RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2005

A przed chwilą,

07 kwi
jak
zwykle
w
takich
sytuacjach
przypadkowo

podpaliłam kuchenną krajalnicę.

A było to tak:

Wstawiam wodę na herbatę i nie widzę, że pod czajnikiem leży deska.

Po chwili czuję smród.
Odwracam głowę…
Paaatrzę…
I myślę:
Run, Forrest, run!!!

Ale Phi.

Pośmierdzi zwęglonym drewnem, pośmierdzi i przestanie.

Nie rozumiem, o co się rozchodzi.

A trzeba było kupować kuchenkę z pstryczkiem? Trzeba było?!

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bo ja jestem, proszę pani, na zakręcie.

07 kwi

W dowód na to, że jestem pewną siebie, zdecydowaną i mającą świadomość, czego oczekuje od życia starszą panią (no bo umówmy się, że do młodzieniaszków już nie należę), poszłam ja sobie, moi drodzy, z koleżanką Gwiazdką, do wróżki.

(teraz idę do kuchni po kawę, macie czas na śmiechy, chichy i litościwe, pełne niedowierzania, potrząsanie głową; i nawet możecie sobie myśleć, że oprócz tego czytam horoskopy, pluję przez lewe ramię, kiedy czarny kot przebiegnie mi drogę, a pod poduszką trzymam wszystkie swoje mleczne zęby na łańcuszku; nie wzrusza mnie to ;)

Dobra, już jestem. I słuchajcie.

Wróżka była normalna.
W sensie, że wyglądała normalnie, prawie tak, jak moja sąsiadka, tylko trochę inaczej. Nie miała żadnej chusty na głowie, mocnego makijażu, by pogłębić przenikliwe spojrzenie oczu, w chacie nie pachniało/śmierdziało kadzidłami i, co najważniejsze, nie zauważyłam nigdzie szklanej kuli. Posiadała też komputer.

Phi, co to za wróżka, no nie?

Ale spoko, nie powiem, PRZEJĘŁAM SIĘ, DOSTAŁAM ZAŁAMANIA NERWOWEGO I NIECH-MI-KTOŚ-PODA-SOLE-TRZEŹWIĄCE-NATYCHMIAST! Bo wyszło na to, że jedynym pewnikiem w moim życiu jest to, że nic mi się w nim, kurwa, nie ułoży.

No ekstra.

Ja tu do niej poszłam, żeby mi powiedziała, jakie będą pytania na egzaminie z morfologii w następny czwartek, a ona mi na to,
że nie zostanę starą panną (super?),
że się z tym mężem rozwiodę (jeszcze lepiej?)
i że nie będzie on typem intelektualisty, do jakich mam słabość przeogromną (no ładnie).
Za to będzie mi wszystko w domu reperował i żarówki wkręcał, że niby taki majsterkowicz, wiecie (szczęściara ze mnie, w nagrodę mu obiad ugotuję, słowo honoru).
I że będzie się kręciło wokół niego mnóstwo kobiet (dlaczego obstawiam opcję, że będzie babiarzem, a nie sprzedawcą w sklepie z damską odzieżą? choć w sumie, jak się zastanowić, jedno przecież nie wyklucza drugiego ;)

Ku większemu pokrzepieniu mego zbolałego serca dowiedziałam się, że z charakteru podobny będzie do mojej mamy (aaaaaa!), czyli że:
- będzie kochał mnie szalenie (pff, nie on jeden)
- będzie bardzo oddany rodzinie i domowi (no ja myślę!)
- będzie zrzędził (to naprawdę nic dziwnego, że się z nim rozwiodę; z mamą nie mogę z naturalnych przyczyn, bo kto mi da na fryzjera?)

No dziękuję bardzo. Podniosła mnie na duchu i odzyskałam chęć do życia oraz spokój ducha. Czas na jogę i ćwiczenie równomiernego oddechu.

(wdech)

Że już nie wspomnę o znaczącym fakcie, iż miejsca w życiu to ja sobie nie znajdę (no kto by się spodziewał…).

(wydech)

I że otworzę własny biznes? (taa. taaaaaa. jako wybitna humanistka, która nie opanowała do dzisiaj z tabliczki mnożenia ile jest 7×8, będę z pewnością sprzedawała z bratem plastikowe samochodziki na allegro. zajebiście.)

(wdech)

A że nie zrobię kariery i LEDWO skończę ‚dość prestiżowe’ studia, bo szybko i licznie zacznę rodzić dzieci to już wspomniałam? Nie? No kurcze, wyleciało mi z głowy.

(wydech)

Zaś najbliższe lata (wcale nie w odróżnieniu od tych późniejszych) będą pasmem uzasadnionego smutku, nerwów i samotności (radosna wiadomość dla Was – to znaczy, że pojawi się wiele notek na blogu ;)

(wdech i wydech)

A tak naprawdę, to martwi mnie tylko jedno usłyszane. Trafione w sedno, namacalnie, co do najmniejszego szczegółu. Tłumaczę sobie, że to zwykły przypadek.

Jakby ktoś chciał adres i telefon do naprawdę sympatycznej Pani Wróżki, to proszę kontaktować się z Gwiazdką, bo ja nie służę pomocą. Możecie zgadywać, dlaczego.

Buziaki.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

The boredom sets in nine to five, the quarrel makes me feel alive.

05 kwi

Mam ostatnio straszną fazę na pomarańcze. Gdzieś tak od dwudziestu minut. Mogłabym jeść je kilogramami i ciągle byłoby mało.

Bo się tak niemożliwie wkurzyłam, że muszę zająć ręce, aby komuś nie zasadzić prawego sierpowego. Ewentualnie nie wydrapać oczu lub nie rzucic telefonem o ścianę, bo i tak już ledwo się trzyma.

Nie wiem, może ja mam w sobie coś takiego, co powoduje, że pewne jednostki z lubością wycierają sobie buty o moje jestestwo, zamiast wycieraczkę przed frontowymi drzwiami? Może i jestem w zderzeniu z silnymi osobowościami zbyt łagodna. Może i zbyt mocno mam zakorzenione przekonanie, że nie warto wykłócać się o głupstwa.

Jednak cierpliwość i wyrozumiałość dla nieuzasadnionych fochów rozkapryszonej pensjonarki już mi się skończyła.

Game-kurwa-over.

Koniec z przymykaniem oczu i udawaniem, że nic. Koniec z przepraszaniem dla świętego spokoju lub idei, kiedy nie czuję się winna. Koniec przedkładania wartości przyjaźni nad wartość samej siebie.

Wiecznie chciałabym, żeby było dobrze. Więc poddaję się bez walki i próbuję zaszywać rozdarte, przyklejać łatki, wstążeczki, kokardki. Prząśniczka, kurwa mać.

Ale, o dziwo, ja też mam uczucia, też coś sobą reprezentuję i mój czas też jest cenny. Time is money, a ja nie zamierzam być wiecznie spłukana. Więc albo do kogoś to dotrze, albo farewell, my dear i do zobaczenia w zaświatach. Albo nie.

 
Komentarze (15)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

02 kwi
Mądrość.
Łagodność.
Cierpliwość.
Współczucie.
Zrozumienie.
Siła wiary.
Bezsilność i ograniczenia.
Cierpienie w milczeniu.
Pełna ufności akceptacja.

I szopka medialna.

Pewne rzeczy są dla mnie nie do pojęcia

.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS