RSS
 

„Jak zaimponować Monice?” – poradnika część pierwsza.

15 kwi

Nie lubię mężczyzn nachalnych.
Takich, którzy wprost i bez ogródek proponują znajomość, natrętnie domagają się uwagi, namolnie i drażniąco pragną zawrócić mi w głowie, nawet, gdy jasno daję im do zrozumienia, że dokonać tego nie są w stanie, a któremu to procederowi niejednokrotnie towarzyszy stan wskazujący osobnika.

Za to bardzo cenię sobie mężczyzn dyskretnych.
Posiadających poczucie odpowiedniego dystansu w sytuacjach, kiedy trzeba go zachować, ale potrafiących szybko zrozumieć i wyczuć moment, gdy żaden dystans nie jest już potrzebny. Umiejących docenić intymność sytuacji intymnych i dwuznaczność sytuacji dwuznacznych. Uwielbiam, kiedy mężczyzna potrafi natychmiast zrozumieć, o co mi chodzi, kiedy w mig odczytuje grę i zasady.

Nie lubię facetów problematycznych.
Takich, którzy czepiają się każdego słowa, żarty odbierają poważnie, a spraw poważnych nie potrafią obrócić w żart. Którzy dąsają się i obrażają za głupstwa, w każdej wypowiedzi widzą zniewagę i którym bliżej do rozkapryszonej divy niż Whitney.

Ale fascynują mnie mężczyźni pewni siebie.
Którzy znają swoją wartość i nie zakładają maski fałszywej skromności, bo tak wypada. Którzy wierzą w swoje możliwości i sprawiają, że ja zaczynam wierzyć w nich. Którzy posiadają zasady nie dla potrzeb scenariusza, ale po to, by się tychże zasad trzymać. I takich mężczyzn się boję. Posiadają niesamowity dar niszczenia.

Nie lubię facetów zarozumiałych.
Takich, którzy myślą, że są w stanie zaciągnąć mnie do łóżka tylko dlatego, że bez specjalnych starań byli w stanie przelecieć wszystkie wcześniej spotkane laski na swojej drodze. Dla których mój uśmiech jest równoznaczny ze zgodą na bzyknięcie, zaś zimny prysznic, kiedy okazuję się, że bzyknąć to oni mogą co najwyżej ławkę w parku, stanowi przyczynek do określenia mnie mianem suki. Oh, well.

Kocham mężczyzn z poczuciem humoru.
W towarzystwie których, nie bacząc na konwenanse, śmieję się głośno i nieustająco. Którzy są w stanie doprowadzić mnie jednym stwierdzeniem do niepohamowanego ataku, kiedy spadam z krzesła, turlam się po podłodze i nie mogę wydobyć z siebie nic, poza ograniczonym bełkotem, że zaraz pęknę ze śmiechu. Spotkałam w życiu dwóch takich facetów.

Koniec części pierwszej.

 
Komentarze (9)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. meidli

    15 kwietnia 2005 o 21:07

    no nic o ograch…:)

     
  2. fiSh

    15 kwietnia 2005 o 23:03

    byłaś z obydwoma ?

     
  3. devil by late night

    16 kwietnia 2005 o 01:41

    Nie lubie, lubie, nie lubie, lubie, nie lubie, kocham :) Fajny uklad…ale mogloby byc wiecej o tym co lubisz :)))

     
  4. devil by night

    16 kwietnia 2005 o 13:11

    Rozumiem, ze to teoria a czy zaproponujesz jakies warsztaty do tego poradnika :))) ?

     
  5. Shea

    16 kwietnia 2005 o 13:46

    fiSh: Z jednym. Drugi to mój brat ;)

    devil: No i nie zrozumiałeś ;D Tego nie można wyćwiczyć na warsztatach, to jest dar wrodzony ;))

     
  6. devil by night -> Shea

    16 kwietnia 2005 o 17:16

    To bylo napisane „zartobliwie” wiec nie bralbym tego na powaznie ;)

    UWAGA SPROBUJE JESZCZE RAZ
    KOMUNIKAT:

    Jesli zobaczysz Monike turlajaca sie i belkoczaca cos ze smiechu, za wcale nie nachalnym, pewnym siebie, usmiechnietym, dyskretnym, i nie robiacym z tego problemu a wrecz obracajacym to w zart mezczyzna (czy cos pominalem?) – to znaczy, ze to jest jej maz :-) BEWARE !

     
  7. Agusia

    16 kwietnia 2005 o 23:43

    Interesujące… czekm na dalszą część… :D

     
  8. fiSh

    17 kwietnia 2005 o 00:22

    fajnie chyba mieć takiego brata, haha

     
  9. Shea

    17 kwietnia 2005 o 11:45

    Agusia: Czyli już się nie wymigam od wyjawiania reszty sekretów? ;)

    fiSh: Nie zaprzeczę. Ostatnio zadzwonił do naszej WŁASNEJ babci, przedstawił się jako ksiądz Rydzyk i wmówił kobiecinie, że wygrała radio z czerwonym podświetlaczem ;P Drań :D

     
 

  • RSS