RSS
 

Archiwum - Maj, 2005

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie.

24 maj

Zgubiłam klucze. KOLEJNY RAZ.

No ale klucze to każdy może zgubić, prawda? Zwłaszcza, że są niewielkich rozmiarów, prawda? I mają tendencję do gubienia się, PRAWDA?

O ich stracie nie wiedziałam aż do teraz, kiedy to chciałam wyjść z domu, co by zdażyć chociaż na ostatnie zajęcia, a tu surprise, nie mogę otworzyć drzwi. Bo są ZAMKNIĘTE, a ja nie mam KLUCZY.

Nie dość, że moje głębokie postanowienie pojawienia się dzisiaj na wszystkich ćwiczeniach od ÓSMEJ RANO trafił szlag, bo obudziłam się tradycyjnie o 11:00, to teraz nawet na 13:00 nie zdążę. ŚWIETNIE.

Ale dobra, nie panikujmy. Może nikt na uczelni nie zauważy, że znowu mnie nie ma. Poza tym, jak zaczną się czepiać, to wytłumaczę, że nie miałam kluczy. To taka oryginalna wymówka.

A zaraz wróci mama i powie: Dziewczyno, nie mam do Ciebie już siły. TROCHĘ ROZSĄDKU!

Jasssne.
Jakby akurat rozsądku mi brakowało. Ja kluczy potrzebuję, a nie rozsądku. Ale mamie nie przetłumaczysz, wiadomo.

Luz, idę oglądać Friends, bo co innego.

Aktualizacja danych, godz. 23:03

Alarm odwołany. Mama znalazła klucze. W mojej kurtce były. Podziękowałam rodzicielce. Zasadziła mi kopa. Fajną mam mamę.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne idą tam, gdzie chcą.

22 maj

Dzisiaj NIC mi się nie przytrafiło.

(Czasem tak bywa)

Wczoraj zasadniczo też NIC się nie działo.

(Nie ma o czym pisać)

Ale zaspałam na pociąg, jak jechałam na egzamin 2 dni temu.

(Ech, kurwa mać)

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Powiedz, z kim sypiasz, a powiem ci, kim jesteś

20 maj

Ze żmudnych obserwacji wynika, że gorsza część naszego społeczeństwa, ta męska, dzieli się na:

1) Typ pociągający – oto człowiek, który wzbudza powszechny szacunek u kobiet; inteligentny i błyskotliwy, interesuje się polityką, ma wyrobione zdanie na każdy temat, w zdaniach pięciowyrazowych nie umieszcza trzech kurw, osoba z temperancikiem, wyrafinowany w łóżku. Ot taki facet z klasą.

2) Typ wkurwiający – bez względu na poziom IQ oraz wiedzę to typ namolny, zawracający ci dupę własna osobą bez względu na to, czy masz w danej chwili na to czas i ochotę czy nie, mężczyzna mający dalece rozumianą skłonność zarówno do egocentryzmu jak i narcyzmu.

3) Typ „nikt” – ten obok którego się siedzi ale się go nie zauważa, nieśmiały, małomówny wręcz gburowaty, często bez pasji i priorytetów, bez wygórowanych ambicji i aspiracji, stroniący od przedstawiania własnych opinii i sądów.

Copyright by Oliwka

P.S. Shea przeprasza ale nie miała czasu na opublikowanie opracowanych wspólnie ze mną badań. Mamy nadzieję, że ten jedyny raz zechcą Państwo jej ten haniebny czyn wybaczyć.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

When you fall on your head, do you land on your feet?

16 maj

Notka miała być radosna i optymistyczna, jako że po wyjątkowo czarno rysującym się scenariuszu, zupełnie nieoczekiwanie nastąpił całkowity zwrot akcji, dzięki czemu mogę odetchnąć spokojnie i przestać błądzić myślami 300km stąd.

A jednak wpis pozytywny nie będzie, dzięki uprzejmości znanego nam wszystkim doskonale Obcego, któremu mam ochotę zmienić tę, jakże zużytą i sflaczałą ksywę. Niestety, pojawiająca się w przestworzach mego kreatywnego umysłu nazwa, brzmiałaby zbyt niecenzuralnie, nawet jak na formę tego bloga, który bynajmniej do najgrzeczniejszych słowotwórczo nie należy, wobec czego zmuszona jestem zostać przy wyżej wymienionym.

Rzecz w tym, że mogłabym napisać w tej chwili wiele, naprawdę bardzo, bardzo wiele. Jasno, klarownie, cynicznie i z jajami, bo choć kobietą jestem, to mnie akurat tychże nie brakuje. Ale wiecie co? Nie napiszę.

I wcale nie dlatego, że wstyd mi przyznać publicznie, iż pozwalałam przez te wszystkie lata bawić się mną i igrać z moimi emocjami, nie liczyć się z uczuciami i aż sama się prosiłam, żeby potraktować mnie tak, jak zostałam potraktowana (chociaż, oczywiście, chwalić się też nie ma czym).
Nie dlatego, że mogę żałować za czas jakiś wypowiedzianych słów i zanim użyję opcji „kasuj”, wszyscy zdążą przeczytać i zapamiętać.
Nie dlatego, że do pewnego poziomu w chamstwie się nie zniżam. Nienienie.

Chodzi o to, że dla niektórych jednostek zaszczytem byłoby egzystowanie na tym blogu jako przedmiot mych rozważań i refleksji. Zaszczytem, na który za wysokie progi.

I gdybym miała dzisiaj dzieci i wnuki, to właśnie to powiedziałabym im na temat obiektu mojej pierwszej miłości. To, czyli „Nie Ma O Czym Mówić, Moi Drodzy”. Bo chociaż nie narzekam na brak umiejętności konwersacyjnych, to jednak trudno jest mówić o nikim.

 
Komentarze (23)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

www.teatrroma.pl

15 maj

Stało się tak, że spontanicznie pojechałam na Cats. Wszystko odbyło się tak szybko, że zdążyłam jedynie obejrzeć całą serię Friends, kupić francuskie rogale z nutellą i już musiałam jechać. No luz.

Oczywiście nie żałuję zupełnie, bo to najlepszy musical, jaki oglądałam na żywo. Może dlatego, że to JEDYNY musical, jaki oglądałam na żywo, ale ojejku. Fantastyczny show.

Ponadto zakochałam się w jednym z aktorów. Tak się ruszał, że co na niego spojrzałam, to widziałam go w łóżku. Wtedy musiałam patrzeć przez parę minut na dyrygenta po drugiej stronie, co by wrócić myślami do swojej loży numer 11. Dobra, nieważne.

Chciałam również powiedzieć, iż zdaję sobie sprawę, że należę już do pokolenia, które trwa w stałych i poważnych związkach, posiada dzieci i konta bankowe, przez co moje myślenie „Co z tą młodzieżą, doprawdy!” jest w pełni uzasadnione. No ale doprawdy, co z tą młodzieżą! Miałam ochotę wyprosić 90% i aż mi wstyd było, że tak młodo wyglądam, bo jeszcze mogliby mnie wziąć za przedstawicielkę tejże rasy, która przychodzi na spektakl w dziurawych jeansach, adidaskach i polarze, żuje gumę i zakłada nogi na siedzenia.

Lecz najbardziej z równowagi wyprowadziły mnie dwie przyjaciółeczki spod znaku barbie girl do wyrzygania. Jedna
w różowej spódniczce, druga w różowym garniturze, z jeszcze bardziej różową torebką i najbardziej różowymi butami, jakie zdarzyło mi się widzieć. Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby świeciły w ciemności fluorescencyjnym różem. Dziewczynki przy każdorazowych oklaskach wiszczały, piszczały i gwizdały jak na konie w westernach. I naprawdę chciałam im powiedzieć, że to teatr, a nie koncert Budki Suflera i że rozumiem, iż doświadczenie jest emocjonujące, niechże jednak lepiej popatrzą se na dyrygenta, zamiast drzeć ryje, ale byłam tak zdegustowana, że siły starczyło mi na wymowne cmoknięcie i litościwe kręcenie głową, czym dziewuszki bynajmniej się nie przejęły. Mnie zaś skłoniło to do opuszczenia cichaczem loży, co by nikt nie wziął mnie przypadkiem za jedną z tych dzikusek.

Chociaż może jednak nie powinnam krytykować, bo równie niepochlebną opinię zaskarbiłam sobie wśród moich współuczestników wyjazdu. Trochę się spóźniałam, wiecie. Ale to nie była moja wina, naprawdę! Bo najpierw uciekł mi autobus, później na postoju Adrian powiedział, że na pewno zdążę jeszcze do kibla i że ewentualnie na mnie poczekają (Jakież więc było moje zdziwienie, kiedy z oddali zauważyłam odjeżdżający autokar? Niewielkie, serio), zaś na koniec nudziłam się śmiertelnie, bo wszyscy tylko stali pod teatrem i palili papierosy. No to sobie myślę, że co będę tak stała, lepiej wejdę do środka. A tu nagle wpada mama koleżanki, że wszyscy już w autokarze i krzyczą, gdzie ja jestem. Wielkie mi halo, przecież nie mogli długo czekać, zważywszy, iż zdążyłam przeczytać tylko 2 pierwsze strony wywiadu z Gene Gutowskim. Nie rozumiem zatem, o co się rozchodziło. Jak jednak się domyślam różowe dziewczynki też NIE ROZUMIAŁY, co nie stawia mnie w pozytywnym (różowym?) świetle, niestety, i co sprawia, że czuję się dość.. hm.. barbiowato, chociaż nie miałam na sobie nic w tym kolorze.

Tyle na dzisiaj. Idę jeść obiad.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Na nerwy najlepszy jest chaos. Umysłowy.

10 maj
Czy można kupić jakieś tabletki na głowę? Takie skuteczne? A przy okazji, żeby smaczne były?

Bo tak się zastanawiam.

Poszłam dzisiaj z Gwiazdką na zakupy. Lalala, wiadomo.

I wiecie, idę przymierzyć sukienkę, wchodzę do przebieralni, wszystko dobrze, ale za szeroka w cyckach, surprise, ależ się zdziwiłam, doprawdy. Nic to, wychodzę, próbuję nadziać z powrotem sztukę na wieszak, troszkę mi z rąk wypadła, ojejku, nie tak człowiek rozrabiał. A tu leci za mną sprzedawczyni, więc ja na to lajcikowo, że już podniosłam i nie potrzebuję pomocy, a ona, że torebkę w przymierzalni zostawiłam. E, no to rzeczywiście, miło z jej strony. Ale nie przejęłam się, bo to pierwszy raz? Zresztą, serio, czy istnieje jakaś kobieta, która nie zostawiła torebki w przymierzalni? Założę się, że nie.

Dobra, nie tracę fasonu, idę do drugiego sklepu. Zgubiłam Gwiazdkę. Ale spoko, znalazła się sama. Zresztą nie miała wyboru, bo to ja miałam koszyk, więc wiecie. Luz, stoimy przy kasie, Gwiazdka zapłaciła i sobie poszła. No to ja też wybiłam PIN i idę za Gwiazdką. Se idziemy, mijamy cukiernię, a tu znowu leci jakaś babka (przemiła kobieta), ciągnie mnie za rękę i coś tam o kasie tłumaczy. Gwiazdka zdezorientowana, ja od razu łapię, że pewnie coś zostawiłam, mówię, że pewnie kartę i że Gwiazdka, stay calm, zaraz wracam. I wiecie co? Miałam rację – zapomniałam karty. No dobra.. i części zakupów.. Ale to się NIE LICZY, bo tylko CZĘŚCI. (I, żeby było jasne, HERBATY nie zapomniałam, nienienie. Pyszna, melisa z gruszką, waniliowo-truskawkowa i czarna porzeczka z czymś tam, rewelacja)

Taaak. Hmmm…

Byłabym zapomniała. To co z tymi tabletkami?

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

That would be enough.. in another set of circumstances.

09 maj

Cokolwiek robię, robię ŹLE.

Każda jedna rzecz jest nie tak.

Zachowuję się nie tak, jak powinnam. Mówię nie to, co chcieliby usłyszeć. Mam nie taki humor i kolor oczu, jakiego by sobie życzyli.

Niewłaściwie zmywam, nieumiejętnie sprzątam swoje rzeczy, za głośno oddycham i nie tą ręką włączam światło.

Nie spełniam oczekiwań. Co więcej, w swojej tępocie nie jestem w stanie nawet odgadnąć, czego się ode mnie wymaga.

W najlepszym wypadku ostra krytyka (nie słyszysz jej przypadkiem Czytelniku ze Szczecina?) zastępowana jest głuchą dezaprobatą, mającą na celu sprawienie, bym czuła się winna chuj wie czemu.

Ale się nie czuję. Ale trudno się spodziewać, skoro nie liczę się z uczuciami innych.

Za to czuję się jak małolata, która nie wróciła na czas z dyskoteki. Chociaż fakt, że małolatą nie jestem, przypomina mi sie na każdym kroku.

Pierdolę to.
W dupie mam.
Chce mi się płakać.
No to idę.
Płakać.
Cześć.

(Dziękuję, mam chusteczki, mnóstwo. Teoretycznie zapachowe, w praktyce śmierdzą. Nie szkodzi. Will do anyway)

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

If you’re somebody who’s nobody, it’s no fun to be around anybody who’s everybody.

07 maj
Piszę i kasuję.
Z premedytacją przyglądam się, jak kolejno znikają litery, słowa, zdania.
Piszę i kasuję.

Bo nie wiem, jak wyprodukować kolejny raz coś, o czym pisałam już setki razy. Próżno dziobem kłapać, skoro nie zmienia się nic. Ciągle jest ktoś, kto rani i ktoś, kto jest zraniony. Jedno ego rośnie w siłę kosztem drugiego. I cały schemat aż do bólu przewidywalny.

Z drugiej strony myślę sobie, że ludzie nie liczą się z twoimi uczuciami i nie szanują ciebie tylko wtedy, gdy im na to pozwalasz. I że nikt nie sprawi, byś czuł się gorszy bez twojego przyzwolenia.

Naprawdę coś w tym jest, tylko co z tego, skoro przykro mi cholernie.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Welcome to the ZOO.

05 maj

Spieszę Wam donieść, że mam w domu kaczki. Żywe. Sztuk cztery. A konkretnie kacze pisklęta. Mama przyniosła, ojejku.

Takie malutkie, żółto-czarne, jak w ostatnim odcinku Friends, jeśli ktoś oglądał. Chodzą po pokoju jak oszołomy i kwaczą. Zwłaszcza jeden, więc dam sobie rękę uciąć, że to kaczor.

W wannie też już się kąpały, luz, gdzie wrzucałam im kawałki bułki z zaangażowaniem i niezdrowym podekscytowaniem miejskiego turysty, dokarmiającego łabędzie w parku. Zapodawanie posiłku na zasadzie strzykawką w dziób też się odbyło. Poniosłam klęskę, ale co tam, poddać się, bynajmniej, nie zamierzam.

Teraz śpią w specjalnej skrzynce, na pachnącym i miękkim sianie. Skulone i przytulone cichutko pokwakują co jakiś czas. Co pół minuty zaglądam, czy aby na pewno tam są, a z serca robi mi się masło. Śmietankowe.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wniosek.

02 maj

Okej, może się tamtego dnia, dawno temu, po prostu uparłam. Że skoro nie on, to w takim razie nikt.

Uparłam sie na dobre i niedobre.
Na dobre i na złe.
Na litość boską i wszystkich świętych.

Może i tak.
Najwidoczniej w kwestii uczuć jestem po prostu głupia nieskończenie.

Nie potrafię z tym nic zrobić.

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS