RSS
 

Archiwum - Październik, 2004

Natychmiast muszę Wam powiedzieć, co wymyśliłam!

29 paź
KONIEC Z FACETAMI!

Tak.
Tak.
Tak.
Tak.
Tak.

Tak mniej więcej do poniedziałku.

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Tell me why I don’t like Fridays?

29 paź
Aaaaaaa! Jak to możliwe, że wcześniej nie odkryłam zalet sprzedaży wysyłkowej? No jak? Wiecie, że to strasznie tanie? Stra-sznie.

Zamówiłam sobie milion książek i teraz, w oczekiwaniu na ich dostarczenie, czuję się jak nastolatka przed pierwszą randką. No prawie, bo z tą różnicą, że sraczki nie mam.

Aaaaaaa! Milion, milion książek! A jedna tak ślicznie ilustrowana, że z miejsca byłam gotowa zakochać się w Henryku VIII spod holbeinowskiego pędzla. Kto kojarzy wygląd wyżej wymienionego monarchy to wie, jak piękna musi to być książka.

Albo „Zamki Szkocji” – mmmmm – już marzę, by w jednym z nich zamieszkać. Jeszcze nie wiem, w którym konkretnie, ale kiedy już przyślą mi tę pozycję, to obejrzę sobie dokładnie (w końcu taka decyzja nie może być podjęta zbyt pochopnie) i wtedy zdecyduję.

Ale naj, naj , najlepszym z tego wszystkiego jest fakt, że sprzedaż wysyłkowa prawie nic nie kosztuje! ZWŁASZCZA, GDY ZAMÓWIENIE ZŁOŻY SIĘ NA ADRES RODZICÓW. Zastanawiam się, kiedy im powiedzieć, że płatne przy odbiorze ;)

Podobno tylko prawdziwa kobieta potrafi wydać nawet te pieniądze, których nie posiada.
To znaczy, że jestem kobietą, jak nic.
I jeszcze jestem przebiegła jak lis, że tak sobie z tym adresem wykombinowałam :)
Nie mniej jednak spadam stąd, bo jestem głodna jak wilk.
Zaś po tym, jak już zjem, wskoczę do łóżka i będę płakała jak pies, zapewniając jednocześnie C., że nic mi nie jest, że na umyśle i duchu jestem zdrowa jak ryba.
A teraz to już w ogóle pieprzę głupoty jak potłuczona.

Idę, naprawdę.

Mówiąc serio, to mam myśl. Ale jeszcze nie mogę Wam powiedzieć. Muszę to najpierw przetrawić.

Post scriptum:

W związku z troszkę mylnym rozumieniem mojego, zabarwionego nutką ironii, przesłania, wyjaśniam:

Książki w wysyłkowej sprzedaży WCALE nie są tanie. Drogie dzieci – w żadnym razie ich nie zamawiajcie, jeśli rodzice Wam za nie nie zapłacą :)

I ubierajcie się ciepło, bo zimę mamy i 17 stopni na plusie ;)

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Matrix.

28 paź
Co to ja chciałam powiedzieć?

Hmmm.

Dużo.

Ale jakoś zdezelowana jestem. W głowie tysiąc myśli, pięć tysięcy strachów i milion słow odbijających się od czoła, a ja nie potrafię ich złapać w odpowiednim momencie. Zbyt szybko zmieniają kierunek i za nic nie chcą stanąć równiutko w szeregu, pozwolić się ułożyć w zdania i oszlifować.

Wszystko jak w Matrixie – nie wiem, o co chodzi i nie mam komu ponarzekać, że mam grube uda.

Że niby mogę mieć świat u stóp? Taaaak? Coś Wam powiem.

THE WORLD IS NOT ENOUGH.

Chwilami myślę, że jestem nienormalna i mam nasrane pod sufitem.

Jestem? Mam?

No i te uda..

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Oda do depresji.

27 paź
Proszę, odejdź.

Dzisiaj zgodnie okrzyknięto mnie, uwaga, najbardziej
pogodną
otwartą
i przyjazną
osobą w grupie, co jest bez sensu zupełnie i przeczy wszystkiemu, wszystkiemu, wszystkiemu. Zgodziłabym się i przytaknęła ochoczo, gdyby na przykład powiedzieli:
‚niepunktualna, roztrzepana, leniwa’
albo ‚nieśmiała, naiwna, nienormalna’
albo ‚głupia, głupia, nieskończnie’
A tak to od dzisiaj nie ufam ich opinii.

Proszę, depresyjko kochana, odejdź.

Ale to jeszcze NIC. Później nastąpiło jeszcze lepsze boom.

- Lubię Monikę, bo jej komentarze zawsze rozluźniają atmosferę w czasie zajęć
- Lubię Monikę, bo jej pierwsze pytanie na wieść o jakimś egzaminie zawsze brzmi „Spoko, a kiedy poprawki?”
- Podoba mi się w Monice to, że ma zawsze swoje zdanie, na ogół zupełnie inne niż pozostali, którego wytrwale broni (ej, na złość im robię, tak troszeczkę ;)
- Lubię Monikę, bo absolutnie zawsze ma dobry humor (tu rozejrzałam się po ludziach w poszukiwaniu innej osobniczki o moim imieniu) i bardzo optymistycznie podchodzi do życia (taaaa, może zapodam im adres bloga?)

Depresjo, nie bądź świnią, idź se, tutaj ciebie nie chcą.

+ A jak oceniacie kontakt Moniki z dziećmi, w czasie prowadzonej przez nią lekcji?

- Och, dzieci ją uwielbiają.

+ Yhm. A jak myślicie, dlaczego?

- Bo przez 45 minut nieustannie się do nich śmieje.

Zgodnie z powyższymi, jakże przenikliwymi wnioskami obiecującego pokolenia przyszłych pedagogów, zaraz po wyjściu z zajęć, skierowałam się do babskiego kibla – przepraszam, do damskiej toalety – gdzie kwieciście się rozbeczałam. Robiłam to tym swobodniej, że przerwa była długa, a ja miałam w torebce tusz.

Depresjo, zimna krowo, ostatni raz ciebie ostrzegam…

No.
Od razu mi lepiej.
Zawsze mi lżej na duchu, jeśli publicznie obnażę ogrom własnej głupoty.

DEPRESJO, TY GŁUPIA DZIWKO, WOOOOON.
ROZUMIESZ?!

A Wy, moi kochani, stay tuned ;)

 
Komentarze (15)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Strange.

26 paź
Śnił mi się dzisiaj, między innymi, pobyt w GB sprzed dwóch lat. Śnił mi się H. i nasze niezliczone wypady do kina, bilard i kręgle co wieczór, wspólne wycieczki do Londynu.
Przez kilka miesięcy był w zasadzie jedyną osobą, zapewniającą mi jakąś rozrywkę (oprócz mnie samej, jako że najlepiej czuję się zawsze w swoim towarzystwie, jasna sprawa). Był zaborczy, nie chciał dzielić się mną z innymi. Dzwonił do naszej wspólnej koleżanki z pytaniem, co ma zrobić, żebym zwróciła na niego uwagę. Któregoś dnia, po którymś kieliszku, przyznała się mu, że go kocha.
Wyśmiał ją.

Śniło mi się nasze pożegnanie na dworcu. Wziął w pracy dzień wolny, aby mnie odprowadzić. A ja tylko myślałam, żeby już sobie poszedł. No sorry! Ale przecież uprzedzałam, że na nic więcej niż przyjaźń z mojej strony to nie ma co liczyć (wtedy jeszcze wierzyłam naiwnie, że gdzieś tutaj czeka na mnie ktoś wyjątkowy, sratatata). Nie zwodziłam, nie dawałam nadziei, żadnych niedomówień, sprawę stawiałam jasno. Więc jak on śmiał się zakochać?! Bezczelny drań! Bezczelny, prawda? Powiedzcie, że bezczelny.
I chociaż go lubiłam, to wydawał mi się taki żałosny, kiedy stał ze łzami w oczach i prosił, żebym nie wyjeżdżała, żebym zamieszkała w jego wielkim domu i jeździła jego bryką.
Wyśmiałam go w myślach.

Los bywa przewrotny.

Kilka miesięcy później dokładnie tak samo płakałam przed facetem, błagając, żeby został. Ja – niezależna, nigdy nie angażująca się, cyniczna.
Czuję się wyśmiana do dzisiaj.

Los bywa bardzo przewrotny. I nigdy nie pozostawia bez echa tego, co zaserwowaliśmy innym. Myślę sobie, ze w poprzednim wcieleniu musiałam kogoś bardzo skrzywdzić.

 
Komentarze (14)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

One step forward makes two steps back.

26 paź
Jadę sobie autobusem. Jadę i jadę i płaczę (BO TAK!!!). Ale pochylona nad książką (Pamiętnik Bridget Jones) mam nadzieję, że nikt nie widzi.

Podchodzi kanar.
- Bilecik do kontroli, proszę.

Zauważa, że ryczę.
- A, to już nie trzeba.

:)))

Cholera, mogłam nie kasować i na to konto kupić sobie.. nie wiem.. na przykład torebkę od Prady ;)
Pech.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Do kogo biegłam, nie pamiętam

25 paź
W pierwszej chwili chciałam napisać, że przecież doskonale to wiem, że wiedziałam od pierwszej chwili już kilka dni temu.

Później, że się cieszę. Ale pomyślałam, że i tak mi nie uwierzy, mając ku temu solidne podstawy. A przecież naprawdę się cieszę, zawsze mu tego szczerze życzyłam.

Następnie chciałam wyemitować, że mam nadzieję, że go szybko rzuci. Jednak przyszło mi do głowy, że mógłby to mylnie odebrać jako coś więcej, niż tylko żart. Skasowałam.

Zamiast tego napisałam, że spoko. Że tak się kończy moja epizodyczna rola w jego życiu. Że pojawiłam się kiedyśtam gdzieśtam, dawno temu, i byłam, kiedy mnie potrzebował. Później przyglądałam się, jak stopniowo potrzebował mnie coraz mniej i mniej, i jak odchodził. Ale nadal istniałam cierpliwie, z boku, w razie, gdyby było mu ciężko. Sama też tego chciałam. Dwa tygodnie temu był ostatni raz, kiedy mnie potrzebował. Teraz mogę już spokojnie usunąć się w cień i z kotem na kolanach oraz książką w ręku, przyglądać się z uśmiechem jego szczęściu. Delete.

Zamiast tego wzięłam tabletkę na sen. Mam zbyt dużo obowiązków, bym mogła pozwolić sobie na bezsenną noc.

Ostatecznie nie napisałam nic. Bo co mogłam? Że go kocham? Przecież i tak to wie.

 
Komentarze (13)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nie mam czasu na więcej.

20 paź
Idzie sobie dwudziestotrzylatka. Idzie i idzie, i nagle widzi sześciolatka jadącego na rolkach. Patrzy na niego wzrokiem, który zabija i myśli, jak mu fajnie. Bo on sobie tak beztrosko żyje i WOGLE. Mijają się.

Sześciolatek: Głupia jesteś.
Dwudziestotrzylatka: A ty masz brzydkie rolki. I w dodatku nie umiesz jeździć.

Rany, mogłam mu odpuścić, co?

 
Komentarze (20)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Statement.

15 paź
Pogoda mnie wykończy. Rano wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że będzie milion stopni na minusie, więc zakładam czapkę. Nim dojadę na uczelnię, wychodzi słońce i robi ze mnie durnia, bo ono świeci, a ja w czapce. No ale nieważne.

Chciałam powiedzieć, że macie prawo, by stwierdzić, że jestem głupia
Że nie uczę się na błędach
Że sama sobie pracuję na sytuację taką, a nie inną
Że moje ‚nigdy więcej’ znaczy tyle, co nic
Że później będe sama sobie winna

WIEM.

Możecie też dodać, że jestem głupsza niż głupia
Że nie potrafię byś asertywna
Że jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz
Że baba z wozu koniom lżej
Że nie ma wody na pustyni

Możecie mówić, co chcecie. A ja będe z Nim rozmawiała i utrzymywała kontakt.

Bo tak. Bo nie umiem się oprzeć. Bo lubię Go lubieniem przeogromnym jak Plac Świętego Marka, jak Statua Wolności, jak poziom bezrobocia w naszym kraju.
Koniec oświadczenia.

 
Komentarze (14)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Z rozważań przy wieczornym śniadaniu.

11 paź
Tak się złożyło, że ostatnio bardzo dużo i intensywnie myślę. Nie żeby owe myślenie było jakoś szczególnie produktywne, ale zaświtał mi w głowie pewien, jakże istotny, wniosek.

A mianowicie chodzi o to, że jestem mało utalentowana. Gorzej – nie jestem utalentowana w ogóle. Przykra prawda, ale faktom nie ma co zaprzeczać.

Bo weźmy na ten przykład malowanie. Plastyka zawsze zaniżała mi średnią w podstawówce. Do pamiętników koleżanek to też zawsze M. wpisywała się za mnie. A kiedyś, całkiem niedawno, jak narysowałam chłopcu z domu dziecka mamę, to rozpłakał się, że dlaczego taka brzydka. No to pięknie – myślę sobie – zwłaszcza, że jak na moje możliwości, to była całkiem do rzeczy ;) Zniechęciłam się jednak i od tamtej pory rysowałam Mu już tylko serduszka, gwiazdki, kwiatuszki, figury geometryczne (szczególną lubością otaczając kwadraty) oraz kościoły. Normalne takie domki rysowałam, tylko z krzyżem zamiast komina. Niezłe, co? Chłopcu najbardziej podobała się ścieżka prowadząca na plebanię. No cóż, widać ministrantem nie będzie, chociaż kto wie.

Ale wracając do klu sprawy..

Rozważmy opcję śpiewania. To już idzie mi mniej opornie, jako że mam pierwszy stopień umuzykalnienia – słyszę, że grają. Resztę dopowiedzcie sobie sami, a na Idola to się nie dam namówić. Jedynie Współlokatorka Doskonała okazała się na tyle silna psychicznie, by wysłuchiwać mnie dzień w dzień przez kilka miesięcy. Co więcej, na moje, pełne współczucia i troski, pytania, czy nic jej nie jest, odpowiadała z uśmiechem „Ależ nie przeszkadzaj sobie, dzięki tobie te mieszkanie żyje”. Hm.. mieszkanie może i tak, ale WD to musiała mieć korki w uszach, innego wytłumaczenia nie znajduję.

Towarzystwo Harfiarek i Mandolinistek też jakoś nie zabiega o moje członkostwo. A szkoda, bo ja marzę, by opanować sztukę gry na instrumencie innym, niż przedszkolne cymbałki. Ale chyba się nie uda.

I taką smutną puentą zakończę dzisiaj.
Wrócę teraz do domu i z tego przygnębienia, że jestem takim beztalenciem, że nie mam duszy artystycznej i że NIC nie potrafię, z tego wszystkiego pośpiewam sobie. Zatkajcie uszy.

 
Komentarze (16)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS