RSS
 

Archiwum - Maj, 2004

bye bye boyfriend

31 maj
Bo jeśli muszę, to się opancerzę. Dokładnie tak.

Naprawdę prosta jestem.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Z jakimi facetami się umawiam? Niewłaściwymi.

31 maj
Chciałam przez to powiedzieć, iż weekend był absolutnie doskonały :)

Wycieczka do ślicznego lasu sosnowego to było to, o czym marzyłam, chociaż nie zdawałam sobie z tego sprawy. O dziwo, nawet się w nim nie zgubiłam, co w mojej skali, stanowi prawdziwy wyczyn. Z łuku do tarczy też trafiłam całe dwa razy. Myślę, że gdybym wzięła okulary i miała okazję upewnić się, gdzie dokładnie jest tarcza, wygrałabym. Bo ja się wcale nie chwalę, ja po prostu mam talent. Jak nie, jak tak? A kto trafiłby w punkt, którego nawet nie widzi? No? Właśnie.

Później spływ kajakowy. Rozkosz. 20 kilometrów Pilicą wśród krajobrazu prawnie chronionego. Znaczy się rezerwatem. I było tak cudownie, że aż umarłam, a później ogłuchłam, co by nie słyszeć charakterystycznych głosów w mojej głowie, demonizujących, że przecież i tak niedługo zjebie się wszystko teatralnie. Bo ja wiem, że się zjebie, ale w tamtym momencie NIE CHCIAŁAM wiedzieć, tak?

No więc jak już umarłam i ogłuchłam, ale nie oślepłam, bo było na co patrzeć, to okazało się, że jak na księżniczkę przystało, nawet bucików sobie nie zamoczyłam. Czy była to zasługa:

a – moich niesamowitych zdolności nawigacyjnych
b – faktu bycia niesioną na rękach tu i ówdzie
c – obydwie odpowiedzi są poprawne

Możecie zgadywać.

No i jeszcze ognisko. I lody śmietankowo-karmelowe. I film wieczorem. I ciepło uspokajających słów, że teraz będzie już coraz lepiej, że koniec jednego, to początek drugiego. Bo to już JEST koniec.

I coś sobie przypomniałam. Że kocham życie.
Więc i tak do siebie nie pasowaliśmy.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dziennika psychopatki c.d.

28 maj
Aaaaaaaaaaa

Ratunku!

Złapałam w autobusie obcego faceta za kolano! Przeżycie orgazmiczne.

Aaaaaaaaaaa

Normalnie wzięłam i złapałam za kolano!
Za kolano, rozumiecie?

Bo stałam, czytałam ksiażkę, a kierowca nagle zahamował. Musiałam się czegoś przytrzymać, prawda?

Później dostałam ataku histerycznego śmiechu i nie mogłam się uspokoić. Przez 15 minut. Patrzyli na mnie jak na wariatkę. Norma.

Trochę mi wstyd. Chociaż z drugiej strony.. dobrze, że to tylko kolano było, prawda?

I tak to.
Żyję sobie.
Wesoło.

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

E-N-O-U-G-H

26 maj
Minęło tyle czasu.. Tak dużo, że nawet nie pamiętam nawet już, ile dokładnie. Zmieniło się wszystko – znajomi i zapisane numery w książce telefonicznej, rodzaje rozrywek i upodobania. Zmieniłam się ja sama. Bardzo. Dominują inne priorytety, powstało zupełnie nowe postrzeganie świata; kiedyś wiara we wzniosłe uczucia, dzisiaj niewielki szacunek dla tego, co dyktuje serce, dawniej ukochana córeczka tatusia, niezależna, beztroska i szczęśliwa jak mało kto nastolatka, teraz imitacja zgorzkniałej samotnej matki, znudzonej domowym życiem.

Dość już mam jednak rozumu, by wiedzieć, że niezależnie od tego, co mi powiesz lub zrobisz, niezależnie w jaki sposób i jak głęboko mnie zranisz, to nadal jestem sobą. I żyję. Cała i kompletna. Może jeszcze trochę zbyt chuda, czasami zbyt smutna i bez odrobiny naiwności, która tak pomaga iść radośnie przez życie, ale to jednak ja. Bo znowu potrafię śmiać się szczerze, wbrew płynącym głęboko w środku łzom, trudno uwierzyć, ale uwielbiam się śmiać, chociaż nie ma Ciebie obok. I znowu, coraz częściej, mówię światu ‚nie’. Znika bezwolna katatoniczka, budzi się śliczna studentka i niezależna panna na wydaniu. Znudziła mi się już rola królewny zagubionej na własne życzenie. Już dość.

Od dzisiaj nie mam więcej ochoty wczuwać się w Twoją sytuację. Nie chcę dłużej próbować zrozumieć i poznać motywy. Pieprzę to, poradzę sobie bez ważnych dla mnie odpowiedzi, skoro nie chcesz mi ich udzielić. Jestem młoda, atrakcyjna i mam coś więcej do zaoferowania niż blond włosy. Prędzej czy później spotkam kogoś, kto będzie mnie kochał po grób, albo nawet do końca wakacji. Nie zamierzam być dłużej postacią drugoplanową ani plątać się w sytuacje wygodne tylko dla Ciebie, bo stać mnie na coś więcej i wartościowszego. Nie będę czekała z utęsknieniem na każdą wiadomość tylko dlatego, że od wieków stanowi najmilszy element każdego dnia. Przegiąłeś, kolego. Godzina rozmowy z Tobą nie jest warta dwudziestu trzech przepłakanych przez Ciebie. Może i nie mam głowy do matematyki, ale raczej się nie kalkuluje. Mam też wadę wzroku, a oko nie jest miarą lecz jednak widzi, co małe. I mam gdzieś, że teraz gryzę, choć możliwe, iż nie zasługujesz. Nie obchodzi mnie pierwszy raz w życiu, że może jest Ci przykro. Nie będę dłużej wierzyć w kogoś, kto sam w siebie nie wierzy, obdarzać pokładami ciepła i troski, kto najwidoczniej ich nie potrzebuje, tracić pozytywnych uczuć, bo i tak zabrałeś większość. Nie będę więcej dzielnie zagryzała warg przy każdej rozmowie ani podejmowała prób reanimacji i tak zdechłej znajomości. Koniec, straciłeś wszystkie milion szans, ciąg dalszy nie nastąpi. Dobrze wiesz, że kiedyś to musiało się stać, sam tak wybrałeś. Nie nie mogło mi wiecznie zależeć na Tobie bardziej niż na sobie samej.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Oda do młodości, czyli cholera, jaki ze mnie paralityk.

24 maj
Wszystkie poniedziałki powinny być wolne, żeby człowiek mógł odpocząć po weekendzie. Plus wtorki, bo jeden dzień wolnego to za mało.

Czuję się dziś jak pełnoetatowy worek Michalczewskiego albo Zegana w okresie tuż przed mistrzostwami świata. To znaczy podle.

Nienawidzę, kiedy moje ciało zdecydowanie odmawia współpracy bez wcześniejszego wypowiedzenia i serwuje mi trzydniowy urlop pod patronatem przymusowego lenistwa. Wtedy to zabija mnie najmniejszy hałas, zaś książka jest tak ciężka, że wykańcza przewracanie kartek, nie mówiąc już o składaniu literek w całość. Łóżko jest za miękkie, podłoga za twarda, fotel nie odpowiada kolorystycznie, duszno przy zamkniętym oknie, zimno, kiedy otwarte. Spać mi się chce, nie mogę zasnąć. Nie mam siły zrobić sobie herbaty, bo podniesienie czajnika znacznie przekracza moje możliwości manualne. Drugiego dnia już nie wiem, czy to nerki mnie bolą, czy kręgosłup, a może jedno i drugie, czy to starczy reumatyzm, choroba nerwicowa, atak wyrostka robaczkowego, zapalenie oskrzeli, depresja czy tasiemiec w przewodzie pokarmowym, początki skoliozy, serce, a może tylko halucynacje jakieś i tak naprawdę to czuję się świetnie. Trzeciego dnia poważnie rozważam opcję wizyty u lekarza, ale biorąc pod uwagę, że nie wiem, doprawdy, na co się uskarżać, bo przecież boli mnie absolutnie WSZYSTKO, rezygnuję z takiej możliwości.

Cudem przywlokłam swoje sflaczałe organy na uczelnię, tylko po to chyba, by jakiś dzielny rycerz w przeciągu najbliższych dwóch minut i piętnastu sekund zaniósł mnie na rękach z powrotem do domu lub pozwolił skonać romantycznie w swoich ramionach. W przeciwnym razie przysięgam, że umrę im tu na krześle. I wcale nie zrobię tego złośliwie.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

I’m not a complete idiot, some parts are missing.

21 maj
Ja bardzo lubię sobie popłakać bez powodu.

Na przykład, kiedy słucham Czerwonych Maków na Trójce i oczyma wyobraźni widzę, jak odważnie walczyli o sprawy z góry przegrane, bo widzieli sens i cel, a próbując, dokonywali niemożliwego. Ja to schowałabym się za krzakiem, przycupnęła cichutko, zamknęłabym oczy, żeby nie widzieć i nie wyszłabym stamtąd, dopóki się nie skończy, w myślach układając notkę na bloga. No naprawdę bym tak zrobiła.

Albo kiedy jestem daleko i sama
Kiedy nie lubię świata i świat też mnie nie lubi
Kiedy chowam się za swoimi fobiami i nawet uśmiechać mi się nie chce

Bardzo też lubię popłakać sobie, kiedy mam powód,

bo na przykład zawiesili na Cartoon Network emisję Toma & Jerry’ego, albo jak skończy mi się ulubiony tusz do rzęs, a ja nie mam czasu kupić nowego. Bo to są, moi drodzy, prawdziwe tragedie, tylko ja jestem na ogół pusta wewnętrznie i rzadko to dostrzegam.

Ale bardzo nie lubię płakać po fakcie,

kiedy kolejny raz udowodniłam, że nie jestem niczym więcej, jak głupią i zagubioną starą babą, która musi żmijowatymi atakami budować mur, kiedy robi się zbyt fajnie i wracają wspomnienia. A przecież każda cierpliwośc ma granice, przecież to wiem.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Drop your glass and kiss my aaa… mouth.

20 maj
m jak ja
m jak M.
m jak mmm :)

Już zapomniałam, jak fajnie jest spacerować po parku, trzymając kogoś za rękę.. Albo jeść wspólnie pizzę, kiedy sos cieknie po brodzie.. I śmiać się szczerze.. leżeć na trawie.. wracać do domu po 22.. Mmm.
Powoli sobie przypominam.

Później konkursowo głupieję na zawołanie pod spojrzeniem oczu Boskiego, nie wiem, jak się zachować, bo nikt tak nigdy na mnie nie patrzył, nie jestem przyzwyczajona. Jest tak zupełnie inaczej..

Albo kiedy nie odpisuje na smsa – zamiast natychmiastowego strachu, że powiedziałam lub zrobiłam coś nie tak, że ma mnie gdzieś, myślę sobie zwyczajnie, że pewnie jest zajęty. Jeszcze nie wystawia na próbę mojego zaufania.

I nie ma we mnie lęku, że odejdzie jutro, góra w piątek, kiedy odkryje, iż wcale nie jestem doskonała, że mam miliony wad i tylko parę zalet, z przekory bardziej niż dla ozdoby. Nie muszę zabiegać o niczyje względy, udowadniać, że naprawdę warto ze mną być, przekonywać, że bardzo daleko mi do warczącej jędzy czy chorobliwej zazdrośnicy, że normalnie to ja wcale nie marudzę, nie narzekam, że robię głupstwa bez zastanowienia i bardzo dużo się śmieję. Na razie nie muszę walczyć o każdy uśmiech przeznaczony wyłącznie dla mnie, bez wrażenia, że myślami i tak jest gdzieś bardzo daleko. Nie muszę prosić, żeby został. Jeszcze się nie waha, nie boi, jeszcze nie wybiera pomiędzy, chce mnie taką, jaką jestem. I tylko mnie.

Dlatego korzystam póki czas. Łapię każde spojrzenie, dotyk, chłonę czułe słowa i gesty, intensywnie, prawie obłąkańczo i chowam głęboko, żeby móc przypomnieć je sobie, kiedy znowu przyjdzie mi samotnie spędzać kolejny rok, a później następny i jeszcze jeden. Bo przyjdzie. I to już niedługo, naprawdę to wiem i wiem, dlaczego.

Na razie jednak dostrzegam kwitnące bzy i po raz pierwszy od wielu, bardzo wielu miesięcy nie żałuję rano, że się obudziłam.

Tylko momentami martwię się, że znowu ktoś odejdzie ze złamanym sercem, zawsze tak jest, kiedy jednemu zależy za bardzo. I tym razem nie będę to ja.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Donoszę państwu, że czuję się świetnie.

19 maj
ale nie mam czasu pisać, w ogóle nie mam czasu na nic, spać mi się chce i spóźniam się na autobus, ciągle coś gubię i zostawiam książki z biblioteki na korytarzu, i rękawiczki WD, i gubię spodnie wracając z aerobiku (nie, nie spadły mi z tyłka – gdzieś po drodze reklamówkę zostawiłam), i zostawiam też otwarte mieszkanie, wychodząc na cały dzień, bo przecież po co zamykać drzwi, ale spoko, nic nie zginęło, no a później biegam i szukam, część odnajduję, reszty nie, i nie mam czasu, ale to już chyba mówiłam, i żadnych głębokich przemyśleń, w ogóle jakichkolwiek przemyśleń brak, tylko oczy zrobiły mi się jakieś takie bardziej niebieskie i świat się kręci, idziemy na pizzę.

O mamo moja.

No co.

No ratuj.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

My milkshake brings all the boys to the yard.

10 maj
Były kserokopiarz, o którym pisałam tu, ponownie otrzymał tę lukratywną posadę. Radość z tego powodu okazałam najwidoczniej zbyt otwarcie, gdyż chwilę później, stosując taktykę napierania, zaprosił mnie na piwo. Metoda ta polegała na minimalizowaniu między nami dystansu fizycznego do tego stopnia, iż za każdym razem, kiedy się nade mną pochylał, miałam okazję obejrzeć wszystkie jego plomby w górnym uzębieniu. Kiedy w końcu, od nieustających kroków w tył, skończyła mi się za plecami otwarta przestrzeń i nie miałam już żadnego pola manewru, wyjąkałam błazeńskie „yyy.. jasne. Ale konkretnie umówimy się przy okazji, bo ten tydzień to mam cały zajęty”.
Figa z makiem, jak my się spotkamy. Niewłaściwa taktyka, mój drogi.

Tymczasem o godzinie 9:12 zadzwonił do mnie T. żeby zapytać, czy mieliśmy zajęcia o 8:00, bo on przyszedł i nikogo nie było. No halo! Skoro nikogo nie było, to chyba nie mieliśmy, prawda? Logiczne. A poza tym to ja i tak nie chodzę na fonetykę, więc jestem ostatnią, która wie coś na ten temat. W ogóle nie myśli chłopak. Natomiast biorąc pod uwagę fakt, iż dla mnie dziewiąta rano to środek nocy i jestem wtedy w fazie twórczych monologów.. Boże, nie pamiętam, co mu mówiłam, ale wnioskując po zapisie, rozmowa trwała niebezpiecznie długo.
Boję się go spotkać normalnie.

Z ostatniej chwili:

Aaaaaaa!
O-Matko-Jaki-On-Jest-Boski zaproponował mi właśnie kino.

Aaaaaaaa!

W co ja się ubiorę?!
Jak mam się zachować?!
Być wesołą trzpiotką czy twierdzą nie do zdobycia?!
Brać go na intelekt czy rzęsy?
Jakie imiona wybrać naszym dzieciom?

Ratunku, pomocy, mądrość ześlij na mnie, Panie.

W przebłyskach świadomości rozważam możliwośc przefarbowania włosów na jasny blond, chirurgicznego powiększenia biustu i zmiany imienia na Britney.

Nie wiem, czy zdążę, mam tylko dwa dni, cholera.

Alarm, alarm ogłaszam.

 
Komentarze (16)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Siedzę, czasem coś bredzę..

07 maj
A latka lecą..

Uroda też już nie ta, co dawniej..

Po namyśle:

Dobra, idę na solarium.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS