RSS
 

Archiwum - Marzec, 2005

The edge of reason.

26 mar

Wiecie, miałam taki plan, że najpierw skończę studia, a później się zabiję. Jednak, biorąc pod uwagę ostatnie wypadki, wychodzi na to, że jeśli faktycznie pierwsza zależność musi być spełniona, aby nastąpiła druga, to będę żyła jeszcze bardzo, ale to bardzo długo. W związku z tym nie pozostaje mi nic innego, jak publicznie użalać się nad sobą na blogowym podwórku. A co. Pokój se sprzątnełam, Bridget obejrzałam, kawę wypiłam, umówiłam się na jutro i naprawdę w chwili obecnej nie mam nic lepszego do roboty. To zaczynamy.

Hm.
Hmm.
Hmmmmmmmmmmmm.

Mam problem.
Nie wiem, na co narzekać.
Dziwne.
Muszę się skoncentrować, dajcie mi chwilkę.
Na pewno zaraz znajdę jakiś fajoski powód do depresji. Przecież ja nie potrzebuję długiego ciągu zdarzeń przyczynowo-skutkowych – wystarczy, że zaświta mi w głowie nie do końca zdefiniowane hasło, a w pięć minut rozkręcę się i umiejętnie, z wprawą je wyolbrzymię, wchodząc w stan głębokiego załamania..

Oho, chyba coś znalazłam..
A nie, pomyłka.
Myślę dalej.

Myślę, myślę..
I nic.
Cholera.

Nie mogę znaleźć sensownego powodu do narzekania. NOT A SINGLE ONE. Wyjątkowo skończyły mi się pomysły na pseudodramaty. Nie wiem, jakim cudem i w tej sytuacji czuję się, co najmniej, NIESWOJO. To straszne. Może powinnam się leczyć?

Hm.

Teoretycznie mogłabym, na przykład, napisać coś wesołego i interesującego. Ale nie-e, gdyż wówczas mój bloguś straciłby swój niepowtarzalny, ponuro-marudny charakter i wtedy już nic nie byłoby takie, jak kiedyś.
Poza tym radosny wpis nie będzie mi do szablonu pasował.

Dobra, ide sobie. Może jutro coś mnie odpowiednio przygnębi. Trzymajcie kciuki.

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Miss Hyde is back, czyli wielki powrót na scenę.

23 mar

Kochane dzieci, zapiszcie sobie dzisiejszą datę w kalendarzu i dobrze ją zapamiętajcie, albowiem jest to dzień mego blogowego powrotu, który możecie obwołać świętem narodowym, albo przynajmniej uczcić wykwintną kolacją przy czerwonym winie. Co prawda jest to comeback nie tak spektakularny, jak powinien, gdyż zamiast wysoko podniesionej głowy, ujmującego uśmiechu, fryzury z salonu piękności i błyszczących oczu, prezentuję w chwili obecnej widok dość żenujący, pochylając się nad klawiaturą z załzawionymi od gorączki oczyma, spuchniętym gardłem oraz włosami, których nie czesałam od wczoraj, licząc w cichości ducha, że następny krwotoczek z nosa nie nastąpi, póki nie skończę tej notki. Wizji potwora z Loch Ness nie mogę nawet obalić czarującym głosem i fantazyjną gadką, gdyż jeśli jakiekolwiek dźwięki są w stanie wydobyć się z mych ust, przy niebotycznej pracy przepony, przypominają raczej skrzek kastrowanej żaby, aniżeli słowotok delikatnego dziewczęcia. Jak zwykle okaz zdrowia i urody. Tym samym chciałam powiedzieć, że jestem chora i że tęskniłam za Wami :) No.

Jeśli zaś chodzi o rzeczy przyjemniejsze i napawające chęcią do życia, jakie miały miejsce w ostatnim czasie w moim świecie, to mogę na przykład wymienić fakt, że na jednej uczelni podziękowali mi za współpracę, z powodu braku współpracy z panią od gramatyki praktycznej, zaś na drugiej straciłam stypendium, nie złożywszy indeksu na czas i tylko cudem ocaliłam swój bezcenny ITS, który pozwala mi w zasadzie nic nie robić od sesji do sesji.
I o ile pierwszy incydent zburzył mi świat pomiędzy godzina 21:03 a 2:40, kiedy to siedziałam i płakałam, póki sie nie położyłam i zasnęłam, reprezentując dojrzałe podejście Senkju, fakju, gudnajt, o tyle drugi fakt nadal mnie przygniata swoimi konsekwencjami, bo miałam na celowniku milion trzysta czterdzieści osiem książek do kupienia plus Bridget na dvd, a teraz to wiecie, mogę nabyć co najwyżej program telewizyjny i coldrex na gardło o smaku cytrynowym.

Dobra, idę robić U. pasemka. Wrócę, jak skończę. Albo później, jak już mnie brat do komputera dopuści.

Stay tuned.

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS