RSS
 

Archiwum - Wrzesień, 2004

My world is on fire, how about yours?

28 wrz
Jezu, ale zimno. Nie mogę pisać, bo tak mi ręce tutaj marzną.

Nie wiem dlaczego, ale sala informatyczna jest najzimniejszą na całej uczelni. Wietrzą te komputery, czy co?
Zresztą w ogóle w szaliku zimowym chodzę, przecież chora jestem baaaardzo, nadal. W swetrze i szaliku, ślicznie się prezentuję. Może jeszcze japonki do tego włożę?
No nieważne, ja nie o tym chciałam.

Chodzi o to, że zaliczyłam fonologię. Nie mam pojęcia JAK. Ale spoko, więc jednak będą mnie musieli znosić kolejny rok. Nie wiedzą, na co się zdecydowali, ale gratuluję odwagi :)

Z tego wszystkiego kupiłam sobie długopis. Niebieski, z kiosku, taki najzwyklejszy, za złotówkę. Ej, bo to głupio tak chodzić bez długopisu na zajęcia, no nie? Myślę, że kolejny semstr w ten sposób nie przejdzie.

Jakbyście nie zauważyli, to ten bezmyślny słowotok ma swoje głębsze uzasadnienie.

Byłam w szpitalu odebrać wyniki C.
Jak można osobie, która jest tobie jedną z najbliższych, powiedzieć, że jest z nią bardzo źle? Wie ktoś?

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

O matko,

26 wrz
ale tu nudno.

Za oknem też pada.

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Keeping up appearances.

23 wrz
Nie mogę.

Mam doła jak stąd do kosmosu.
I z powrotem, żeby nie było.
Taki mega gigant.
Jak słoń.
Ze stadem małych słoniątek.

I nawet pisać mi się o tym nie chce, chociaż zawsze pomagała mi blogowa utylizacja podłych emocji.

Z humoru też jestem wypruta całkowicie.

(co z pewnością wszyscy Czytelnicy już dawno zauważyli, ale są kochani i nikt nie mówi głośno, że mulę kichy zawodowo już którąś notkę z kolei)

Nawet mnie nie śmieszy dzisiaj, że jestem brzydka.

I nie wiem, skąd ten dół.

(ta przerwa to głęboka, wymowna cisza, którą próbuję ukryć jawnie rzucające się w oczy kłamstwo)

Nie ma co ściemniać – wiem, co jest nie tak.

Wiem.
Ale nie powiem.

Bo kto mi uwierzy, że

MAM PUSTE ŻYCIE?

No kto?

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ciemność, ciemność widzę.

21 wrz
Od wczoraj jestem całym sercem za eutanazją. Niech mnie ktoś dobije, proszę. Zapłacę, zostawię w spadku ukochane płyty, oddam się – cokolwiek.

Temperatura ciała 140 stopni Celsjusza, gorąca ze mnie laska, nie ma co, jeszcze bardziej niż zwykle. HOT. Krew się we mnie gotuje, o czym świadczą krwotoki z nosa, średnio co godzinę. Ekstaza. Jeszcze trochę i będę miała nos jak Michael Jackson, taki starty. I pomyśleć, że jego to kosztowało miliony dolarów, a mnie 0,50 PLN za opakowanie. Pozwę do sądu producentów chusteczek higienicznych, jeśli zdążę, nim wydam ostatnie tchnienie, za to, że mi urodę popsuli.

Tylko dwa razy poszłam dobrowolnie do lekarza: jakieś dzięsięć lat temu, w podstawówce jeszcze, bo nie chciało mi się do szkoły chodzić oraz sześć lat temu, kiedy kamienie w nerkach pierwszy raz dały o sobie znać.
To będzie trzeci raz.

Póki co, umieram w ciszy, przy delikatnym dźwięku głosu Evy Cassidy. Fields of gold. Fajne miałam życie.

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Doniesienia z frontu:

16 wrz
Będzie wyjątkowo krótko (w tym momencie wszyscy odetchnęli z ulgą)

Świat jest NIESPRAWIEDLIWY. Tyle chciałam powiedzieć.

I dzieli sie na niesprawiedliwość słuszną (któraż to wielce mi się podoba)

…bo oto nie zajrzałam przez całe wakacje do żadnego z pięciu przedmiotów, które zaliczyłam, z czego trzy najlepiej ze zdających. (przepraszam, ale musiałam się pochwalić)

Oraz na niesprawiedliwość niesłuszną (któraż to jest do dupy, BARDZO)

…jako że jeden jedyny przedmiot, na zgłębianie tajników którego poświęciłam cały dzień i pół drugiego, oblałam. FONOLOGIĘ. Kolejny raz zabrakło mi punktu. Spoko.

Nic to. W sumie komisyjnego jeszcze nie zdawałam. Zawsze to jakieś nowe doświadczenie. Będzie fun.

PS. Czy kiedy babka od writingu stwierdza, że odkąd czyta moje opowiadania, ma okazję przekonać się, co skłania kobietę do zabicia mężczyzny (najczęściej męża), to sugeruje, iż mam awersję do facetów? Jaaaa? Dziwna jest jakaś, doprawdy.

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

You can be The Ball, I’m The Goal

14 wrz
Bo chodzi o to, że mam ochotę na seks.

Nie, to nie jest ogłoszenie, tak tylko se fakt stwierdzam.

I nie koncentruję się na egzaminach.

Nie, bo po co?

O niebieskich migdałach sobie myślę.

Może mi hormony na mózg padają?

Przynajmniej mają na co padać.

Ale nie wiem.

Problem w tym, że nie mogę iść do łóżka z kimś, na kim mi nie zależy.

A nie zależy mi obecnie na nikim.

Więc podsumowaując – nie mam z kim iść do łóżka.

Koło się zamyka i nie zaczyna się zdania od więc.

Spoko.

Sztuczne penisy to też nie rozwiązują sprawy, bo nie przytulą się do mnie i nie powiedzą, że ślicznie wyglądam.

No i nie wiem.

Ale tak sobie myślę, że może złożyłabym wniosek do jakiegoś bardzo ważnego ministra, co by wynaleźli tabletki na seks. To bym se tak co wieczór łykała i miała spokój. Cos jak na katar, rozumiecie.

Chociaż nie – zamiast tabletek to lepiej niech będą takie plasterki. Skoro mamy antynikotynowe i antykoncepcyjne, to dlaczego nie antyseksualne, hm? Przykleiłabym sobie jak Skrzynecka i byłabym trendy. A hasło propagujące brzmiałoby
„FACECI DO ŚMIECI”

Kurcze, faaajnie by było :)

Ej, no weźcie, niech mnie ktoś poprze :)

A poza tym, to nie wierzę, że wyprodukowałam i wyemitowałam taką notkę.

Co zdanie, to wyuzdanie.

Dziękuję za uwagę.

O matko.

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Chaos. Wszędzie.

09 wrz
Chciałam tylko powiedzieć, że chociaż wyszłam odpowiednio wcześnie, żeby zdążyć na pociąg, to nie zdążyłam. Bo kierowca autobusu był pijany, albo przynajmniej na porządnym kacu.

TRASA, kurwa, MU SIĘ POMYLIŁA, spoko.

Trudno mi to pojąć, bo widział, iż wsiadam z wielkim plecakiem. To przecież wiadomo, że jadę na dworzec, wystarczyło pomyśleć. A ten mądry inaczej, do centrum na pętli skręcił. Może miał ochotę na kebaba, ale nie wiem, bo przy dworcu też są.

W ogóle to najpierw myślałam, że pomyliłam autobusy. Jakby nie patrzeć, to często mi się zdarza. ALe nie, tym razem to, WYJĄTKOWO, nie była moja wina.

A później przybiegłam z jęzorem na brodzie na ten nieszczęsny dworzec, pytam babola w informacji, który peron, a ta menda mi mówi:

ALEŻ PROSZĘ PANI, PROSZĘ SIĘ POŚPIESZYĆ.

Dobrze, że powiedziała, bo bym se spacerkiem poszła na tor szósty. Przez centrum.

No i tak to.

A teraz siedzę i na piśmie udowadniam, że ja naprawdę nie znam angielskiego, chociaż przez cały rok udawało mi się skutecznie władzom uczelnianym wmawiać, że jednak znam.

Idę, fonologia wzywa.
Chyba się im tam kulturalnie porzygam.

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

It’s not going to stop till you wise up.

07 wrz
Sen jest stanem błogosławionym i ma szczęście moja M, że już śpi. T. również.

Bo w przeciwnym wypadku to bym im coś zrobiła niedobrego. Mimo iż wobec zwierząt, przyjaciół i rodziców nie używam przemocy fizycznej.
Takie mam zasady.

Ale najchętniej to obudziłabym Ich Dwoje teraz, mając w głębokim poważaniu fakt, iż wstają bardzo rano, posadziłabym przed sobą jak na dywaniku u dyrektora i zarzuciła, że mnie źle wychowali, zakorzeniając w mym umyśle za młodu, iż należy być dobrym dla ludzi. Doprawdy nie wiem, kto im takich bzdur naopowiadał, a co gorsza namówił, by także i mnie zlasowali psychikę powyższą teorą.

Niech se takie mądrości w dupę wsadzą.
Ja się tak nie bawię, halo.

Bo daję innym siebie, a oni dają mi w ryja. Raz po raz.

No to przepraszam bardzo, ale coś tu jest NIE TAK, że się tak wyrażę. Coś się nie zgadza, no bo jak to.

A mnie stać tylko na to, by gapić się z niedowierzaniem na pewne zachowania i słuchać słów z głupawym wyrazem twarzy. Podnoszę wówczas lewą brew, zaciskam usta i czuję jak mi się oczy rozszerzają. Ot, cała moja reakcja.

I w sumie to nawet nie mam pomysłu żadnego, jak temu zaradzić. Przecież już nie nauczę się być wyrachowaną i zimną suką, co pierze po mordzie każdego, niezależnie od płci i zasłużonych kar. Już za stara jestem na takie nauki, już się nie zmienię. A szkoda.

Ale może przynajmniej uda mi się nie oczekiwać po ludziach niczego dobrego. To wtedy będę mogła sobie powiedzieć, że jak tu nie być optymistką, skoro większość okazuje się być takimi świniami, jak podejrzewałam.

Zawsze to jakieś wyjście.

Chyba.

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Alfabet teatru dla analfabetów i zaawansowanych.

05 wrz
Byłam w teatrze.

(Okej, teraz macie pięć minut na to, by się zanosić od śmiechu i mówić, że SIĘ STARZEJĘ, skoro takie rozrywki mi w głowie.

Już? Dobra, to słuchajcie dalej)

No i w ramach przestrzegania zasad oraz etykiety, co by mnie nie zbesztano, żem źle wychowana, oparłam się pokusie ubrania się na galowo i założeniu bluzy (czarnej) z napisem VIRGIN (białym). Taka bon ton byłam.

No ale ojejku, wielkie mi halo.

A jak ludzie dłubią w nosie na ulicy, to niby kulturalnie? Zresztą to przecież nie był żaden Teatr Narodowy, tylko Teatr Lalek. A poza tym, gdybym wbiła się jeszcze bardziej poprawnie i elegancko w długą kiecę i szpilki, to nie mogłabym skupić się na przedstawieniu, musząc pilnować, czy mi oczko w pończochach nie poszło. Albo wyłożyłabym się TEATRALNIE na schodach prowadzących do toalety, zawsze tak mam.

Uznajmy zatem, że to nie szata zdobi człowieka i słuchajcie dalej.

Przychodzę pod teatr, patrzę, a tam tłumy ludzi. Myślę sobie zaskoczona, że spoko, chyba nam społeczeństwo odchamiało. I teraz -uwaga- moje ulubione zdanie:

JAK ZWYKLE SIĘ MYLIŁAM.

Na scenie obok odbywał się bowiem fantastyczny koncert fantastycznych zespołów o fantastycznych nazwach Toples i Milano, który przyciągnął rzesze ludu województwa podlaskiego – matki z dziećmi, mężów z żonami, mężów bez żon, dziewczyny ze swoimi lub cudzymi narzeczonymi, dziewczyny szukające narzeczonych. Mówię Wam, każdy towar był dostępny.

I nie wiem sama, czy to optymistyczne, czy smutne raczej w swojej wymowie.

W każdym razie przesłanie życiowe na dzisiaj jest takie, że to nie teatr, moi drodzy, lecz MUZYKA ŁĄCZY LUDZI. Więc teraz łapiemy się wszyscy grzecznie za rączki i śpiewamy

Mało nas, mało nas do pieczenia chleba..

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Koszta własne?

03 wrz
Tak sobie myślę, że zawsze przychodzi moment, kiedy już wiesz, że nie da się kontynuować. Żadnej z możliwości. Po prostu nie i koniec.

I nie chodzi tu o żadną zranioną dumę, zdeptane serce, czy małostkowe pragnienie odwetu. To raczej taki przykry wynik procesu uniewrażliwiania się kompletnego na drugą osobę, w czasie którego dajesz owej znajomości wypowiedzenie. Niekoniecznie w trybie natychmiastowym, ale z pewnością bez opcji jakiegokolwiek powrotu, czy to w charakterze dalekiego kumpla, czy bliskiego przyjaciela.

I zdaję sobie sprawę, że tak bywa. Że ludzie się schodzą i rozchodzą. Z różnych przyczyn.
Bo nie pasują do siebie.
Bo inaczej postrzegają świat.
Bo pojawia się konflikt wartości i oczekiwań.
Bo, wreszcie, nie zbuduje się związku na bazie uczuć tylko jednego z nich.
Mam świadomość tego wszystkiego.

Ale najsmutniejsze jest to, że wraz z jego całkowitym zniknięciem, ponosisz równocześnie koszta własne, tracąc bardzo ważną część siebie. Tę, która dawniej pozwalała tobie spojrzeć w przeszłość, uśmiechnąć się do wspomnień i przyznać, że przecież było naprawdę fantastycznie, zanim się spieprzyło spektakularnie. Że może jednak warto było? Choć przez chwilę.

Tak bardzo chciałam zapomnieć, że wyrzuciłam z pamięci absolutnie wszystko, każdą najdrobniejszą myśl z nim związaną, nie bacząc, jak wiele cudownych uśmiechów i ciepłych spojrzeń wylądowało przy okazji w koszu. Wydawało mi się, że tak będzie łatwiej.

Retrospekcja tamtych dni pokazuje tylko czarną dziurę, tak jak pragnęłam. I wiecie co? Paradoksalnie nie jest wcale łatwiej, ani trochę. Bardzo ciężko jest zasypiać ze świadomością, że kiedyś był dla ciebie całym światem, a dzisiaj kwalifikuje się jedynie do kategorii Zupełnie Obcego, jak ktoś, z kim zderzyłaś się przypadkowo na ulicy dawno temu.

Nawet nie przypuszczałam, jak ubogi staje się człowiek, kiedy traci wspomnienia.

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS