RSS
 

Wbrew pozorom, notka ma wydźwięk optymistyczny.

29 kwi

Dobra, sytuacja przedstawia się tak, że na dzień dzisiejszy i godzinę 13:55, NIE JEST ŹLE. Oczywiście do stanu euforycznej radości i zadowolenia z życia jeszcze mi wiele brakuje, ale chwilowo trochę się odprężyłam i wyluzowałam. Nie wiem, na jak długo, pewnie gdzieś tak do 15:03, no ale nie będę się czepiała.

Bo puentą myślową wczorajszego wieczoru, który spędziłam nawet nie uwierzycie z kim, więc Wam nie powiem, było to, że już dość długo mam przejebane – od początku powstania bloga i jeszcze trochę. I że od tego czasu nawet raz nie byłam tak prawdziwie i beztrosko szczęśliwa. I że jeśli kiedykolwiek w życiu mi się wszystko pieprzyło spektakularnie, nic nie wychodziło, leciało z rąk na łeb, na szyje, waliło się i paliło, a ja nie potrafiłam w żaden sposób nad tym zapanować, to właśnie przez ostatnie dwa lata. I że w tym czasie nagromadziło się we mnie tyle znużenia, zniechęcenia i niewiary w cokolwiek, że moją osobę z uzasadnionych powodów można nazwać toksyczną oraz zamknąć w izolatce, dla dobra ludzkości, bo jedyne co potrafię na dzień dzisiejszy to: pluć jadem, stresować się profesjonalnie i marudzić (opcja zależna od jednostki towarzyszącej).

I na co dzień boję się, że nawet jeśli kiedyś przyjdą te lepsze dni, to ja już nie będę umiała się z tego cieszyć ani docenić, bo coś we mnie pękło. I że nie będzie mi już zależało na jędrnych pośladkach, będę miała w dupie płaski brzuch, zapomnę, co to żarty, a jedyne, na co będzie mnie stać, to warczenie na majsterkowicza, bezmyślne przełączanie kanałów telewizyjnych, wpierdalanie bombonierek i skarżenie w administracji na osiedlowych szczeniaków, ganiających hałaśliwie za piłką pod moim balkonem.

Ale teraz, wyjątkowo, mam ochotę wierzyć przez chwilę, że będzie dobrze, że się wyprostuje i ułoży (mam na myśli ŻYCIE, proszę nie mylić z penisem, bo to niedojrzałe jest i dziecinne). Bo jednak nadal istnieją mężczyźni, którzy mi imponują, przy których czuję się istotna i którzy mnie nie nudzą przeraźliwie. Więc może akurat następny spotkany taki facet pomyśli podobnie o mnie, mimo wszystko. I że nie odejdzie. I że znajdę sens, albo jakiś cel przynajmniej. I że przetrzymam, póki się nie naprawi. Bo tak.

 
Komentarze (7)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. oliwka

    29 kwietnia 2005 o 14:50

    Często bywam jednostką towarzyszącą. Oto ja! I nawet przez chwilę głupio mi się zrobiła, że wiecznie Cię opierdalam i sprowadzam chamsko na ziemię. No ale bądźmy szczere – ktoś to robić musi.
    Jestem pewna, że mi wybaczasz, tak?
    A w ogóle to skusi się na pewno jakiś nie majsterkowicz. Serio.

    Aha i nie wpierdalaj już słodyczy bo dupa Ci urośnie a wówczas to żadna złota rączka Cie nie pokocha:P

     
  2. Agusia

    29 kwietnia 2005 o 23:51

    Trzeba wierzyć w szczęście… więc wierz cały czas…! :)

     
  3. Gwiazdka

    30 kwietnia 2005 o 01:20

    ze niby jak sie ma gruba dupe to sie nie zasluguje na milosc?
    wypraszam sobie kurwa.

     
  4. kookai

    30 kwietnia 2005 o 11:43

    słodycze zamień na marchewki, a jeśli już musisz jeść coś „łakociowatego”- kupuj gorzką czekoladę z jej zawartością powyżej 60%:]
    Nie ma jak marchewka albo kalarepka na małego głoda:]
    pozdrawiam

     
  5. kookai

    30 kwietnia 2005 o 11:44

    słodycze zamień na marchewki, a jeśli już musisz jeść coś „łakociowatego”- kupuj gorzką czekoladę z jej zawartością powyżej 60%:]
    Nie ma jak marchewka albo kalarepka na małego głoda:]
    pozdrawiam

     
  6. Shea

    30 kwietnia 2005 o 12:40

    Dziękuję pięknie, doceniam ;) Ale może znasz też jakiś sposób, żeby przytyć? Przy czym zaznaczam, że pochłanianie pokarmów w tonowych ilościach nie przynosi efektu :) Zaś Oliwka to zarzuciła ten tekst ironicznie – tak naprawdę to mam sporą niedowagę i wyglądam jak dziecko holokaustu z zanikiem mięśni udowych ;) No a o pośladki dbać trzeba zapobiegawczo, bo wiesz.. widmo cellulitu i takie tam ;)))

     
  7. kookai do Shea

    1 maja 2005 o 09:34

    To zależy nie tyle od jedzenia, co od Twojej przemiany materii. Np. Wcale nie powinnaś jeść dużo, ale kalorycznie (coś, co zawiera duże ilości węglowodanów, ale przy tym nie jest szkodliwe, czyli np fastfood odpada:P), np. ryże (biały; ciemny czy parboiled są mniej tuczące), ziemniaki, sosy + makarony, wszelkie mączne potrawy (naleśniki, pierogi) itp
    Najlepiej poczytać o tym na jakiejś dobrej stronie internetowej:]]]
    O cellulit to ja się zacznę martwić ok 50-i:P:]]]

     
 

  • RSS