RSS
 

Archiwum - Grudzień, 2004

unplugged.

31 gru
Ratunku!
Zaraz muszę wychodzić.

Ale zanim wyjdę, chciałabym Wam, Kochani, każdemu z osobna i wszystkim kolektywnie, życzyć, abyście w tym Nowym Roku, który zacznie się już za chwileczkę, już za momencik, żebyście w Tym Roku właśnie dostali od losu tego, o czym najbardziej marzycie i czego potrzebujecie.

Żeby samotni znaleźli cudowną drugą połówkę.
Żeby nieszczęśliwi otrzymali worek radosnych chwil.
Żeby zniechęceni dostrzegli nadzieję.
Żeby co biedniejsi trafili szóstkę w totka i mogli powiedzieć co? Że teraz to im to lotto.

I jeszcze dystansu do siebie, Wam życzę,
poczucia humoru na każdy dzień tygodnia,
wesołych przyjaciół,
fantastycznych imprez bez kaca,
komedii romantycznych w kinie i życiu,
żadnych łez,
szalonych kochanków,
spontanicznych wycieczek,
uznania w oczach profesorów i szefów,
czasu na odpoczynek,
cierpliwości wobec rodziców, urzędników bankowych i pracowników błękitnej linii tpsa,
ramienia, na którym można się wesprzeć, wypłakać i pomarudzić,
aresztowanych autobusowych kieszonkowców,
pięknych partnerów i inteligentnych samochodów,
współpracujących komputerów i internetu bez 22% VATu.

Albo, żebyście byli szczęśliwi, tak po prostu ;)

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

I’m about to lose control and I think I like it.

30 gru
Tak sobie myślę, że by wypadało w końcu stworzyć jakąś ambitną notkę, pełną przesłań, mądrości i prawd życiowych, taką niebanalną, odkrywczą i wysoce interesującą.

Niestety, nie mogę.

Jestem bowiem strasznie przejęta rolą typowej kobiety, rolą jakże mi obcą, kiedy to spędzam pół dnia na układaniu włosów, drugie pół na wybieraniu kreacji, a trzecie pół na odnawianiu zakurzonych kontaktów towarzyskich, ewentualnie nawiązywaniu nowych.

Przez to wszystko nie mam czasu się wyspać. Trafiam do łóżka o trzeciej rano, sen spływa na mnie w okolicach siódmej, o dziesiątej muszę wstać. Przez resztę dnia czuję się jak sflaczała dętka od powojennego trabanta. Na nogach trzyma mnie tylko kawa z mlekiem, nowe piosenki Kaśki Groniec i kac, będący pozostałością poprzedniego wieczora.

Chwilowo mam puste życie i dobrze mi z tym. Chwilowo.

A poza tym to śnieg dalej nie chce spaść. Bezczelny.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Koleeejny raz zgubiiiłam swój rozsąąądek

28 gru
Kurcze, no nie wiem.

Sytuacja podbramkowa.
Spodobał mi się taki jeden facet.
Zgroza, mówię Wam.

Ale tak naprawdę mi się spodobał.
Nie że tylko na chwilę, na uczelnianym korytarzu, a po pierwszej rozmowie cała fascynacja mija.

Normalnie zaczepiłam na Nim oko dwa dni temu i nadal mi wisi.

Bo ja to potrafię swobodnie oprzeć się przystojniakom, Georgeom Clooneyom i wszelkiego rodzaju Don Juanom.

Ale jak tylko facet potrafi sprawić, że czuję się przy nim głupio jak dekiel, to już koniec.
Mój koniec, nie jego.

Tak, tak. Mam słabość do jednostek, w które mogę ślepo patrzeć wzrokiem debila.

No ale nic. Zupełnie. Wielkie mi halo.

Jestem spokojna i kontroluję swoję myśli.
Nie dam się ponieść emocjom, bo to mi nie wychodzi na zdrowie.
Nie zbliżę się do nikogo i nikomu nie dam zbliżyć się do siebie. Jak ktoś chce podejść, to na własne ryzyko.
Jestem panią siebie.
Nie stracę głowy.
Wdech i wydech.
Wdech i wydech.
Wdech i wydech.
Jestem spokojna, zrównoważona i nie będę o nim myślała nawet sekundy dłużej.
Ani se-kun-dy.
A jutro zapiszę się na jogę.
No.

O Boże, Boże, Boże!
Spraw, żeby nie dotarł na tę imprezę sylwestrową, co to się na nią wybieram. Proszę. Nie żeby od razu złamał sobie po drodze nogę, ale żeby na przykład deszcz zaczął padać, a on nie miał parasolki. Plissss!

Aaaaaaaa!
W CO MAM SIĘ NA TEGO SYLWESTRA UBRAĆ?!?!

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Mission impossible: sprzątam.

22 gru
Miałam ekstra plan.
Tak.
Jeszcze wczoraj go miałam.

Plan był mianowicie taki, że przyjadę do domu, położę się do łóżka, włączę Patricię Kaas, wyłączę się na świat i zacznę umierać z miłości. Najprawdopodobniej z miłości do Czerkawskiego, jako że nie widzę na horyzoncie żadnego innego mężczyzny wartego, abym do niego wzdychała i z miłości do niego umierała.
No.
Plan, jak sami widzicie, przepiękny.

Ale dzisiaj okazuje się, że nici z planu, bo muszę sprzątać. Bez sensu.
Przyziemność dnia przedświątecznego zniwelowała cały drzemiacy we mnie romantyzm. Ech, życie.
I nie rozumiem, jak to możliwe, że moja siostra nie wyrobiła się ze sprzątaniem naszego (czyli Jej) pokoju na czas świąt. Może nie miała czasu, taaaak? SORY, ale wiedziała, że się zbliżają. Wiedziała to już od stycznia 2004. Więc miała WYSTARCZAJĄCO DUŻO czasu. Może nie?

A poza tym, to nawet nie przyznam Wam się, co zrobiłam, a raczej czego NIE zrobiłam.
No dobra, przyznam się.

Bo miałam wracać do domu wcześniej. W piątek. Poprzedni. Wiecie, taki PLAN miałam.
Ale myślę sobie: Nie, zostanę do wtorku, zaliczę ten egzamin poprawkowy z produktu. Zostanę w ramach pokuty za to, że leniłam się podejść do niego w pierwszym terminie. Niech moje lenistwo kosztuje mnie całe 4 dni mniej w przyjaznym dla mojej duszy środowisku.
Tak sobie pomyślałam i tak zrobiłam. Znaczy się nie pojechałam.
I patrzcie.

Piątek: nic nie robię, zwisam z fotela, oglądam Bonda i czekam na wtorkowy egazmin

Sobota: nic nie robię, zwisam z fotela, oglądam Everybody says I love you i czekam na wtorkowy egzamin

Niedziela: nic nie robię, zwisam z fotela, oglądam inne shity i czekam na wtorkowy egzamin

Poniedziałek: nic nie robię, zwisam z fotela, nic nie oglądam, nudzę się przeraźliwie i czekam na wtorkowy egzamin

Wtorek: Nie poszłam na egzamin. ZASPAŁAM. Aaaaaaaaaaaa!!!

I już nic więcej nie dodam.

No może powiem Wam jeszcze tylko, że ładnie wyglądam. Ale to nic niezwykłego przecież ;)

To do usłyszenia później, pa.

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Biorytm fizyczny i emocjonalny wyjątkowo niekorzystny.

16 gru
To prawda, zdarzały się sytuacje, że musiałam być za kogoś lub za coś odpowiedzialna, że mierzyłam się z decyzjami wymagającymi sporej dawki rozsądku, że mieszkałam tu i tam, bywałam niezależna finansowo i tak na dobrą sprawę, to już dawno przestałam być nieśmiałą córeczką rodziców.

A mimo to nie czuję się na moje 23 lata, nie mogę uwierzyć, że sporo już w życiu widziałam. Ciągle wydaje mi się, że mam najwyżej lat siedemnaście i prawo do bycia infantylną, roztrzepaną oraz do zmiany poglądów każdego dnia, bo przecież jest jeszcze mnóstwo czasu na ich ostateczną weryfikację i uporządkowanie. Odnoszę wrażenie, że wszyscy wokoło są poważniejsi, bardziej poukładani, dojrzalsi o niebo i pewniej niż ja idą przez życie w konkretnym celu.

A u mnie czas jakby stanął w miejscu. Tkwię sobie jak kołek w płocie i czeszę włosy w dwa warkocze. Nie dotyczą mnie wymogi społeczne, kulturowe, ani kanału fashion tv. Nadal robię tylko to, na co mam w danej chwili ochotę, nic nie muszę, wszystko mogę, żadnych obowiązków prócz umycia zębów i wydepilowania nóg.

W międzyczasie chowam się za moimi lękami i fobiami, leczę siniaki oraz usprawiedliwiam głupie postępowanie pogonią za bardzo niesprecyzowanymi marzeniami.

Bo pomysłów na siebie i planów na życie nie mam. Cała jestem aż do bólu przypadkowa, nie umiem dążyć do wytyczonych celów, co więcej, nawet nie potrafię tych celów znaleźć i określić. Zamiast tego nabijam sobie głowę bzdurnymi wyobrażeniami o niewiadomo kim i niewiadomo czym, co nie ma możliwości spełnienia nigdzie indziej niż w mojej głowie, ewentualnie książce autorstwa Fielding czy Steel.

Tak, jestem smutna.
Tak, od dłuższego już czasu często płaczę.
Nie, nie chce mi się dłużej udawać, że jest okej. Nie mam już siły.

Jak nigdy jeszcze potrzebuję wiedzieć, co będzie w przyszłości, bo się boję. Tak zwyczajnie. Bardzo.
Coraz więcej błędów, coraz mniej sukcesów. Zgubiłam się kompletnie.

Jakie mam świąteczne życzenia? Chciałabym, żeby chociaż raz ktoś inny niż moja M. zapytał, jak minął mi dzień. Nic więcej.

Cienko jest.
Ale dobra, cicho, nieważne.

 
Komentarze (15)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kriogenizacja, czyli trup w zawieszeniu.

13 gru
Poszłabym sobie i nie wróciła.
Naprawdę.

Rzecz w tym, że nie mam dokąd iść.
Chociaż z drugiej strony..
Skoro nie mam dokąd iść, to równie dobrze mogę iść przed siebie, prawda?
I będę tak szła i szła, dopóki nie trafię w jakieś dobre miejsce. A później to się zobaczy.
No ale jeszcze nie wiem.

Poza tym to nuda.
Nie chce mi się pisać i wierzyć w jutro mi się nie chce.
Byłam na imprezie i w teatrze. Przeciętność.
Przed chwilą dostałam zaproszenie na powtórkę imprezy.
E tam.

Hm.
Co by tu porobić..
Może by pójść na wagary dzisiaj, bo jakoś nie jestem w nastroju.
A może by skoczyć na solarium..
A może by tak złamać komuś serce?
Hm.

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Najwięcej samobójstw zdarza się w niedzielę.

06 gru

I wcale się, kurwa, nie dziwię!
Zwariować w taki dzień można.
Przez weekend nie zrobiłam nic, rozumiecie?
N jak Niemota
I jak Idiota
C jak Cymbał, Celibat i Cycki
Po prostu nic.

W sobotę jak się zawiesiłam przed telewizorem, to dopiero o 3am mi przeszło. W tym czasie opanowałam wszystkie możliwe kombinacje zwisania z fotela, łącznie z głową w dół i oglądaniem polsatu do góry nogami. W sumie obraz taki sam, tylko DO GÓRY NOGAMI, pff. Monotonię urozmaicały mi jedynie wiadomości od Ktosia, informujące, żebym żałowała, iż nie pojechałam z nimi w góry na weekend, bo jest ZAJEBIŚCIE. A ja na to samo nie żałuję, nic a nic, psiakrew. Nie, ani trochę. W ogóle. Zero. Pfff.

W niedzię powtórka z rozrywki. Motywację, by wyleźć z łóżka znalazłam dopiero ok. godz. 14.00, kiedy to zostałam zasypana przez WD gradem smsów, że przecież o 12.00 miałam być u Niej. I wiecie..
Ja nie poradzę nic, uwierz miiiiiii
Naprawdę chciałam przyjść z całych siiiiił..

Nojapierdolę. Niby nic mi nie jest, a katatonia zupełna.

Ale byłam przynajmniej w teatrze. Oczywiście ledwo zebrałam się, żeby wyjść z domu, bo przecież od 15.00 znowu miałam zawieszkę przed ekranem. No ale bilet zamówiłam sobie znacznie wcześniej, więc targana obawą, że jeśli się nie zjawię, to mi więcej nie zarezerwują, wsadziłam dupę w spodnie i poszłam. Bo cóż było robić..

I, uwaga, TO BYŁA JEDYNA WŁAŚCIWA DECYZJA, jaką podjęłam w życiu. Pomijam oczywiście fakt, że przy wejściu wlazłam w repertuar teatru, prawie go przewracając i przy wyjściu to samo. Ojejku.

To było lepsze niż nowa Bridget! Popłakałam się ze śmiechu i w sumie jeszcze mnie trzyma, jak sobie przypomnę. I normalnie muszę Wam o tym opowiedzieć, MUSZĘ.

Bo tak – rzecz traktuje o zapracowanych, robiących karierę młodych ludziach, jeżdżących brykami, co to mają.. nie wiem..basen na tylnym siedzeniu i saunę w bagażniku, noszących ubrania tylko od najmodniejszych projektantów, że przeciętnych ludzi to by na guzik nawet nie było stać, chodzących na snobistyczne przyjęcia i którzy w czasie egzotycznych wyjazdów nie schodzą poniżej safari, nie mówiąc już, że wakacje na Majorce lub Florydzie, to po prostu ośmieszanie się. NORMALNE.
No. To macie ogólny obraz.

I oto zdarzyło im się, po 6-ciu miesiącach związku i wspólnego mieszkania, mieć pierwszą wolną niedzielę. Co za fart.
Facet zrywa się rano z łóżka, łapie kobitę w obroty (WIADOMO-O-CO-CHODZI) i krzyczy: Szybko, szybko, bo mamy tylko 2 minuty i 30 sekund!
Padłam ;)

Nic to. Babka rozkłada nogi, bo czegóż to kobieta nie zrobi dla kochanego mężczyzny, a tu dzwoni budzik. Facet zaprzestaje natychmiast tego, czego jeszcze nawet dobrze nie zaczął, wciąga gacie i leci do pracy.
Aaaaaaaa.

Skontastowawszy jednak, że oto jest dzień wolny, małżeństwo postanawia wykorzystać czas i wraca do łóżka (WIADOMO-PO-CO). I nagle okazuje się, że facet NIE MOŻE.
O rany Julek ;)

A żona, jak to żona – wyrozumiale: Kochanie, spokojnie, wyluzuj się..
A on: O to chodzi, że ja się SPIĄĆ nie mogę!
Wymiękłam :)

On dalej: Ale czekaj, czekaj, rutyna! Musi być RUTYNA!. Żeby było tak, jak zawsze.
Ona: Co?!
On: No żebym czuł presję, że zaraz lecę do pracy. Obudź mnie jeszcze raz! Obudź mnie tak, jak zwykle!
Więc ona go budzi, gość zrywa się i krzyczy: Kochanie, szybko! Bo mamy tylko 2 i pół minuty!
I poszłoooo. :)

Albo najlepsze, jak tak sobie gadają w tę wyjątkowo wolną niedzielę i okazuje się, że tak naprawdę to nie potrafią ze sobą rozmawiać, a co gorsza, nic o sobie nie wiedzą. I ona mówi:
Bo wiesz, zanim Ciebie poznałam, to pracowałam w reklamie.
On: Jak to w reklamie?
Ona: No wiesz.. Chodziłam po supermarkecie przebrana za podpaskę.

(Ja oczywiście rżę ze śmiechu jak kobyła Piłsudskiego)

A on z przerażeniem: Pięknie, pięknie! Możę zaraz dowiem się, że nosisz perukę i nie jesteś naturalną blondynką! Albo, że wycięłaś sobie biodra!
A ona: Ależ nie, nie, kochanie! Włosy, pośladki i zęby są moje! Wszystko jest moje, tylko cycki mam silikonowe.
On: Coooo?!?
Ona: Kochanie, nie denerwuj się. To jest silikon NAJLEPSZY NA RYNKU.
Nie, no błagam :)

Albo później ona mu opowiada, że miała siedyś faceta, przy którym musiała udawać orgazm, bo gość był tak zapracowany, że nie miał siły na porządne bzykanko. I wtedy on:
Przy mnie też udajesz?!
Ona: Ależ nie, nie, przy tobie nigdy!
On: Przecież nasz seks trwa tylko 2 minuty i 30 sekund!
Ona: No widzisz? Nawet nie mam czasu udawać.
Ja dalej rżę :)))

No i ona wówczas rzuca się na niego, chcąc udowodnić, jak bardzo ją podnieca. Facet odpycha ją od siebie i krzyczy:
Udajesz!!!
Ona: Nie, nie, nie! No co Ty! Zobacz, dotknij mnie, jaka jestem rozgrzana!
On: Ależ tak, udajesz! Przecież słyszę.
Ona: Co słyszysz?
On: Że jęczysz.
Ona: Zawsze jęczę.
On: Tak, ale dzisiaj jęczysz NIENATURALNIE.
Tutaj spadłam z siedzenia, bo już nie mogłam :)

Albo jak się w czasie rozmowy okazuje, że od jakiegoś czasu obydwoje są bez pracy, bo zostali wyautowani i skanselowani, ale jedno ukrywało to przed drugim. No i wychodzi im na to, że takie życie bez pracy jest bez sensu, że jeśli nie mogą pracować 48h na dobę, to lepiej popełnić samobójstwo, bo cóż można robić, mając tyle wolnego czasu. I on mówi:
Czekaj, musimy wszystko ułożyć po kolei.
Ona: Odbiło ci? Myślisz, że to jakiś pieprzony biznes plan?
On: Prawie. Przecież musimy zdecydować jak, gdzie, kiedy, opracować strategię, wiesz.. żeby było LOGISTYCZNIE. A zatem.. Co powiesz na dzisiaj?
Ona: Zgadzam się. Bo nawet słyszałam, że najwięcej samobójstw zdarza się w niedzielę.
On: Dlaczego akurat w niedzielę?
Ona: Bo jak ludzie pracują i pracują nieustannie, to gdy przychodzi niedziela, to nie wiedzą, co zrobić z wolnym czasem i im odbija.
On: Ej, to nawet świetnie się składa. Będziemy taką statystyczną parą i nawet znajomi się nie dowiedzą, że straciliśmy pracę. Nie damy im tej satysfakcji.
Ona: Ale nie, stop! Dzisiaj nie możemy.
On: Dlaczego nie?
Ona: Bo jeszcze nie odebrałam tej nowej sukienki od Armaniego i NIE MAM SIĘ W CO UBRAĆ.
Boże :)))))

Dobra, kończę, bo nie potrafię napisać tak, żeby to było śmieszne. Ale naprawdę BYŁO i juz nie pamiętam, kiedy tak się śmiałam przez całe 75 minut. Chyba jeszcze raz na to pójdę.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Od rana mam dobry humor.

03 gru
Wkurza mnie mnie bezsilność i uzależnienie od kogoś lub czegoś, kiedy nie mogę sama decydować.

Wkurza mnie, że chociaż zrobiłam od A do Y tak, jak powinno być zrobione, to i tak dostaję po dupie, bo ktoś olał Z, chociaż na to już nie mogłam mieć wpływu.

Wkurza mnie, że zamiast opieprzyć solidnie, emituję tylko, że spoko, nic się nie stało, bo moja głupsza część osobowości od razu sobie tłumaczy, że na pewno chciała dobrze, tylko jej nie wyszło, że ja też mogłam się zdenerwować i zawalić nie do odratowania.

Wkurza mnie, że odkąd C. jest znowu w szpitalu, wracam do pustego domu, gdzie nie czeka na mnie absolutnie nikt, że cisza jest nie do zniesienia i że tak bardzo potrzebuję ludzi dookoła, aby normalnie funkcjonować, niezależnie czy chcę tego, czy nie.

Wkurza mnie, że facet z błękitnej linii tpsa, który jest tak głupi, że nie mam siły nawet o tym pisać. I to nie jest moja wina, bo to nie ja go spłodziłam.

Wkurza mnie, że mój autobus robi od tygodnia objazd dokładnie w miejscu, gdzie wysiadam, przy czym trasa objazdu prowadzi prawie przez Budapeszt, z którego muszę maszerować pieszo. I to nie jest zależne ode mnie.

Wkurza mnie, że dzisiaj jest piątek, podczas gdy ja wolałabym, aby był poniedziałek.

Wkurza mnie, że nawet nie mam komu ponarzekać, jak bardzo irytujący jest świat, bo ta moja druga połówka błąka się gdzieś po świecie i nie może mnie znaleźć. No co za niemota, jak Boga kocham!

Ale najbardziej to mnie wkurza, że wszystko mnie tak wkurza, chociaż jestem wyjątkowo spokojną osobą, dopóki mnie coś nie wkurzy.

Już nie pamiętam, kiedy byłam tak wkurzona. Wrrrrr.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

true blue.

02 gru
Pojechałam wczoraj na dworzec po bilet. Zaczepił mnie chłopiec z prośbą o coś do jedzenia. Był niewiele starszy od mojego młodszego brata.

I nie chcę tutaj pisać o biednych dzieciach bez rodziców, o problemie nadużwania alkoholu w co piątej rodzinie, czy też o przemocy fizycznej wobec maluchów. Nie.

Chciałam powiedzieć, że poczułam się wtedy zdzirą, wiecie? Normalnie taką pustą i próżną zdzirą, kiedy stałam z nim w kolejce po jakiś szit z dworcowego baru.

Bo godzinę wcześniej wydałam na tusz do rzęs kwotę, za którą on mógłby jeść dość porządnie przez tydzień.

Bo stałam tak sobie w nowych, skórzanych, ocieplanych kozaczkach, które od poprzednich, nabytych kilka tygodni wcześniej, różnią się tylko nieznacznie kształtem obcasa, on natomiast miał tak zniszczone buciki, że przypominały wyglądem sitko kuchenne, a nie obuwie zimowe i nie chcę nawet przypuszczać, jak strasznie musi w nich marznąć.

Bo miałam na sobie puchową kurtkę (do wyboru z czterech, licząc oczywiście tylko te puchowe), na której kupno zdecydowałam się tylko dlatego, że pasowała mi kolorystycznie do nowych spodni, a on miał na sobie kurtkę, w której zamarzłabym na śmierć późną wiosną.

Czułam się wtedy zdzirą, bo potrafię spóźnić się na zajęcia tylko dlatego, że poranna decyzja, którą z sześciu czapek założyć, zabiera mi zbyt dużo czasu, podczas gdy on miał na główce czapkę, w jakiej ja chodziłam w podstawówce.

To był naprawdę późny wieczór. Czas, kiedy dziecko w jego wieku powinno być już umyte, po kolacji i odrabiać w ciszy i spokoju lekcje. Zamiast tego stał na zimnym dworcu i prosił, żeby ktoś mu kupił coś do jedzenia.

I żebyście widzieli jego oczy, kiedy zamiast najtańszego ciastka za 2zł zaproponowałam coś, czym, jak uważam można się najeść. Boże.

Ja bywam głodna, bo jestem zabiegana. Albo zapominam coś zjeść. Albo przeżywam pseudodramat z serii „On mnie nie chce” i wtedy nie mogę nic przełknąć. Albo nie mogę się kurwa zdecydować, na co mam ochotę. A te dziecko musi liczyć na litość nieznajomych, jeśli nie chce mieć pustego żołądka. PROSIĆ obcych o jedzenie.. Jakie to musi być upokarzające.

I czuję się zdzirą, bo wiem, że niedługo kupię sobie nowe buty. Nie z potrzeby, ale dla kaprysu.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS