest wart, to naprawdę nie musicie szukać daleko, that’s me.

A kiedy zażądam wyjaśnień, to powiecie, że porozmawiamy później. A później będziecie zmęczeni. A później niewyspani. A później będziecie ignorować. A później minie bez echa, bo w końcu przestanę domagać się prawdy.

Zaś teraz wybaczcie, pójdę ogłosić swoje imponujące predyspozycje na allegro. Może ktoś się skusi.

(Tak U., miałaś znowu rację, nawet nie wiesz, jak bardzo, choć strzelałaś w ciemno. Tak, jestem głupia jak stąd do tamtąd. Proszę, nic nie mów – i bez tego czuję się wystarczająco podle)

A Wy, kochani, stay tuned. Szczegóły już wkrótce.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

It’s fine the way you want me on your own, but in the end it’s always me alone.

08 lip

Poczułam dzisiaj z samego rana, że mam depresję i przestraszyłam się nie na żarty. Prawie mi łzy z oczu zaczęły lecieć, a zaprawdę powiadam Wam, byłby to prawdziwy potop, bo nie płakałam już od bardzo dawna. Konkretnie od wczoraj.

Na szczęście okazało się, że to nie żadna depresja, tylko pms. No to ulżyło mi, nie powiem.

O reszcie nie chce mi się pisać, bo nerki mnie bolą. Ups, przepraszam, nie bolą, one mnie napierdalają. Wrócę, jak przestaną. A póki co, idę umrzeć.

A gdybym jednak nie wróciła, bo spodobało mi się w zaświatach, to bloga zapisuję w spadku Oliwce, a rodzeństwo Obcemu (NIECH MA ZA WSZYSTKO). Resztą podzielcie się według woli.

Tymczasem dobranoc wszystkim. Niech Wam się fajne towary śnią, najlepiej hurtowo lub w pakietach po promocyjnej cenie.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jak ciebie widzą, tak ciebie piszą?

07 lip

Uwaga!
Siedzę i myślę.
Grozi wybuchem.

Nie, no dobra, tak naprawdę to bardziej siedzę niż myślę.

Ale wniosek jest na dzisiaj taki, że fajnie mieć fajnych przyjaciół, którzy mówią (o) Tobie fajne rzeczy, dzięki czemu możesz czuć się superfajnie. A mówią na ten przykład, że jestem:

Mądra.

Ja: Mam pomysł!
U.: Na pewno jakiś głupi.

Mam świetną pamięć.

Ja: Aaaaaa, zapomniałam znowu o twoich urodzinach wczoraj! To znaczy pamiętałam cały czas i miałam zadzwonić jak tylko wrócę do domu, ale wróciłam i zapomniałam. Wybacz, błagam!
J. z 4 piętra: Nie ma sprawy. Naprawdę bym się zdziwiła, gdyby życzenia przyszły wczoraj.

Zorganizowana:

Wychodzę z mieszkania.

WD (Współlokatorka Doskonała): 3 minuty.
Ja: Co?
WD: Daję tobie trzy minuty, zanim wrócisz się, bo czegoś zapomniałaś.
Ja: Eee, niee, co ty. Bilet mam, dowód mam, klucze mam, wszystko w torebce, jest luz.
WD: 3 minuty.

Wychodzę.
Wracam (tak, bardzo śmieszne, doprawdy)

Ja: Zapomiałam torebki.
WD: Przyzwyczaiłam się.

Punktualna:

S. do Kolegi: Opowiedzieć tobie historię pewnej znajomości?
Kolega: Jak fajna to opowiedz.
S.: Wyobraź sobie, że dawno temu poznałem na imprezie u znajomego dziewczynę. Blondynkę. Pomyślałem, że jest fajna, co potwierdziła rozmowa z nią. Po 3-4 miesiącach udało mi się wreszcie zaprosić ją na spotkanie. Świetnie nam się rozmawiało i pomyślałem, że warto byłoby to powtórzyć. Zgodziła się, z zastrzeżeniem, że może się trochę spóźnić. I owszem, spóźniła się. Półtora roku.

Zgrabna:

Mama E: E., chodź tutaj, zobacz, jaka laska wchodzi do naszej klatki.
E.: E tam, to nie żadna laska, to przecież tylko Monika.

Cóż mogę rzec.. I was born to be perfect ;)

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS