RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2004

Depresja długoweekendowa.

30 kwi
O matko, jaki fajny dzień dzisiaj miałam. Minął pod znakiem zakupów, którymi próbowałam wynagrodzić sobie fakt, iż bojkotuję długi weekend i nie jadę do domu. Tak postanowiłam i już. Uczyć się muszę ;) Nawet nabyłam dzisiaj kilka zeszytów, bo uświadomiłam sobie, że to już ósmy miesiąc ganiania na zajęcia, a ja nie zaczęłam prowadzić jeszcze nawet brudnopisu. Koszmar.

Poza tym szukałam czegoś na obiad i dzięki temu kupiłam milion koszulek w dziale dziecięcym, bo takie faaajne były :) Że co? Że niby nie wypada starej babie nosić koszulek z zielonym potworkiem, taaak? Trudno, ja będę.

Ponadto w międzyczasie odkryłam, iż mam nowe hobby. A mianowicie siedzenie. Tak, moi drodzy.
Rano bowiem siedzę na łóżku i zastanawiam się, czy iść na zajęcia. Jeśli w trakcie analizy nie zasnę (myślenie działa na mnie usypiająco), to konsekwentnie siedzę na ekologii albo w bufecie. Czasami też w szatni, ale to raczej rzadko. Później siedzę w kuchni na szafce i patrzę jak mi się obiad sam gotuje.. Na ogół szybko się tym nudzę i przenoszę się do pokoju, by posiedzieć przed telewizorem. I jeszcze na fotelu siedzę. I na dywanie, kiedy czytam ambitne lektury pt.”Tele Tydzień”. Teraz siedzę przed monitorem, za chwilę będę siedziała w autobusie (a przynajmniej mam nadzieję, bo stać to mi się wyjątkowo nie chce). Kiedy wrócę do domu, to będę siedziała w wannie, a następnie wrócę na łóżko, pijąc jednocześnie nową kawę w nowym kubku za 3.99, z nową łyżeczką, którą bynajmniej cukru mieszać nie będę, bo zapomniałam go kupić – prowadzenie domu to ciężkie zajęcie i znacznie przerasta moje możliwości, doprawdy.

Natomiast puenta na dzisiaj jest taka, że mimo wszystko wolę jak mnie dupa od siedzenia boli, niż serce od, cholera jasna, niczego.

Idę sobie.

Trochę później:

Aaaaaaaa co ja zrobiłam?!? Nie pojechałam do domu na długi weekend! Teraz będę musiała SAMA sobie gotować i SAMA uprać ciuchy! Aaaaaaaaa. I nie będę miała się do kogo odezwać, bo nie będzie Współlokatorki Doskonałej, a rybka mi zdechła (to znaczy samiec jeszcze żyje, ale przecież z facetami nie rozmawiam). I będę tak SAMA siedziała przez trzy długie dni i jadła SAMOTNIE słodycze. Spoko, najwyżej zajem się na śmierć, SAMA. Tak właśnie zrobię. Aaaaaaaaa!

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Osobowość do wymiany – niepowtarzalna okazja! *

26 kwi
„Ale ty monika to suuuper jesteś. Też chciałabym być taka, nigdy się niczym nie przejmujesz” – pisze mi taka jedna w smsie i sama nie wie, co za bzdury wygaduje, bo przez pojęcie ‚niczym’ rozumie tylko oblany egzamin lub problemy z frekwencją. Żałosne. Powinnam ją zabić śmiechem, tylko że nawet śmiać mi się nie chce z tego dłużej.

Bo ja przecież nie chciałabym być sobą, gdybym mogła wybierać. Chciałabym być kimś zupełnie innym.. Osobą systematyczną, obowiązkową, asertywną, stanowczą, przebojową.. Z której zdaniem liczy się ktokolwiek i której czasem komukolwiek brakuje.. Moją siostrą. Albo Justyną-Z-Czwartego-Piętra. Lub oliwką. Gwiazdką. meidli. Tobą. Elvisem Presley’em nawet, bez różnicy.

Albo kimś z łabędzią szyją, aksamitną skórą, głębokim spojrzeniem błękitnych oczu, delikatnymi dłońmi.. Kimś subtelnym, łagodnym, okrzesanym emocjonalnie, z talentem plastycznym lub do grania na harfie. Albo chociaż do gotowania pierogów z jagodami, psiakrew.

A tak naprawdę..
Tak naprawdę to chciałabym być kimś, kto wie, jak żyć w tym świecie i nie zwariować.
Kimkolwiek.
Byle nie sobą.

* Zgłoszenia proszę kierować na adres: honestly.blog.pl

 
Komentarze (19)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

For the cause.

23 kwi

Ja wiedziałam, że to się kiedyś stanie, że podetnę własnym językiem swoje gardło..

Ech, nawet nie chce mi się o tym pisać, pomartwię się tym później.

Idę do domu. Może ugotuję w końcu jakiś obiad.
Albo zrobię pranie.
Albo odkurzę.
Albo zmienię rybkom wodę.
Albo pójdę na zakupy.
Albo się zabiję.
Nie wiem.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Notkę sponsoruje literka p jak nojapierdolę.

20 kwi
Nobojapierdolę.

Jechałam dzisiaj autobusem, gdzie babka dotykała wszystkiego przez papier toaletowy! Normalnie wyjęła z kieszeni złożony w kostkę papier, rozprostowała, owinęła wokół poręczy i dopiero wtedy zdecydowała, że już można się trzymać.

Nojapierdolę. Chciałam wybuchnąć śmiechem, ale nie dałam rady, bo musiałam pilnować oczu, które mi wyszły z orbit i stanęły przed okularami. Ciekawe, czy gdyby postanowiła usiąść, też uprzednio wyścielałaby sobie takie toaletowe gniazdko? Mamusiu moja, a myślałam, że to ja mam fobie!

Poza tym okazało się, że stara z dołu ukradła (rzekłabym zajebała, ale nie wypada przeklinać) mojej Współlokatorce Doskonałej kotlety z zamrażarki pod naszą nieobecność! A konkretnie pięć kotletów.

Nojapierdolę. Przecież mogła przyjść i powiedzieć: Dziewczyny, słuchajcie, jest mi bardzo ciężko finansowo, bo przecież wynajmuję wam za darmo całe piętro, podobnie jak temu panu zakład mechaniczny, za pijalnię też nie biorę ani grosza, nie mam na chleb. I wówczas Współlokatorka Doskonała z pewnością dałaby jej jakiś smaczny obiadek (bo ja to niekoniecznie, bo ja to jej nie lubię). Ale nie – menda przyszła i sama sobie wzięła (zajebała znaczy się, ale przecież nie przeklinam, tak?)

Nojapierdolę. Trzeba będzie zamknąć lodówkę na klucz.

Chociaż nie, przepraszam bardzo. Co za idiota wymyślił, że kobiecie nie wypada używać niecenzuralnych zwrotów? Bzdura jakaś, przebrzmiały stereotyp. Niby jak mam mówić, kiedy jestem
zła
sfrustrowana
zirytowana
rozdrażniona
niewyspana cholernie
zestresowana
rozgoryczona
jest mi przykro i jakoś nie tak.

No jak mam mówić? Olaboga? B(ł)ożesz ty mój? A może alleluja?

„Miałam wyjść na rower, ale mi go, alleluja, ukradli”

Nojapierdolę.

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jaka jesteś – blog prawdę ci powie.

19 kwi
Jestem niepoprawną ekstrawertyczką. Na blogu i nie tylko zwierzam się z łatwością, leciutko, jakby od niechcenia, wyrzucam z siebie dane, publicznie przeprowadzam operacje na otwartym sercu, odpowiadam na zadane pytania i setki nie zadanych, wmawiając światu iż wierzę, że kogokolwiek to obchodzi.

Pozornie. Bardzo pozornie.

Prawda jest taka, że mnie trzeba oswajać zanim otworzę się zupełnie, a zdobycie mojego całkowitego zaufania to sprawa praktycznie nieosiągalna. Wszystkie moje opinie, przemyślenia i historie kryją w sobie pewną granicę szczerości, której nie przekraczam. Istnieje ich część, którą zostawiam zawsze tylko sobie. Bo tak.

Sęk w tym, że jestem konformistką, a to mydli oczy. Stwarzam pozory, pozwalam wierzyć, nie przytakuję jednoznacznie faktom ani im nie zaprzeczam, bawię się słowem. I nie próbuję nawet walczyć z taką sobą, bo to mój jedyny skuteczny mechanizm obronny.

Mam wrażenie, że tylko jedna osoba mnie do końca rozgryzła. Każdy mój gest, spojrzenie, nastrój, każdą ukrytą myśl. Tylko jednej osobie na to pozwoliłam. Błąd. O jednej za dużo.

Zadając jednak cios aurze tajemniczości, to ja się przyznam, że wcale nie jestem skomplikowana w obsłudze, chociaż nie mam wydrukowanej instrukcji możliwych zachowań na czole. Lubię kawę rozpuszczalną z mlekiem, ciszę nocy, mieciutkie piżamy w rozmiarze XXL, grube książki, czerwone wino, tulipany, huśtawki przed blokiem, słodycze i kino, kiedy zamiast śledzić akcję filmu, patrzyłam, jak śpi obok. Nie lubię mocnego alkoholu, ciężkiej muzyki, spódnic w kratę i do kolan, lekceważenia, pustych panienek i chwilowo wszystkich facetów, herbaty bez cukru, cudzych łez, bezsennych nocy, niepotrzebnych słabości oraz rozchwianej emocjonalnie histeryczki, taniej aktoreczki, zakochanej gęsi i głupiej kobietki.. w sobie.

Mogło być gorzej, tak?

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Hjuston, mamy problem.

13 kwi
Zgodnie z wcześniejszym postanowieniem ZMUSZAŁAM SIĘ – cały dzień w dodatku, nie żeby tylko pięć minut – co zaowocowało:

* czterema uroczymi spotkaniami

* tym, że przeżyłam dzień zamiast go przespać (czyżbym słyszała oklaski? bdb, że tak powiem :)

* wizytą u fryzjera, która miała wynagrodzić mi poświęcenie, na jakie zdobyłam się opuszczając ciepłe i przytulne łóżko na dłużej niż dwie minuty

* pseudotragedią pt. „Aaaaaaaaa, ścięłam włosy, aaaaaaaaa!”

Dramat trwa nadal, dobranoc.

 
Komentarze (25)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

I need a hit, baby, give me it.

12 kwi

Nie mogę przepuszczać czasu, pozwalać, by uciekał mi przez palce. Nie mogę, nie mogę, nie mogę.

Muszę coś zrobić.

Muszę się ZMUSIĆ.

Nie wiem jak.

Takie zniechęcenie kompletne. Może to już zmęczenie wiosną i taki jakiś chwilowy zanik optymizmu, sama nie wiem. A może spostrzeżenie, że świat nie zaczyna się od początku tylko dlatego, że rozmawiasz w ciepłą noc ze swoją dawną miłością, że niektóre rozdziały w życiu po prostu się zamykają nieodwołalnie, niezależnie czy chcesz tego czy nie. I można próbować być przyjaciółmi, ale do dupy z taką przyjaźnią, to nie działa i nie przynosi nic dobrego.

Później siedzę i zastanawiam się, co ja właściwie w życiu osiągnęłam i dlaczego nic, po co ja i kiedyś Ty, jaki jest sens czegokolwiek, skoro i tak zawsze jebie się spektakularnie, dlaczego nic mi się nie chce i po co miałoby się chcieć, dlaczego idę przed siebie, a mimo to stoję w miejscu i jakim cudem znajduję w sobie wystarczająco dużo energii, by umyć zęby i wydepilować nogi.

Nie wiem.

Może pójdę się upić, by w pijanym zwidzie dojść do wniosku, że żadna zima nie trwa wiecznie, nawet moja, a po wytrzeźwieniu palnąć się w cymbał pytaniem „A na Grenlandii?”

Wszystko mi jedno. Bardzo wszystko jedno.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kosmici inaczej, czyli Rozprawy O Kobietach ciąg dalszy

11 kwi

* Kobieta nigdy, ale to absolutnie nigdy nie jest w pełni zadowolona ze swojego wyglądu/włosów/nóg itd.

* Nigdy nie ma się w co ubrać. Normalne.

* Strzela fochy. I nie dlatego, że chce, ale musi. Ma to wpisane w charakter płci i już, nawet nie ma sensu z tym walczyć. Proszę jej wtedy nie ruszać tylko przytulać, no.

* Choćby posiadała wszystko, co niezbędne i zbędne (porządnego faceta, doskonała figurę, najmodniejszy lakier do paznokci), zawsze znajdzie powód do narzekania, że to i tamto.

* Z samej definicji przeżywa częste pseudotragedie, wpada w otchłanie rozpaczy, czarne dziury i wszędzie, gdzie nie jest miło, przytulnie i ciepło (wówczas też należy przytulić).

* Kupuje tysiące kosmetyków, choćby miała ich nigdy nie użyć. Ot tak, dla samej przyjemności kupowania.

* Siedzi godzinami w łazience, ale jestem zdania, że lepiej w łazience, niż w kuchni czy GARAŻU.

* Nie jest odporna na komplementy, nawet te najbanalniejsze, płytkie, nieszczere i interesowne.

* Swojego partnera – który wrócił zirytowany z pracy, bo go szef wkurzył, dostał białej gorączki, gdyż okazało się, iż obiadu nie ma, bo kobieta cały dzień spędziła w salonie fryzjerskim i jeszcze musi zabrać się za reperowanie cieknącego kranu – potrafi zapytać: Kochanie, dlaczego jesteś zły?
Jednak zamiast rzucić babę po czymś takim jak palącą się patelnię (ja bym tak zrobiła), należy pojąć, iż ona w ten sposób mówi „Skarbie, przecież jestem przy Tobie”.

* Może tysiąc razy oglądać klasykę kobiecej kinematografii (prym wiedzie w tej dziedzinie Dirty Dancing, oczywiście) i za każym razem będzie ryczała, twierdząc jednocześnie, że przecież WCALE NIE PŁACZE, tylko coś jej wpadło do oka.

* Nigdy nie wygląda tak świeżo i kwitnąco jak wówczas, kiedy jest zakochana (fakt wyjątkowo irytujący).

* Jeśli partner ma zły dzień, nie przejawia ochoty ani na konwersację ani na seks, kobieta NATYCHMIAST myśli: Na pewno już mnie nie kocha, już mnie nie lubi, pewnie ma kogoś na boku, jestem brzydka i nieatrakcyjna, to nie ma sensu, idę pakować swoje rzeczy, aaaaaaaaa.

* Jest zawsze spostrzegawcza i potrafi natychmiast wyciągać właściwe wnioski, pomijając jedynie te sytuacje, kiedy jest ślepa i nie widzi nawet wtedy, gdy oczywistość pewnych faktów uderza ją prosto w twarz. Bardzo skutecznie tłumaczy sobie wówczas „Przecież nie zrobiłby mi tego”.

* W całej swojej głupocie każda kobieta jest na tyle mądra, by udawać przy mężczyźnie słodką idiotkę i to jest najlepsza część całej zabawy („Naprawdęęę? Tak można?? Nigdy bez Ciebie sama bym na to nie wpadła!”)

A faceci? Cóż. Z definicji można podważyć zasadność ich istnienia. Jak nie, jak tak? Że co, że niby penisa mają? Phi, jakby rzeczywiście było się czym chwalić. Gdyby mogli się nim po plecach podrapać, albo zrobić laurkę na Dzień Kobiet, to jeszcze bym się zastanowiła. A tak to raczej nie.

3:57 apdejt

Kobiety są fajne.

Faceci nie są fajni.

Faceci są ślepi.

Strasznie ciężko jest robić dobrą minę, wiecie?

 
Komentarze (39)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

100 pytań do, czyli dlaczego u mnie dzisiaj pada?

10 kwi
Tak, kobiety są strasznie głupie. STRASZNIE GŁUPIE i przyznaję to z pokorą, mimo świadomości, że sama podchodzę pod tę właśnie kategorię. Wszystko wynika li i jedynie z relacji damsko-męskich, bo przecież w pozostałych dziedzinach radzimy sobie doskonale.

Faceci są prości, nieskomplikowani, niektórzy z jajami, inni bez. U nich „nie” znaczy NIE, a „tak” znaczy TAK. Oni nie wpadają w depresję, nie zmieniają zdania co dwie minuty, nie analizują, nie przerabiają sytuacji w myślach z każdej strony, nie istnieje u nich zwrot „co by było, gdyby”.

Kobiety odwrotnie. Zastanawiają się i generują sceny od poczatku do końca, drążą, gdybają, przypuszczają, wyolbrzymiają i nadinterpretują. Co więcej, miewają pms’y, fochy, skłonności euforyczno-depresyjne oraz wyimaginowane problemy z nadwagą. Potrafią spędzić pół nocy, gapiąc się bezmyślnie przez okno, tłuc się do rana niewiadomo po co, na co i dlaczego, chociaż nie są chore, smutne i nie jest im źle.

Bo kobieta to takie stworzenie, które zawsze, ale to absolutnie ZAWSZE znajdzie sobie powód do płaczu. Bez racjonalnych uzasadnień.

I nie ma sensu pytać w takich chwilach co jest nie tak lub zmuszać ją do udzielenia logicznego wytłumaczenia dla łez, bo kobieta sama nie wie, czy to hormony czy faza księżyca. Zwyczajnie musi sobie popłakać i tyle.

I zamiast tłumaczyć, przekonywać, że przecież nie ma powodu do mazania się, że szkoda makijażu i w ogóle, zamiast tego wszystkiego wystarczy kobietę przytulić. Tylko to, nic więcej.

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zabijanie czasu to nie tyle morderstwo, co samobójstwo.

07 kwi
Zieeeew.

Umieram z nudów.

Zieeeew.

Na metodyce czytam Mistrza i Małgorzatę, na psychologii uczę się pisać lewą ręką i robię notatki z turystyki.

Zieeeew.

Nie idę na statystykę. Cyferkom zdecydowanie mówimy dzisiaj NIE.

Zieeeew.

Co za dzień.

Zieeeeeeeeew.

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS