RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2005

To jest boom wszechczasów.

30 cze

Moich wszechczasów, żeby było jasne.

Z czego wynika, że niczego nie można być w życiu pewnym, zwłaszcza siebie.

Ale żeby nie było tak enigmatycznie, to jeszcze Wam powiem, że jechałam wczoraj w wagonie pełnym kibiców Wisły (Wi-sła! Wi-sła! Wi-sła Paaany!) oraz z jednostką rezerwy (Tak się bawi, tak się bawi, tak się bawi RE-ZER-WA!). A zabawa ta, zarówno w przypadku pierwszych, jak i drugich, polegała, rzecz oczywista, na wlewaniu w siebie hektolitrów piwa.

Pan z przeciwka kręcił głową, bynajmniej nie aprobująco, pani obok co chwilę powtarzała, że w razie czego ma scyzoryk, którym, jak na moje oko, mogła najwyżej otworzyć puszkę szprotek w oleju, ale też niekoniecznie, a ja siedziałam i się śmiałam (tak, wiem, cecha charakterystyczna umysłów nie w pełni sprawnych).

Z kolegami kibicami nie miałam okazji przejść na ty, albowiem wyjątkowo upodobali sobie zwrot pani, skierowany w moim kierunku. Całą drogę pili za moje zdrowie, a ilość toastów pozwala mi przypuszczać, iż nie zachoruję aż do śmierci. I skoro nie umrę na wrzody żołądka, ani na paproch w oku, to z pewnością przejedzie mnie ciężarówka. Od razu czuję się lepiej, niech żyją kibole i szeregowcy, taa.

I tyle na dzisiaj. Jak coś wymyślę, to dam znać.

 
Komentarze (15)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Look at the background and history of the soap

28 cze

Normalnie to już bym sobie zaklęła siarczyście pod nosem, ale szkoda mi na to energii.

Zaskakuję samą siebie, bo jestem w znacznie lepszym stanie niż przewidywałam, że będę, jeśli wydarzy się to, co się wydarza. Właściwie to w ogóle mam się całkiem nieźle.

Jedynie lekkie ukłucie i niezauważalna prawie irytacja, gdy dostrzegam groteskowość pewnych sytuacji, świadczącą o tym, że jeszcze nie jest mi wystarczająco wszystko jedno.

E tam.

Już wiem, że jest nie kwintesencją, a dodatkiem do mojego fascynującego życia. Owszem, dodatkiem bardzo pożądanym i barwnym, ale TYLKO nim.

Idę po kawę. A później do miasta, bo mój punkt G znajduje się w słowie ZAKUPY. Nic na to nie poradzę.

 
Komentarze (15)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Above and beyond.

23 cze

Cze chłopy. Jak tam Wasze penisy? Trzymacie się? Tak? To super.

Ja to lekko podkurwiona jestem, więc zanim coś napiszecie, zastanówcie się ze trzy razy, lojalnie ostrzegam.

Nie poszłam dziś na egzamin z prawa, ale nikomu nie mówcie, ok.? W zasadzie akurat to mnie nie zdenerwowało, przeciwnie, takim wyluzowanym kwiatem byłam, wiecie. Siedziałam i se Pokojówkę na Manhattanie oglądałam.

Za to byłam na egzaminie z Informacji Międzynarodowej.

No i here we go. Troszkę ciśnienie mi skoczyło, bo przychodzę, a pajac robi ze mnie debila. Normalnie, najzwyczajniej w świecie.

- A ty to na egzamin?
- Tak.
- A na wykłady chodziłaś?
- Nie.
- Ty to jesteś ta od angielskiego, co?

Milczę, bo nie wiem, czy to ja.

- To mi powiedz, w takim razie, co znaczy ‘would the woodchuck chuck the wood’? (Zajebiste. Trudne prawie tak samo, jak stół z powyłamywanymi nogami)

Patrzę na niego z niedowierzaniem i milczę, bo przecież nigdy nie wiadomo, kiedy błazen żartuje.

- A jak jest po angielsku ‘górski szlak turystyczny’?

Dalej milczę zdegustowana, podnoszę lewą brew i sprawdzam kątem oka na karcie egzaminacyjnej, czy ja aby na pewno dobrze sprawdziłam, że to egzamin z Informacji Międzynarodowej, a nie tłumacza przysięgłego.

- Nie wiesz?
- Wiem. (w domyśle: Ale, kurwa, nie powiem! Pajacu.)
- To czego Ty się tam uczysz?
- Astronomii, proszę pana. (bo już się wkurwiłam, rozumiecie)
- A wiesz, co to są piktogramy?
- Wiem, to są.. (nie zdążyłam dokończyć)
- Dobra, postawię tobie tę trójczynę.
- Ale ja chciałabym jednak odpowiadać na wyższą ocenę. Z PRZERABIANEGO NA ZAJĘCIACH MATERIAŁU (w domyśle: Stara pierdoło)
- Taaak? Zaskoczyłaś mnie. Dobra, to masz 3+ za ambicję.

Ja to nadzwyczaj spokojna jestem, ale jakim cudem drzwi zostały w zawiasach, kiedy wychodziłam, to nie wiem, doprawdy.

I kształcą w ten sposób taką ciemną masę i hodują kolekcję półgłówków, która na testach to nawet własne nazwisko musi ze ściągi spisywać, bo, kurwa, w głowie taka sieczka, że koń by z głodu zdechł, a nie tknął. No ja pierdolę. I wypuszczają później, kurwa, takich z dyplomami na rynek pracy i dziwią się, że gospodarka upada. A ja po takim rozwojowym intelektualnie spotkaniu, to się w pizdu cofam umysłowo 20 lat wstecz, bo, niestety, dopasować się do poziomu rozmówcy trzeba. Kurwa, na masaż mózgu muszę się teraz umówić. Bo mi spuchł od wysiłku.

Jeszcze bym coś napisała, ale muszę jechać, kurwa, do Tunezji, żeby zaliczyć hiszpański. Bo sesja trwa, a PANI MAGISTER na wakacjach. Więc wybaczcie, ale trochę nie mam czasu na bloga.

ABOVE AND BEYOND.
Oddycham głęboko.

 
Komentarze (66)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dozwolone od lat 18.

21 cze

I tak to jest, moi drodzy, jak się Was na chwilę z oczu spuści – jeszcze nie zniknęłam z horyzontu, a Wy od razu o seksie. No doprawdy.

Ale nawiązując do komentarzy, to ja się może wypowiem, tak?

Uwaga, WYPOWIADAM SIĘ:

Przede wszystkim, to zupełnie nie rozumiem, skąd bierze się pogląd o statystycznej kobiecie, która leży w łóżku jak kłoda, uznaje tylko pozycję klasyczną i w zasadzie jedynie biernie czeka, aż facet sam zdziała, co ma zdziałać.

Pffff.

Mit, drodzy panowie. Bujda na resorach, ohydne pomówienie, wstrętne oszczerstwo, które swoje uzasadnienie bierze z utartych stereotypów o zakompleksionej matce szóstki dzieci, co to tylko po ciemku, raz w tygodniu i absolutnie nie w niedzielę.

Tere fere.

Minęły już bowiem czasy, kiedy dziewczyna dostawała odgórnie naznaczonego, tłustego, spoconego i obleśnego paniczyka folwarcznego, z dworkiem, służbą i stadniną koni, na widok którego bażant z obiadu podchodził biedaczce do gardła. Wtedy to ja się nie dziwię, że miast wychodzić z inicjatywą w łóżku, leżała bezczynnie i, ukrywając obrzydzenie pod zasłoną ciemności, myślała w skrytości ducha o, powiedzmy, młodym i przystojnym odźwiernym.

Nie, nie, to już nie te czasy. OŚWIECĘ WAS, panowie:

Dziś kobiety same wybierają sobie obiekt pożądania, z własnej i nieprzymuszonej woli decydują się na seks i korzystają z niego na męskich zasadach, czyli

nie dla faceta,
nie dla dzieci,
nie dla ojczyzny,

ale dla własnej przyjemności. KOBIECEJ. Dla wrażeń i rozładowania seksualnego napięcia, do którego dawniej wstydziły się przyznać, ograniczone konwenansami i społecznymi blokadami.

Dzisiaj kobieta nie musi ukrywać przed partnerem własnych potrzeb, obawiać się wyjścia z inicjatywą i mówienia: zrób mi to i to, tak i tak. Nikt jej nie spali na stosie, bo odważyła się powiedzieć głośno słowo SEKS, nie oskarżą jej o rozwiązły tryb życia tylko dlatego, że wie, jak osiągnąć ORGAZM, a koleżanka nie wyjdzie purpurowa i zniesmaczona, gdyż zamiast o garach i szydełkowaniu, będzie chciała porozmawiać o penisach.

No.
Zbulwersowałam się trochę.

I proszę mi nie wmawiać, koledzy, że kobiety to nadal zahukane, ciche i skromne niewydymki. Bo żyjemy w epoce, kiedy seks nie jest już tematem tabu i sferą zakazaną, a kobiety wiedzą, czego chcą i jak to osiągnąć. Trzeba tylko kobietę odpowiednio podejść, by chciała się swoimi oczekiwaniami podzielić ;)

I zamiast podpierać bzdurnymi statami z wieku ciemnoty i ograniczeń, cieszcie się z tego, panowie. Cieszcie, korzystajcie i słuchajcie uważnie.

Bo każdemu facetowi wydaję się, że wie, co robić i jak, a przy tym jest niezrównany.

Podkreślam zatem słowo WYDAJE SIĘ.

On myśli, że jest och i ach, a kobieta w tym czasie nic – leży i się, kurwa, nudzi.
No niestety, taka prawda.

(Dobra, luz, może nie jestem w temacie odpowiednio doświadczona, by opracowywać szczegółowe analizy i wygłaszać publikacje, generalizując i umieszczając całą populację męską w jednym worku. Ale żyję wystarczająco długo, żeby stwierdzić z przekonaniem, iż wszyscy mężczyźni potrafią o tym mówić, niewielu potrafi robić, a przynajmniej robić tak, by zadowolić kobietę: odpowiednio kreatywnie, pomysłowo, nieegoistycznie, bez oczekiwania, iż własna satysfakcja równoznaczna jest z osiągnięciem satysfakcji przez partnerkę.)

A więc zamiast narzekać na oziębłość kobiet, idźcie – drodzy mężczyźni – i ćwiczcie. Bo, pamiętajcie, że nie jesteście jedyni, a konkurencja czai się za każdym rogiem ;)

Ja natomiast idę zaliczać…yyy.. zapomniałam, co zaliczam. A, już wiem, Etykę W Biznesie.
Zajebisty fun.

……….

To ja już wróciłam ;) I w odpowiedzi na męskie zarzuty stwierdzam, co następuje:

Od myślników będzie, a co.

- Z tanich pisemek, to my się, co najwyżej, uczymy szyć, ewentualnie dowiadujemy o ciążach i zdradach Zety-Jones. Natomiast umiejętność odlotowych orgazmów zdobywamy przez PRAKTYKĘ, mój drogi. Praktykę w towarzystwie UZDOLNIONEGO partnera, choć oczywiście nie zawężam możliwości.

- W czasie zbliżenia nie ograniczamy się do zrzucenia bielizny, krzycząc „Jestem gotowa, bejbi”, bo żadna kobieta nie jest gotowa na zawołanie tylko dlatego, że jakiś gach stoi i wymachuje jej penisem przed oczyma.
Takie sytuacje to mają miejsce tylko w żenujących niemieckich pornolach.

- Jak się chla cały wieczór na umór, to później nic dziwnego, że nie staje.

- Jeśli kobieta jest słaba w łóżku, a całość trwa krócej niż mój egzamin z etyki, to tylko na wyraźne życzenie faceta. No bo wybacz, ale produkować się przed narcystycznym, zainteresowanym wyłącznie sobą, traktującym kobiety w kategorii one-night-stand pajacem, to mnie by się nie chciało (zakładając, że w ogóle poszłabym z takim do łóżka)

- Jesteście niezadbani do granic. Myślicie, że jak se szpanerską bluzę kupicie i umyjecie.. szyje, to wystarczy. Bez urazy, ale na samą myśl, że miałabym bzyknąć się z którymkolwiek facetem w zasięgu mojego wzroku w tej chwili (sztuk 4), to prędzej zarzygałabym się na śmierć. Więc nie oczekujcie od kobiety czułości, kiedy najzwyczajniej w świecie śmierdzicie. (wiem, co mówię, bo codziennie jeżdżę autobusami)

- Co tam jeszcze było.. Ach tak, materac. Oczywiście nie twierdzę, że kobiety rodzą się z umiejętnościami łóżkowymi kurtyzany z czterdziestoletnim stażem. Ale to, czy się rozwijają, czy też jedynie leżą i jęczą (bo tak wypada, albo z nudy), to efekt podejścia facetów. Nie oczekujcie, że dostaniecie coś więcej, niż pozwolenie na wykorzystanie rozłożonych nóg, jeśli nie zapewnicie kobietom odpowiedniej dozy pewności, że są jedyne, niepowtarzalne, świetne w tym, co robią. Sami zniechęcacie, a później marudzicie.

- And last but not least, nie myślcie, że doświadczycie czułości ze strony kobiety, kiedy obydwie strony wiedzą, że to jednorazowy numerek. Kobiety są niesamowicie czułe, łagodne, delikatne, ale tylko dla tych, których kochają. A przypadkowe znajomości nie podchodzą pod tę kategorię. Proste.

Szacuneczek ;)
CHUDA.

 
Komentarze (53)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

2 HOT.

16 cze

Od rana tak mi się nudzi, że ja przepraszam bardzo, ale to jakieś NIEPOROZUMIENIE (jeszcze dziesięć dni i koniec sesji… jeszcze dziesięć dni i koniec sesji… jeszcze dziesięć dni i wracam.. wdech i wydech)

Fantastyczna idea o nie-myśleniu trochę się nie sprawdza i wszystko wskazuje na to, że niedługo będę musiała zastąpić ją, jakże znanym standardem, „Pomartwię się tym później”, a później to może zdążę się zestarzeć albo coś.

No, ale żeby nie było, że już tak absolutnie nic nie robię, to na przykład wywnioskowałam wniosek (oklaski), który brzmi tak:

Że w relacjach kobieta-mężczyzna to wcale nie chodzi o jakieś niestworzone, wielkie i spektakularne rzeczy ani też wzniosłe słowa i gesty, nie trzeba pisać sonetów, śpiewać pod balkonem, dokonywać heroicznych cudów jak Brad Pitt w Troi, każdorazowo udowadniać męstwa, odwagi, pojedynkować się ani zabijać smoka dla ukochanej. Nawet przez kałużę nie trzeba jej przenosić.

To nie to.

Tak naprawdę liczy się poczucie, że spędzany z nim czas jest najnormalniejszą rzeczą pod słońcem, brak niezręcznej ciszy, uśmiech skierowany tylko do nas, spokój, kiedy czujesz jego bliskość, przypadkowe dotknięcia, spojrzenie, które mówi więcej niż miliony słów, świadomość, że lubi przebywać w naszym towarzystwie i ulga, kiedy ciebie przytula.
Bo uczucia kryją się w szczegółach.

Tak, tak, wiem, nie odkryłam nowego kontynentu. Ale powiem Wam jeszcze coś. Myślę, że facetom, tak naprawdę, to zależy na tym samym – cieple i zrozumieniu. Tylko znakomicie udają, że mają to całkowicie w dupie.

Dobra, kończę, bo prawdy objawione wyczerpały mnie do granic.

A poza tym to uwielbiam, jak mi się roztopiony słońcem asfalt przykleja, kurwa, do podeszwy butów. UWIELBIAM.

 
Komentarze (42)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Control Factor.

15 cze

Z przemyśleń na temat życia i facetów to chwilowo nie mam żadnych.

Chciałabym jedynie pod koniec dzisiejszego dnia stwierdzić, że niczego nie żałuję. Bez rozterek, wątpliwości, depresji i dokonywania konstruktywnych analiz swojego postępowania.

W ogóle nie będę myślała.
Znudziło mi się.

NIC NIE CHCĘ WIEDZIEC. NIE PRZYJMUJĘ DO WIADOMOŚCI. ODMAWIAM WSPÓŁPRACY Z PROJEKCJAMI MOJEGO UMYSŁU.

A następnym razem, jak przyjdzie mi do głowy głupia idea, aby coś przeanalizować, to se wydłubię oko. Lub dwa nawet.

Że niby kobiety są głupie?
I co?
I gówno.

Ale nawet jeśli jestem popieprzona, to kto bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem, nie?

W ogóle dziwne to wszystko.

Zaś misja podstawowa na dzisiaj to: Nie Zaziewać Się Na Śmierć, a misja uzupełniająca: Nie Ziewać Ostentacyjnie.

Żadnej raczej nie podołam.

 
Komentarze (16)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nobody expects the Spanish Inquisition.

11 cze

No dobra, powiedziała mi ta wróżka, że na majsterkowicza to ja muszę jeszcze trochę poczekać, ale za cholerę nie stwierdziła, co mam robić do tego czasu. A przyznam szczerze, że trochę mi się nudzi, jak to zawsze w czasie sesji. Bo wszyscy się uczą, piszą prace, mają obrony i gadają tylko o egzaminach. A ja sobie siedzę i wzdycham.

Czasami też czytam, aby zagłuszyć głos rozsądku, przypominający mi, że ja też mam przecież obronę i wypadałoby napisać chociaż pierwszy rozdział, tak dla zasady, jeśli nie dla przyjemności. Ale co tam, jestem kobietą bez zasad i naprawdę chwilowo mi zwisa, mam czas.

Ubolewam jedynie nad faktem, że przeczytałam już wszystkie historie na www.crimelibrary.com, a szkoda, bo po takiej lekturze każdorazowo wydaje mi się, że jednak jestem normalna. Polecam historię Mary Bell – dziesięciolatki, która mordowała kolegów. Proszę, taka młodziutka, a już przejrzała facetów.

Ja to czasami mam ochotę zamordować M., zwłaszcza, kiedy na siłę próbuje mi znaleźć faceta i robi ze mnie ofiarę losu (a naprawdę nie musi, bo sama, zaufajcie, robię to doskonale). Wygląda to, mniej więcej, TAK:

Odwiedza jakiś nieszczęśnik/nieszczęśniczka nasz dom. Chwila na aklimatyzację i do akcji wkracza M.:

- X, a Ty to nie masz jakiegoś kolegi fajnego dla Chudej? (czyli dla mnie)

Nic, siedzę, czytam, udaję, że nie słyszę.

- Bo wiesz, ona to taka dzika jakaś jest, tylko by czytała książki.

Zamykam z trzaskiem trzymane w ręku wiekopomne dzieło literatury, dając do zrozumienia, że, kurwa, siedzę obok.

- No przecież niebrzydkie toto, a jeszcze jak się ubierze i uczesze, to niejeden się za nią ogląda. Ale zamiast wyjść do ludzi, to albo czyta, albo siedzi przed komputerem, aż zielona się robi.

Wstaję i wylatuję z pokoju, zanim mnie poniesie. Z daleka dolatuje mnie:

- Ale nerwowa to jest nieprawdopodobnie. Ja to chyba muszę ją zabrać do lekarza, co by jej na uspokojenie coś wypisał.

Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa.

I tak, owszem, wiem, że powinnam traktować to z humorem i podchodzić z dystansem, ale przez tyle lat? Nie da się, mówię Wam. A teraz to jeszcze oliwkę do spisku wciągnęła. Nie pytajcie, nie chcecie znać szczegółów ;)

 
Komentarze (26)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Apel.

08 cze

Jestem dziś tak okropnie smutna, że to nie do opisania. I przygnębiona. I zniechęcona. I bez wiary.

Błagam, niech ktoś jeszcze będzie dzisiaj smutny, choć troszkę, bo być smutnym w pojedynkę to strasznie ciężka sprawa.

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Child, don’t you worry, it’s enough your growing up in such a hurry

06 cze

Po raz pierwszy, odkąd prowadzę tego bloga, przejrzałam wszystkie notki. Całe archiwum, jedną po drugiej. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że zmarnowałam dwa lata swojego życia.

Brings you down, the news they sell ya
To put in your mind that all mankind is a failure

Zmarnowałam je z perspektywy uczuciowej na wiarę w kogoś nieodpowiedniego.

Przekreśliłam z perspektywy edukacyjnej kilka niezłych szans, o jakich inni tylko mogli marzyć.

Pozwoliłam na sukcesywne ochładzanie się stosunków z M. i T. i obawiam się, że już nieodwracalnie. Ale kiedyś w końcu trzeba było się uniezależnić, a że w takich, a nie innych okolicznościach, to cóż, bad luck.

Fighting because we’re so close
There are times we punish those who we need the most

I błagam, nie usiłujcie mi udowadniać, że życie jest cudowne i fantastyczne, bo każdy jest kowalem swojego losu (bla bla bla). I że nasze życie w naszych rękach, że tylko od nas zależy, jak nim pokierujemy i jak efektywnie je wykorzystamy, i że zawsze po burzy wychodzi słońce (śmieję się szyderczo).

Though we can’t wait for a saviour
Only got ourselves to blame for this behaviour

No dobra, oczywiście, możecie wmawiać, że życie nie jest chujowe, że trzeba myśleć pozytywnie, mieć dobre nastawienie i wierzyć, że Bozia mnie kocha. Tak, możecie prać mi mózg tymi zapewnieniami, ale ja i tak WIEM SWOJE. Wiem, ile starań i wyrzeczeń, ile szarpaniny i łez, ile samozaparcia i zaciskania zębów kosztuje każdy dzień, kiedy mam ochotę pokroić się na części i zakopać, kurwa, w ogródku za blokiem.

But nobody knows what’s gonna happen tomorrow
We try not to show how frightened we are

I nie mam bladego pojęcia, co dalej.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

It’’ll take a little crime to come undone.

01 cze

Było tak:

Mówię do Gwiazdki: Słuchaj, muszę iść do pracy, którą dałoby się pogodzić ze studiami, bo nie mam na fryzjera. I w ogóle przydałoby się podejść do życia trochę bardziej poważnie – zacząć odkładać na przyszłość i nowe buty.

Gwiazdka osobą wielce operatywną jest, zatem szuka, szuka, szuka: O, jest fajna oferta! Kwiaciarka, na Jurowieckiej, wiek i doświadczenie nieistotne.

EKSTRA, zawsze chciałam być kwiaciarką. Marzyłam o tym jak dwulatek z czasów komuny marzył o pampersach. Inne dzieci chciały być aktorkami, strażakami i Adamem Małyszem, a ja pragnęłam być kwiaciarką, dlatego bardzo uważałam na lekcjach pracy techniki, kiedy uczyliśmy się wiązać wstążeczki. Fantastycznie. A w liście motywacyjnym napiszę, że kocham przyrodę i chciałam się bronić z pracy o Zielonych Płucach Polski. Poza tym na Jurowieckiej mieszka moja babcia, mogłabym wpadać do niej na różaniec w porze lunchu. W dodatku odróżniam tulipany od stokrotek, co za fart.

Dobra, Gwiazdka nie daje za wygraną i mówi: Shea, mam świetną fuchę (No to już kanał, myślę sobie. Pewnie stanowisko hydraulika, grzybiarki albo dziewczyny na wrotkach w supermarkecie). Bo wiesz – mówi – szukają kelnerki w pubie.

Hm. Rozważam opcję. Mija tydzień. Dzwonię i pytam, czy jeszcze aktualne. Ano aktualne.

HM. Nadal rozważam opcję. Rozważam i rozważam. Maluję paznokcie bezbarwnym lakierem i dalej rozważam. Mija drugi tydzień. Dowiaduję się, że nadal aktualne.

HMMM. Planuję napisać cv i list motywacyjny. Mija trzeci tydzień. Gapię się w Worda i siedzę. W końcu mówię: Devil, błagam, pomóż mi napisać, bo nie potrafię. A ten, że muszę się nauczyć. Ojaaa. Załamałam się, więc zmiękł, bo dobry człowiek z Niego, zresztą obiecałam, że nauczę się później, dzięki czemu pomógł mi skleić piękny list motywacyjny, podchodząc bardzo wyrozumiale do moich pytań z serii „Matko, skąd ta dziewczyna się urwała i na jakim świecie ona żyje?!”.

Dobra. Biorę list i cv w rękę i idę do pubu wielce zdeterminowana. Po drodze determinacja sukcesywnie mija i zaczynam mieć wątpliwości, bo musiałabym bardzo dużo zarabiać, żeby zapłacić za wszystkie potłuczone w przyszłości szklanki i kufle. No ale idę. Oliwka podtrzymuje mnie na duchu, gadając o facetach. Docieramy na miejsce. Patrzę i widzę, że znikło ogłoszenie, iż poszukują kelnerki. Mam ochotę stanąć na ulicy i zjeść ten pieprzony list motywacyjny, który tyle wysiłku umysłowego i zdolności wodolejczych mnie kosztował. Ale cicho, zachowuję pozory spokoju i wchodzę.

Dowiaduję się:
że już w zasadzie nieaktualne,
że mam świetną figurę i śliczny list motywacyjny
że szukają brunetek, bo taka jest wizja szefa.

Puenta?

Blondynkom zawsze wiatr w oczy.

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS