RSS
 

Archiwum - Luty, 2005

Wszystko pod kontrolą.. tak jakby.

26 lut
Nie uwierzycie, jaka jestem zajęta. Nie mam wręcz czasu oddychać. Urwanie głowy z każdej strony. Terminy mnie gonią jak opętane, a ja dzielnie z nimi walczę.

Nie mam chwili do stracenia. Muszę lecieć. To cześć.

No dobra, na moment zostanę. Nie dłużej niż 2 minuty i 38 sekund, bo jak się oderwę od pracy, to trudno mi będzie ponownie się na niej skoncentrować. A muszę, bo wtorek już tuż tuż.

Dwoję się i troję. Od godziny 17:00 (dobrze pamiętam, że robienie czegokolwiek należy zaczynać tylko o pełnych godzinach) zdążyłam:

- uczesać się (wreszcie!)
- zrobić kawę (normalne)
- wypić kawę (jak wyżej)
- zrobić herbatę (jak to herbata. zwykła. z cukrem)
- zjeść kanapki
- przełożyć notatki z biurka pod biurko
- ponownie rozłożyć notatki na biurku
- otworzyć worda, żeby napisać 7 konspektów
- zamknąć worda
- otworzyć worda i go zminimalizować
- pograć na onecie w scrabble
- wejść na gg na niewidoczny (żeby nikt mnie nie zagadywał, bo jestem strasznie zajęta przecież)
- odezwać się do 8264725641015928623 osób, żeby im dać znać, że jak coś, to ja tylko się ukrywam i tak naprawdę jestem; i gdyby czuli potrzebę opowiedzenia mi o problemach egzystencjalnych swojego psa, świnki morskiej lub pogadać o pogodzie, to ja zawsze jestem w pogotowiu, żeby ich wysłuchać; i nieważne, że jestem potwornie zajęta, no. (dobrze, że się odezwałam, bo jednego kolegę bolał brzuch; nie wiem, doprawdy, co by zrobił w takiej sytuacji, gdyby nie mógł mi się z tego zwierzyć na gg)
- przejrzeć jakie mam filmy, które byłyby warte, aby je obejrzeć (żadnych)
- napisać 4 smsy
- popatrzyć smętnie na książki do przeczytania, których przeczytać nie mam czasu, bo tyle mnie czeka roboty na wtorek
- umówić się na jutrzejszy wieczór (nie wiem, jak się wyrobię!)
- spojrzeć na notatki tak intensywnie, że aż mnie zemdliło
- napisać notkę

Słowo daję, jeszcze nigdy nie zrobiłam tak wiele w tak krótkim czasie. Mam coraz realniejsze szanse, by zdążyć ze wszystkim na wtorek.

Teraz Muszę Odpocząć.

 
Komentarze (23)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Humpty Dumpty sat on the wall, Humpty Dumpty had a great fall.

25 lut

Obudziłam się dzisiaj i poczułam złowróżbnie, że żyć mi się nie chce. Więc szybko zasnęłam powtórnie w nadziei, że do następnej pobudki mi przejdzie. Nie przeszło, ale co tam.

Moja demotywacja do wszystkiego osiąga apogeum. Ziew.

Rany, dlaczego ktoś nie wymyśli takiego przycisku na pilocie, którym można byłoby przewijać szare dni i włączać PLAY na tych fajniejszych? No dlaczego, bo ja nie wiem.

Albo żeby tak dostawać o siódmej rano smsa z prognozą pogody dla emocji. UPRASZA SIĘ O NIEWSTAWANIE DZISIAJ Z ŁÓŻKA, TO BĘDZIE DRĘTWY DZIEŃ. Przecież bym została z ochotą.

U Was też taka nuda? Nie? Tak myślałam. Ziew.

Co by tu porobić?

W radio wydziera się jakaś gwiazdka polskiej sceny muzycznej, dowodząc, że nie tylko ja nie potrafię śpiewać. Z bełkotu wyławiam tylko, że coś o łzach traktuje, że niby dwanaście. Hm.. Jak dwanaście to niewiele sobie popłakała. Ziew.

Dobra, zajrzę do ubezpieczeń. Przydałoby się w końcu zaliczyć w ten wtorek. Pewnie takie nudy, że szkoda pisać.

Okej, zajrzałam i rzeczywiście nudy. Przy okazji zorientowałam się, że przecież produkt też mam do zaliczenia, zapomniałam zupełnie. Produkt turystyczny jest fascynujący even more. Też na ten wtorek. Ziew.

Ciekawe, czy Brad Pitt rozwiedzie się z rozmemłaną Jennifer Aniston? Ja bym się rozwiodła.

Hm. Popłakałabym sobie, ale mi się znudziło.

Co za dzień.

Może lepiej poczytam coś do egzaminu z metodyki na ten wtorek.

A może lepiej nie.

Threescore men and threescore more
Could not place Humpty as he was before.

Idę na gg.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Tematu dzisiaj nie będzie, bo mam grypę.

23 lut
No proszę. Aura gospodarnej dziewuchy otacza mnie niczym obłok papierosowego dymu Marlenę Dietrich. I propozycje małżeństwa sypią się jak asy z rękawa pokerowego szulera.
Do tej pory myślałam, że muszę dbać o talię, mieć jędrne pośladki i uśmiechać się oszałamiająco. A tu nie. Wystarczy, że potrafię zrobić faworki i na czas złożyć odkurzacz. Wtenczas mogę wyglądać nawet jak Benny Hill, a oni i tak mnie kochają. Pokrzepiające.

Propozycje jednak zostały odrzucone, wciśnięte w najdalsze zakamarki świadomości, nie dopuszczamy do siebie myśli, że ktoś coś naprawdę, dobrze mi samej i tego się trzymamy.

Zamiast tego przyjęłam na swe gościnne pokoje przyjaciółkę. Chcąc uchować jej kurtkę przed pyłem i kurzem, powiesiłam ciuch na drzwiach jedynego pokoju, do którego macki remontowe prawie nie sięgnęły. Zapomniałam tylko, że drzwi były ŚWIEŻO POMALOWANE, spoko.

Nie wiem, jak te koleżanki ze mną jeszcze wytrzymują. Może ufają, że chciałam dobrze? Bo innego wytłumaczenia nie znajduję. (naprawdę chciałam dobrze).
A może przyzwyczaiły się i zaakceptowały fakt, że u mnie w domu zawsze wszystko stoi na głowie, czego dowiódł chwilę później mój brat, wychodząc z psem na wieczorny spacer. Niby nic wielkiego, tylko ZAPOMNIAŁ WZIĄĆ PSA. No ojejku :)

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

desperate housewife.

21 lut
Boże.

A więc stało się i odchodzisz..
Tfu, to nie ta piosenka.

Stało się.
JESTEM KURĄ DOMOWĄ.
Sprzątam, piorę, gotuję. Żadnej pracy się nie boję.

W życiu piękne są tylko gary…

Przez ponad dwadzieścia lat próbowałam uniknąć losu naszych babek i prababek, ale jak widać, przeznaczeniu umknąć nie można.
Remont w mieszkaniu odmienił moje życie.

To jest lek na całe zło..

Wreszcie dostrzegłam cel swego istnienia. A tym celem jest wojna z bałaganem. Spędzanie czasu na wylegiwaniu się z książką w ręku to już przeszłość. Zastępczo zabijam wszelkie zarazki. NA ŚMIERĆ.

Tylko mop mi do szczęęęścia wystaaarczy..

Dzień mija szybko, gładko i przyjemnie.
A jeśli moja frustracja sięgnie zenitu, to najwyżej komuś przypierdolę.

Oh, woman.. Hell woman..

W sumie dobrze. Skoro ani faceta, ani kariery, to przynajmniej podłogi czyste będę miała.
I chuj.

I need some hot stuff baby this evening..

Se herbatę zrobię.

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

In self we trust.

18 lut
Proszę się do mnie NIE ODZYWAĆ.
Bo tak.

Bo nastawiłam się psychicznie, że pójdę dzisiaj na koncert jazzowy.
PSYCHICZNIE się nastawiłam, rozumiecie? I bardzo chciałam iść. I cieszyłam się, że pójdę. I byłam wesoła cały dzień. I nie narzekałam od samego rana. I w ogóle.
Nawet fizyczne zabiegi w tym celu poczyniłam (ułożyłam włosy, zrobiłam makijaż, wypiłam kawę). Bo bardzo chciałam iść.

A teraz przeżywam dramat.
No dobra, może nie taki od razu dramat, ale przynajmniej solidną załamkę.
Bo bardzo chciałam iść i nie poszłam.

Nie miałam z kim.

(tak, wiem, że inni mają swoje życie i nie będą śmigali na koncerty jazzowe tylko dlatego, że ja sobie tego spontanicznie zażyczę. WIEM.)

Ale tak BARDZO chciałam iść.
Nic na to nie poradzę.

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozmowy kontrolowane, czyli o czym rozmawiają baby.

17 lut
Pewnie myślicie, że o facetach?
O nie.
Ani o facetach, ani o penisach. Ani nawet o lakierach do paznokci.

Shea (0:40)
lepiej mów, czym ten ktoś tak Ciebie wkurzył
Shea (0:40)
wyrzuć to z siebie
Shea (0:40)
połóż się na kozetce..
Shea (0:40)
pozwól, by ogarnęła Ciebie fala zen…
Shea (0:41)
(nie mam pojęcia, co to fala zen)
Shea (0:41)
ale niech Ciebie ogarnie…
Shea (0:41)
odpręż się..
Shea (0:41)
i mów
Justyska (0:41)
widzę ktoś tu ma doświadczenia z kozetką
Shea (0:41)
no ba..
Shea (0:42)
ja to muszę rozgłaszać na prawo i lewo, żeby wszyscy wiedzieli, ZE ON MNIE NIE CHCE
Justyska (0:43)
nie no proszę Cię nie mogę przez Ciebie się podołować nawet
Justyska (0:43)
zaraz się zsikam ze śmiechu
Justyska (0:45)
chyba dziś Ciebie ta fala zen zaatakowała
Shea (0:45)
wiesz.. możesz się dołować..
Shea (0:45)
mam pomysł
Shea (0:46)
podołujmy się razem!
Shea (0:46)
serio, chodź się podołujemy… mogę zaczynać
Shea (0:46)
bo weź.. mnie to nikt nie kocha i nikt mnie nie lubi…
Shea (0:46)
i mam krzywe nogi
Shea (0:47)
i będę miała rude dzieci i inne dzieci w przedszkolu będą się z nich wyśmiewały..
Shea (0:47)
ale mam dola..
Shea (0:47)
a Ty?
Shea (0:47)
bo u mnie to jeszcze jest problem, ze on mnie nie chce..
Shea (0:48)
co prawda ja też go już nie chcę, ale i tak mam doła, że on mnie nie chce..
Shea (0:48)
ale mam dola, ojapierdolę..
Shea (0:48)
i jeszcze kris mnie nie chce..
Shea (0:48)
i brus willis tez mnie nie chce
Justyska (0:48)
czekaj, muszę kupić sobie przed tą rozmową jakiegoś pampersa, bo nie wytrzymam zaraz
Shea (0:49)
kurcze, ja mam doła, a Ty o sikaniu, no wiesz..
Shea (0:49)
ojojoj.. ale mam doła..
Shea (0:50)
kurcze… i jeszcze mam duży brzuch
Shea (0:50)
ale to nie przez doła, tylko dlatego, że się najadłam
Justyska (0:50)
gdzie ten brzuch masz?
Shea (0:50)
a jadłam z rozpaczy, bo mam doła, bo on mnie nie chce
Shea (0:51)
ojaaaaa, ale dol.
Shea (0:51)
no nic, ja tak gadu gadu, a nawet nie zapytam, co tam u Ciebie?
Justyska (0:52)
eee nic – leże ze śmiechu na podłodze
Shea (0:53)
to milo z Twojej strony.
Shea (0:53)
ja nie bardzo mogę się śmiać, bo mam doła
Shea (0:53)
ojaaa, doooła maaaaam
Justyska (0:54)
niemożliwa jesteś
Shea (0:55)
okej, to mów Ty, bo ja to mam takieeeego doła, że nie mogę pisać nawet
Shea (0:55)
tak mnie przygniata to wszystko
Justyska (0:58)
ja wysiadam – nie dam rady już się śmiać…..
Justyska (0:58)
time
Shea (0:59)
no jak uważasz. ja to sobie tak skromniutko posiedzę w ciszy.
Shea (0:59)
ja i mój doł.
Shea (0:59)
we dwójkę sobie posiedzimy
Shea (0:59)
i nie wiem.. może pośpiewamy sobie piosenki..
Shea (1:00)
albo pogramy w karty
Shea (1:00)
najlepiej w wojnę, bo to taka dołująca gra..
Justyska (1:01)
daj już spokój :) ja przez Ciebie przechodzę z jednej skrajności w inną :)

Refleksje końcowe:
- nie mogę tego dłużej ukrywać – MAM DOŁA
- jestem monotematyczna i nie dopuszczam rozmówców do słowa
- uwielbiam Justynę-z-IV-piętra :)

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

This isn’t right. This isn’t even wrong.

16 lut
Że niby trzeba żyć na pełnych obrotach, tak, jakby nie było jutra?
Jasssne.
Ale ściema, mówię Wam.

Niech mi ktoś jeszcze raz spróbuje takie pierdoły opowiadać, to, słowo daję czy daję słowo, że natychmiast spoliczkuję takiego bezczelnego agitatora, pozwę go do sądu, a najlepiej zastrzelę, jako że niekoniecznie wierzę w efektywność wymiaru sprawiedliwości.

Bo wiecie. Ja się kiedyś nabrałam.
Że trzeba korzystać z życia, nie oglądać za siebie i nie wybiegać myślami za daleko w przyszłość.
Sratatata.
Od tego czasu zawsze pod koniec miesiąca zaczęło mi brakować pieniędzy, zaś moje życie stało się ciągiem entuzjastycznie popełnianych pomyłek i głupot. Tak, tak. Zapomniano mnie uprzedzić, że prędzej czy później przyjdzie zapłacić cenę za spontaniczność, optymizm i nieasekurancką postawę wobec świata.

Nie wiem, czym podpadłam Wszechmogącemu, że odebrał mi pewnego dnia zdrowy rozsądek i zdolność do nieemocjonalnej oceny sytuacji. Przecież nie palę i nie zazdroszczę bliźniemu swemu. Zamiast tego zafundował mi nadmierną dawkę uczuć, hormonów, oczekiwań i wiary w tę prawdziwą, niezniszczalną i szaloną miłość, dla której watro poświęcić wiele.
Bla bla bla.
Jak mnie chciał ukarać (nie wiem, za co), to mógł mi przecież sprezentować rude włosy, duże uszy, albo IQ poniżej temperatury pokojowej na Alasce, zamiast serwować takie ciosy poniżej pasa.

Niby nic się nie wydarzyło. Niby jest normalnie. Niby olewam to sikiem falistym.

Ale gdzieś we mnie włącza się automatycznie ta samonapędzająca machina rozwianych nadziei i zdeptane serce, które odzywa się wbrew mojej woli i racjonalnym argumentom. Funduje huśtawkę nastrojów i reakcji na Obcego, której rozpiętość na przestrzeni 5 min. potrafi wahać się od głębokiego jak Rów Mariański rozczulenia, do tak niebotycznego wkurwienia, że gdyby zamienić je na energię, to dostarczyłoby światła na co najmniej tydzień każdemu miastu wielkości Nowego Jorku, łącznie z przedmieściami.

Że już nie wspomnę o tym, iż przecież i tak NIC NIE MA SENSU.

I boję się, że każde kolejne doświadczenie będzie mi uświadamiało, że ostatnie prawdziwe uczucie to było te, które łączyło Mistrza i Małgorzatę. I że pewnie i tak nie miało swojego odpowiednika w rzeczywistości, a było jedynie komercyjnym chwytem lub niezrealizowanym marzeniem Bułhakowa.

I tyle.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dzisiaj walentynki. No proszę, a ja taka nieuczesana.

14 lut
To ja może coś napiszę.
Oczywiście będzie wiadomo o czym.

Tak na dobrą sprawę, to ja nie czaję, o co chodzi w tych całych walentynkach. Bardzo możliwe, że jest to niewiedza spowodowana brakiem doświadczenia w tejże materii, tak samo jak na przykład nie wiem, o co chodzi w chirurgicznych operacjach na otwartym sercu lub hebrajskim alfabecie. Nie upieram się.

Ale tak sobie myślę, że jest to dzień nie dla zakochanych, lecz dla facetów. Bo faceci to ślepe tumany i trzeba było wymyślić takie święto, co by im przypominało, iż nalezy wybrance od czasu do czasu kupić jakiegoś zdechłego kwiatka, bo kobieta potrzebuje adoracji jak ryba wody.

Walentynki to wymyślna komercyjna tortura, pogrążająca w jeszcze większej depresji już pogrążonych w depresji oraz jedna z przyczyn coraz częstszych przypadków zachorowań na bulimię, jako że skłaniają do odruchów wymiotnych na widok wszystkich witryn sklepowych, przyozdobionych infantylnymi czerwonymi serduszkami, żałosnymi, choć w zamierzeniu romantycznymi, kartkami z wyznaniami I LOVE YOU DO BÓLU, A MOJE ŻYCIE BEZ CIEBIE, OCH, NIE MA SENSU. Ale nie wiem dokładnie, bo na przykład ja słyszę w walentynki od mojej jedynej byłej życiowej miłości, że chciałby o mnie zapomnieć. Oh, well. Powodzenia. Obiecuję nie przesłać najbliższą pocztą swojego zdjęcia z dedykacją.

Co więcej, całą szopkę walentynkową zorganizowano w środku lutego, żeby taka zbolała dusza mogła zapaść się swobodnie w głębokim śniegu i umrzeć w nim samotna i opuszczona, w głębokich ciemnościach i przy temperaturze –100.

I chociaż możliwe, że kryjące się przesłanie zauważenia wartości swojej drugiej połówki przynajmniej raz w roku jest zaiste chwalebne, to jednak twardo i zaciekle będę upierała się, iż walentynki są świętem bezlitosnym. Nie, nie głupim, ale właśnie bezlitosnym. Mimo, iż osobiście nieszczególnie dotykają mnie te wszystkie serduszka dookoła, przez które wcale nie czuję się bardziej samotna niż zwykle, to jednak potrafię sobie wyobrazić, że mogą być bolesne dla innych, należących do niesparowanej części populacji i powodować dodatkowe ukłucie zazdrości czy bardziej gorzkie niż zwykle łzy w momencie przykładania wieczorem głowy do poduszki.
Ludzi samotnych dotykają w przedziwny sposób szczęśliwe uśmiechy mijanych na ulicy par, ich czułe gesty, szepty i zakochany wzrok, przeznaczony tylko dla tej jednej jedynej osoby. Rani ich to nie dlatego, że żałują innym radości życia, ale właśnie dlatego, że są samotni. I nie potrzebują dodatkowego katowania masowym szałem w formie walentynek, które niosą ze sobą wszystko to, za czym samotni tęsknią, o czym marzą i czego pragną.

No ale co ja mogę w związku z tym zrobić? Napisać do prezydenta?

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Gdyby można było nie dbać w życiu o konsekwencje,

02 lut
to wsiadłabym do pierwszego pociągu. Ale nie byle jakiego, o nie. Do intercity bym sobie wsiadła.

A później to nie wiem.

Ameryki pewnie nie odkryję, ani nawet grobu Tutenchamona, kiedy powiem, że czasami ludzie, których spotykamy, mają na nasze życie większy wpływ, niż my sami i że później nic nie jest takie, jak było. A wszystko zdarza się w najmniej oczekiwanym i najmniej odpowiednim momencie.

Mija mi styczniowa depresja.

Rispekt.

 
Komentarze (15)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS