RSS
 

Archiwum - Sierpień, 2004

DWA

30 sie
Jeśli ktoś nazwie mnie publicznie durną kretynką, idiotką, mega debilem lub umysłowym trzepakiem, to zamiast strzelić go gwałtownie po ryju, tak by mu się okręcił dookoła głowy, przytaknę.

Bo taka jest, niestety, prawda.
Jestem głupia nieskończenie i pogarsza mi się nieustannie, chociaż łykam tabletki ze skrzypu polnego i czytam wiele książek.

Jak już wspominałam z goryczą, przystojnych ratowników nie było. Ale był sobie SKLEP. A w tym sklepie FACET. Ach, towar był z Niego ekstra klasa.

No i zachodzę któregoś dnia i kupuję u niego ciuch, ale mówię, że odbiorę za godzinę, w drodze powrotnej (no co? :) On, że mam 30 min., by się u niego zjawić. To ja na to, że 45 min. (nieźle wytargowałam, prawda?)

Dobra, nastawił se stoper i poszłam. Wracam po godzinie, a on pokazuje mi jakąś kartkę z numerem i mówi, że mam dziesięć sekund na zapamiętanie jego telefonu, jeśli chcę odebrać to, po co przyszłam.

No a ja, oczywiście..

zamiast wykorzystać chwilę na zręczne niedomówienia, fortele językowe, zuchwałe powiedzonka umiejętnie zawoalowane, bezwstydne hipokryzje, zdania, które w sposób układny pokazują rzeczy mniej układne, nasuwają oczom i umysłowi przelotną wizję wszystkiego, czego nie wypada wypowiedzieć przy wymianie telefonów..

zamiast rzucić jakąś dowcipną uwagę, pełną świeżości, lekką, nieoczekiwaną, wzorem figlarnej dziewczyny, która dobrze zna życie, podchodzi doń pogodnie i traktuje je z pobłażliwym sceptycyzmem..

zamiast, ostatecznie, powiedzieć „Ej, koleś, super. Co prawda wyjeżdzam stąd pojutrze, ale zadzwonię jutro, to jeszcze zdążymy umówić się na jakieś bzykanko lub dwa”..

zamiast tego wszystkiego, gapiłam się tylko na Niego jak niedorozwinięta, bo przecież jak to możliwe, że TAKI facet mnie podrywa. MNIE? Noł łej. Powiedziałam, że się śpieszę i wyszłam.

*****(cenzura)
*****(cenzura)
*****(cenzura)

A teraz idę ćwiczyć nieprzyjemny wyraz twarzy, bo kretyński już doskonale opanowałam.

 
Komentarze (17)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

A mess of blues.

28 sie
Wróciłam. Ledwo żyję. Co mi tam.

I znowu muszę Was rozczarować, moi drodzy, ponieważ nie uraczę Was żadnymi opowieściami typu „Czerwony Pantofelek” ze mną i zabójczo przystojnym ratownikiem w rolach głównych.

Dlaczego?

Dlatego, że żaden z poznanych ratowników nie był zabójczo przystojny, to przede wszystkim.

No i co tu dalej opowiadać? Hm..

Opaliłam się ślicznie, to RAZ. Zwłaszcza, że wylegiwałam się na słońcu w stringach, a co. Fakt, że początkowo miałam opory – nie chciałam dzieci na plaży straszyć. Ale później pomyślałam sobie, że przecież telewizja serwuje im gorsze potworności, niż moja dupa, na przykład takie japońskie kresówki. Prawda? No.

DWA oraz TRZY i CZTERY będą później, bo umrę, jeśli za chwilę nie pójdę pod prysznic.

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Discovery Channel.

12 sie
Dzisiaj dzień odkryć, moi drodzy. Albowiem odkryłam wreszcie, po 23 latach poszukiwań i niezdecydowania, kim chciałabym być, jak dorosnę.

Chciałabym być PŁYWACZKĄ OLIMPIJSKĄ.

Nie potrafię pływać, ale oj tam, szczegółów czepiać się nie będę przecież. Bo pływaczki olimpijskie nie muszą, a wręcz nie mogą depilować nóg. Dopiero na dzień przed mistrzostwami. Faaaajnie im. Mogą powiedzieć swojemu gachowi „Kochanie, wiesz, że muszę wyglądać jak dzika niedźwiedzica, by lepiej czuć opór wody”. I są normalnie kurwa USPRAWIEDLIWIONE.

A ja to muszę się męczyć. Cały dzień. Dzisiaj na przykład wydepilowałam sobie aż jedną nogę. Dobrze, że mam tylko dwie, bo gdybym miała więcej, to musiałabym co miesiąc brać tygodniowy urlop na depilację. A z dwiema to w weekend się wyrabiam, spoko.
Nie mogę szybciej, bo mnie boli i chuj.

Poza tym to nie chce mi się pakować.

Bardzo
mocno
NIE
CHCE
mi
się
PAKOWAĆ

Ej, no weźcie, niech ktoś zrobi to za mnie. Ślicznie proszę.
Zapłacę?

I jechać też mi się nie chce. Założę się o pierdylion dolarów, że będzie nudno jak na lekcji fizyki.

I będzie padał deszcz, co skutecznie uniemożliwi mi leżenie jak foka na plaży, wygrzewanie się kusząco na słońcu i podrywanie facetów na wydepilowane nogi (btw. to wydepilować tej drugiej też mi się już nie chce).

A jak zmoknę w czasie deszczu, to będę miała katar. Ja nie chce krakać, ale od tego się chyba umiera, nie? No, sami widzicie.

I na pewno nikogo interesującego nie poznam. Bo do mnie to lgną tłumy, a owszem, których można opisać tak (klikamy) albo tak (również klikamy). I przy takich to łatwo być IRON MAIDEN. No to ja dziękuję bardzo.

A jeszcze lato i plaża to takie charakterystyczne miejsce, gdzie faceci gapią się li i jedynie kobietom na cycki. Świata poza nimi nie widzą (biustami, nie kobietami).

No ale ba. Pewnie budzi się taka dziewczyna i stwierdza, że o wschodzie słońca oczodoły opadły jej na cycki, a faceci to tylko tak się lampią, bo nie chcą tracić z nią kontaktu wzrokowego, jasna sprawa. Dżentelmeni, psiamać.

I jeszcze woda na pewno będzie zimna i mokra. I będą pływały w niej zielone obrzydliwe wodorosty, które są o-b-l-e-ś-n-e, a meduzy pewnie oparzą mnie w dupę. Ja wiem, że tak będzie, ja wiem.

(positive thinkin’ mode on)

O JEZU, JAK BĘDZIE FAJNIE! :))))))

apdejt, dnia następnego, 16:14

Sprawa wygląda tak, że za dwie godziny wyjeżdżam i:

- nie zaczęłam się pakować (phi, drobnostka, wyrobię się w pięć minut. no dobra, nie przesadzajmy – w sześć lub siedem)
- nadal nie wydepilowałam sobie prawej nogi (oj tam, mam czas)
- nie wiem, gdzie moje dokumenty (standard)
- nie byłam w sklepie po chipsy (no jak to bez chipsów na drogę?)
- nigdzie się nie spieszę, MAM CZAS, zatem siedzę i czytam blogi (nie, no spoko)
- nie wiem, gdzie spakować komputer. Bo do bagażu podręcznego chyba mi się nie zmieści, prawda?

NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ WYJAZDU, taa.

No nic, idę się NAPRAWDĘ pakować.

Trzymajcie się cieplutko i nie martwcie się o mnie. Ja tylko spędzę dwa cudowne tygodnie nad morzem, w kaloszach i z parasolem. Może się nauczę pływać z kołem ratunkowym albo ratownikiem, kto wie.
Luz.
Nie jeden by tak chciał.

Stay tuned ;)

 
Komentarze (27)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ups, że tak powiem.

11 sie
M. WRÓCIŁA..

1. Weszła do mieszkania.
2. Rozejrzała się po przedpokoju.
3. Poszła do kuchni.
4. Zajrzała do łazienki.
5. Pędem pognała na pokoje.
6. Zbladła, westchnęła „olaboga!” i osunęłą się zemdlona na ziemię.

No proszę, a ja tylko sprzątnęłam ;)

No dobra, świruję, M. nie zemdlała, silną kobietą jest, ma to po mnie. Ale szok przeżyła i to stanowi fakt niepodważalny.

Zamiast Niej, padł grad natychmiastowych pytań, zanim zdążyła wszystko uważnie zlustrować (dzięki Bogu!)

„W tym rogi stał bukiecik sztucznych kwiatów. Gdzie one są? ” – Przestawiłam do drugiego pokoju, mamusiu. (wyrzucone)

„W tym dzbanuszku siedziała maskotka. Gdzie ona jest?” – Zaniosłam do kącika z maskotkami. (my NIE MAMY kącika z maskotkami, wyrzucona)

„Ta marynarka nie wisiała sama na wieszaku, co pod nią było i gdzie jest?” – Tam był ten.. nie pamiętam, ale zwyczajnie przewiesiłam do drugiej szafy (wyrzucone, cokolwiek tam się znajdowało)

I tak przez godzinę.
Ciągle tylko gdzie to, gdzie tamto?
No przecież proste, że czego nie widać, to znaczy, że tego nie ma. A do szafy, to ja na pewno tego nie schowałam..

No nic, zobaczymy jutro, kiedy M. wróci jasność umysłu. Najwyżej będę musiała się wyprowadzić. Phi.

Przypomina mi się kartka, jaką M. zostawiła mi pewnego razu, zaraz po tym, jak odbyło się sławne WIELKIE SPRZĄTANIE, po którym to zmyłam się przezornie z domu i nie wracałam czas długi. Treść notki brzmiała jak następuje:

MONIKA, IDĘ SPAĆ. ZANIM SIĘ OBUDZĘ, WSZYSTKO MA WRÓCIĆ NA SWOJE MIEJSCE. INACZEJ CIEBIE ZABIJĘ. Mama.

No dobra – wyprowadzę się na cmentarz.
Ojejku, wielkie mi coś.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Fast food, fast love. Junk food, junk love.

10 sie
Bo to chyba nie chodzi o to, żeby być z kimś na siłę, żeby ze strachu przed samotnością brać, co się przypadkowo trafi, bo lepiej mieć cokolwiek, niż nic.

Może się mylę, ale to nie powinno być tak, by pragnąc miłości i ciepła, i nie mogąc lub nie potrafiąc jej znaleźć, godzić się na to, by dostać chociaż substytut, jakikolwiek marny ekwiwalent.

Ja naprawdę rozumiem, jak rozpaczliwie można potrzebować przytulenia, tego żeby ktoś pogłaskał po głowie i powiedział, że będzie dobrze.

Żeby zapytał, jak minął dzień, dlaczego jesteś smutna, czy kupiłaś tę bluzkę, co tak bardzo się tobie podobała. Żeby to, co robisz, mówisz i myślisz znaczyło dla kogoś trochę więcej, niż nic.

Żeby zauważył ten ogrom ciepła, wrażliwości i uczuć, który masz w sobie, żeby zechciał je wziąć i nie odrzucać, a w zamian oddać trochę swojego czasu i zainteresowania. Naprawdę niewiele, tylko trochę. Wystarczy, że weźmie cię za rękę na spacerze lub zabierze do kina w deszczowe popołudnie.

Żeby był ktoś, kto powie ci, że się o ciebie martwi.
Że nie lubi, jak chodzisz nocą sama, bo to niebezpieczne.
Że lepiej jak założysz szalik, jeśli nie chcesz być chora.
Że nie lubi patrzeć, gdy jesteś smutna.
Że ładnie wyglądasz w błękitnym.

Ja naprawdę wiem, jak łatwo można ukryć przed światem wszystkie twoje troski, problemy i strachy, a jak jest trudno, gdy nie masz z kim podzielić się swoim szczęściem czy sukcesami, powiedzieć „Słuchaj, udało mi się”, kiedy przeglądasz numery w książce telefonicznej i nie masz do kogo zadzwonić, by dać znać, że jesteś szczęśliwa.

Wiem to wszystko bardzo dobrze.
Znam to. Rozumiem doskonale.

I mam świadomość, jak wiele można poświęcić, jak dużo znieść, w co uwierzyć i jak dużo zaryzykować tylko po to, by przez ułamek sekundy czuć się komuś potrzebną, jedyną i niepowtarzalną.

I można daleko uciekać, okłamywać świat i samą siebie, udawać silną i samowystarczalną, uparcie twierdzić, że nikt nie jest tobie potrzebny do szczęścia. Ale ostatecznie wezmą górę twoje potrzeby, nie uciekniesz od tęsknot, marzeń i pragnienia drugiej osoby.

Ale to nie nie oznacza bycia z kimś z rozpaczy, z samotności, ze strachu czy dlatego, że dziecko jest w drodze. Nikt nie ma obowiązku wiązać się z kimkolwiek. Ot tak, żeby z kimś być.

Teraz przyglądam się i obserwuję, jak wygląda taki szczęśliwy człowiek.
Żałośnie.

Ale może się mylę.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

And smile while they take your picture.

08 sie
To już siódmy dzień z rzędu, kiedy budzę się, otwieram oczy, patrzę, a tu depresja siedzi. Uparta skubana.

I mówię do niej, żeby sobie poszła, bo
chciałabym być trochę sama. Poza tym mam bałagan w pokoju i jeszcze opiekuję się chomikiem brata i naprawdę nie jest mi na rękę przyjmowanie gości.

A ta nic, zero reakcji. Tylko by siedziała przy oknie i liczyła krople deszczu. Już nie wiem, jak ją przekonać. Prosiłam, błagałam, groziłam. I to ile razy! Milion bilion trylion pierdylion.

A ona tylko siedzi, zerka na mnie sarkastycznie lub śmieje się złośliwie prosto w twarz i mam normalnie ochotę wyrzucić ją przez te pieprzone okno, ale menda w moje ciuchy wskoczyła, szkoda ubrań.

No ale nic, przecież miałam nie narzekać.

ŻADNYCH CHANDRYCZNYCH NOTEK.
ŻADNYCH CHANDRYCZNYCH NOTEK.
ŻADNYCH CHANDRYCZNYCH NOTEK.

Ułoży się.
Musi.

No to uśmiech, moi drodzy.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Mamo, nie patrz, to NIESPODZIANKA.

06 sie
Moja M. to cierpi na syndrom dziecka komunizmu, słowo honoru. Wszystko jest Jej wiecznie potrzebne, za nic nie przetłumaczysz, że sklepy są naprawdę dobrze zaopatrzone i oferują klientom nie tylko ocet.

Na taki chomikoholizm jakby cierpi, tylko zamiast w ustach, upycha wszystko w szafach.

„O, stary zardzewiały gwóźdź z deski pana Stefana – przyda się”
„O, plastikowa tacka po mielonych kotletach z Auchan – przyda się”
„O, gumka od czerwonych przedszkolnych rajstopek Moniki- przyda się”
„O, poduszeczki na ramiona wyprute ze starego swetra, które są już niemodne i nikt w takich nie chodzi – przydadzą się”
„O, mapa miasta z 1957, no proszę, nawet ze zdjęciem – przyda się”

Przyda się do, psiakrew, nie wiem, czego.

M. też z pewnością nie jest w stanie wyjaśnić do czego, ale głęboko ma zakorzenione w podświadomości, iż od jutra mięso może być na kartki i nie przetłumaczysz, nie ma sposobu.
Więc gromadzi, chowa, upycha. A mnie trafia jasny szlag. Jasny jak cholera.

Ale, zaraz, do czego zmierzałam.. Aaa, już wiem.

No i zawsze, kiedy M. zniknie mi z oczu na dłużej niż jeden dzień, to robię porządki. I dzisiaj właśnie była ku temu okazja, albowiem M. jest setki kilometrów stąd, a czego oko nie widzi, temu duszy nie żal, tak? TAK.

Odbyło się zatem WIELKIE SPRZĄTANIE.

Generalnie czynność bardzo prosta i nie wymagająca kończenia żadnych specjalnych kursów ani zbędnego forsowania się. Polega bowiem na łażeniu po chacie z wielkim workiem na śmieci (a później drugim i trzecim) i wrzucaniu do niego wszystkiego, jak popadnie.

Kiedyś, co prawda, wyrzuciłam w ten sposób klucz do pralki (takie plastikowe COŚ, czym się przekręca z tyłu pralki inne COŚ, w przypadku gdy cośtamcośtam). I M. było to FAKTYCZNIE BARDZO POTRZEBNE i myślałam, że mi urżnie łeb przy samej szyi. No ale luz.

Albo garsonkę M. też wyrzuciłam. (nawet nie jedną, ale cicho sza, bo jak się dowie, to mam w ryja)
I kłódkę od piwnicy.
I klucz od skrzynki.
I superważny rachunek.
Oj tam.

Nie wiem, o co się czepia. Przecież licząc statystycznie, to i tak wyrzuciłam więcej niepotrzebnych rzeczy niż przydatnych, co nie?
No.

I siedziała u mnie kumpela. Przypatrywała się moim porządkom, powtarzając miarowo „Monia, ale będziesz miała wpierdol, ale będziesz miała wpierdol.”

Phi.

Nic nie będzie – śmigam nad morze, zanim M. wróci. A później, to Jej przejdzie (chyba..)

Nieźle to sobie wykombinowałam, co? ;)

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Z dyskusji intelektualnych.

04 sie
Chciałam poskarżyć wszem i wobec, że oliwka (kliknąć proszę) użyła dzisiaj przeciwko mnie przemocy fizycznej. Słowo honoru. Szczeliła mię w ramię bardzo boleśnie.

Za co?
Za nic.

Shea (19:39)
poryczałam się, kurde

Ula (19:40)
bo?

Shea (19:40)
bo właśnie go zabili

Ula (19:40)
kogo?

Shea (19:40)
i nie lubię tego filmu, bo nie ma hepi endu

Shea (19:40)
no robin hooda, a kogo?

Ula (19:40)
jezu weź mnie nie strasz

Ula (19:40)
normalnie zajebię cię

Jak powiedziała, tak zrobiła.

Yeap yeap, she likes me ;)

Nieee, no w ogóle nie miałam statusu, że film oglądam, no w ogóle.

A poza tym to co? Nico.

Siostra mówi, że najlepsze z mojego bloga są komentarze.
No luz ;)

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Someone (w-i-s-e-r?) is watching over me?

03 sie
No bo umówmy się od razu – normalna to ja nie jestem. Żeby później nie było, iż nie uprzedzałam, albo inne jakieś bajki. Luz.

I tak się złożyło, że miałam wysłać koledze zdjęcia, co nie?

Słucham?!?
Nie, nie żadne randka-fotka-dupa-interia.pl, wypraszam sobie. To taki NORMALNY kolega, z którym sobie wzajemnie WMAWIAMY, że och i ach jak to fajnie być singlem, że kobiety to tylko na kasę lecą, a faceci to podli kłamcy, oszuści i takie inne bardzo podnoszące na duchu fantasmagorie.

Do rzeczy Monika, do rzeczy.

Aaa, więc było o tych zdjęciach.

No i miałam je sobie tak ślicznie poukładane, te zdjęcia.
Jedne były wiecie, z okładek Elle, facecipadająnamójwidok.blog.pl, marry me, kobieta piękność, wamp i femme fatale, czyli tak, jak na co dzień wyglądam, jasna sprawa.
A drugie to takie ze mną od święta, kaszana normalnie, po ciemku idzie się przestraszyć, robione jak mam okres i jestem spuchnięta, niewyspana, nie czesałam się 4 dni, dziecię ulicy, wojny i granatu. Taki koszmarek, delikatnie mówiąc. Przecież nie muszę nadmieniać, że robione z zaskoczenia, prawda? No i że zatrzymałam je tylko chwilowo, co by M. pośmiała się jak wróci, tak?

Brawo, WYSŁAŁAM TE DRUGIE, aaaaaaaaa!

Nie mam słów, chociaż mi rzadko kiedy brakuje języka w gębie. Wdzięk, szyk, urok, styl.. moja broń to sexapeal. Taaaak.

O matko.
No co.
Zdarza się.
Phi.

Myślę sobie tylko, że chyba los wiedział, co robił, nie zsyłając mi z niebios żadnego hipotetycznego tatusia dla moich dzieci. Przecież gdybym miała swoje dziecko, to normalnie wzięłabym i je zgubiła! Albo odebrała cudze z przedszkola, jak Boga kocham, tak bym zrobiła!

„Dzień dobry, to ja raz jeszcze. Przepraszam za kłopot, ale dzieci mi się pomyliły. Wie pani, człowiek taki zabiegany w dzisiejszych czasach, a jeszcze ten Kubuś to taki podobny do mojej Marzenki..”

HELP!

To tyle na dzisiaj. Idę sprawdzić, czy właściwe łóżko, a następnie spać. Dobranoc wszystkim.

Aha, jeszcze chciałam serdecznie podziękować za gorące zapewnienia w komentarzach, że się mylę i wcale nie jestem GŁUPIA, BRZYDKA i NUDNA. Dziękuję, naprawdę nie trzeba było, obrosłam w piórka.
KOCHAM WSZYSTKICH, KTÓRZY ZAPRZECZYLI TEMU CO WYŻEJ ;))

Zwłaszcza kobietom dziękuję, kurwa, za solidarność, co nie?

 
Komentarze (20)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

puk puk

01 sie
Dobry wieczór.

Mam owulację.

Chętnie odsprzedam lub oddam za darmo w dobre ręce.

Aaaaaaaa!

Poza tym jestem brzydka.
I jeszcze głupia i gruba jestem.
I nudna.
Taa.
A jutro pewnie obudzę się z celulitisem aż do kolan.
I pewnie będę miała koszmary w nocy, zawsze mam.

Aaaaaaa!

I jeszcze twarz mi spuchła i wyglądam jak chomik z autyzmem. I nikt mnie nie kocha, nikt mnie nie lubi, wszyscy mają mnie w dupie.

(oho, rozkręcam się)

I nikomu na mnie nie zależy, wszyscy mnie ignorują, lekceważą i nie wiem. A czy wspominałam, że nikt mnie nie lubi?

Co by tu jeszcze.. Hm…

O, już wiem. Jeszcze chciałam zapytać, czy ma ktoś jakiś porządny dmuchany materac? Ponieważ planuję skoczyć z okna w akcie Depresji Ostatecznej, a nie chciałabym się poobijać za bardzo. Bo tak z siniakami później chodzić to nie teges..

Kurcze.

Niezbyt piękny jest dzisiaj świat.
Wydaje mi się, że chcę niemożliwego.

Dobra, to ja se idę w kącik popłakać. Podobno wypłakać się trzeba.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS