RSS
 

Archiwum - Marzec, 2004

Silly girl, keep your cool to avoid the crush.

30 mar
Coś mnie znowu nachodzi. Zupełnie nie wiem co, ale horyzont niebezpiecznie kurczy się do czterech pustych słów i niech lepiej szybko mi to minie.

Tęsknota? Niemożliwe, przecież na tęsknotę jest o wiele za późno.

Wspomnienia i sentymenty? Ani jednego. Wymazałam wszystkie skrupulatnie, a rany zdezynfekowałam wodą utlenioną.

Przywiązanie może? Nie ma mowy. Na przywiązanie było przecież o wiele za krótko.

Matko, mam nadzieję, że to tylko cholerna grypa, względnie kolka nerkowa.

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Unchain my brain.

29 mar
Kobieta od hiszpańskiego, gnuśna, nudna, ograniczona i niesympatyczna wielce, zapamiętała sobie moje zdanie na temat jej zajęć, które to pewnego dnia skomentowałam szerokim ziewnięciem prosto jej w twarz, po czym nie pokazałam się na ćwiczeniach 20 razy z rzędu. Zamiast docenić szczerość opinii, udowodniła, iż mój progres w zakresie przedmiotu jest nieporównywalnie słabszy niż innych, co jest, oczywiście, ewidentną bzdurą. Nie mniej jednak stara rura oblała mnie spektakularnie, jako jedyną. To tak tytułem nowości.

Idąc natomiast za radą Magdusi, spędziłam niedzielę w łóżku, bez sensacji, samotnie, rozwalona jak Wielka Brytania, ćwicząc mięśnie kciuka na przyciskach pilota do tv. Nie wiedziałam, czy mam śmiać się, czy płakać, kiedy urocza prezenterka stacji muzycznej proponowała „obejrzeć nową piosenkę”. To muzyki się już nie słucha? Biedny Miodek pewnie zaliczyłby zgon natychmiastowy tylko po to, by móc przewrócić się w grobie. Apogeum głupoty jednak blond Gosia osiągnęła tworem językowym „Zmruż oczy to film, który wyszedł na DVD w wersji bardzo specjalnej, bo wyszedł w bardzo specjalnej wersji”. Genialne wręcz. Tak się zastanawiam, czy przypadkiem, jeśli uda mi się osiągnąć odpowiednio błazeński wyraz twarzy, to czy przypadkiem nie czeka mnie lukratywna kariera prezenterki stacji muzycznej?

Tymczasem na Mtv Classic odkryłam dzień z Michaelem Jacksonem, co zaowocowało rewelacyjną popisówą moich umiejętności wokalnych, chociaż tańczyć to już nie próbowałam. W każdym razie z orgazmicznego wydzierania się w każdej tonacji, kiedy wyłam i zawodziłam jak saksofon w rękach amatora, wyrwał mnie dolatujący z kuchni smród przypalającego się makaronu. Na obiad zjadłam czekoladę.

I w ten oto sposób, nim się spostrzegłam, kolejny weekend dotarł do kresu swej gównianej egzystencji. Monday, welcome home.

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Tygodnik Powszechny.

25 mar
Cały dzień wczorajszy kasowałam bilety w autobusach – zapomniałam, że mam miesięczny. Spoko.

Ale co to ja chciałam? Aaaa. Chciałam zapytać, czy jeśli J. w każdy wtorek (wtedy najwidoczniej mamy razem jakieś zajęcia) pyta mnie dwadzieścia pięć razy na godzinę, kiedy dam Mu swoje zdjęcie, to znaczy, że co? Że niby On-chce-MOJE-zdjęcie, bo ja Och i Ach jestem, taaak? Figa z makiem. Z pewnością ma zamiar wrzucić je na www.monsters.photo.com i zgarnąć główną nagrodę. Albo będzie robił z tym zdjęciem jeszcze gorsze rzeczy, których pomysł nawet do głowy mi nie przyjdzie.
Prawda? Prawda.

Poza tym wszystko okej. Ja i moja depresja mamy się doskonale. Zaprzyjaźniłyśmy się bardzo, dogadujemy się rewelacyjnie i żyć bez siebie nie możemy. Zamiast na zajęcia, idziemy dzisiaj do cukierni w centrum, której istnienie, niestety, odkryła przede mną M. Następnie, kiedy już zasilimy znacznie budżet właściciela, wrócimy do domu, gdzie będziemy oglądały Minimaxa i obżerały się do nieprzytomności. Później pogramy w scrabble.

Droga Olu, to tyle na dzisiaj. Odpisz szybciutko. Z niecierpliwością czekam na Twój list.

Monika

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wtorek.

23 mar
Siadałam dziś do bloga z myślą, jak bardzo szare, nudne i monotonne są wszystkie dni, jak czas ucieka przez palce i z przekonaniem, że trzeba Wam tu trochę ponarzekać. Ale jednak nie – przecież skłamałabym pisząc, że jest mi jakoś bezbarwnie, nie tak i samotnie. Zwłaszcza to ostatnie. Bo oto obserwuję istnienie głębokiego doła, którego rytmiczne pojawianie się urozmaica moją jednostajną egzystencję. Wiosna, ach, to ty?
 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Snap back to reality.

17 mar
Urząd Pracy – Urząd Stanu Cywilnego
PZU – ZUS
Zakład pogrzebowy – Prokuratura
okienko nr 2 – pokój 203
sala 08 – poczekalnia
na prawo – na lewo
karta zgonu – akt zgonu
podanie – odpis – odwołanie
kierownik – ordynator
depozyt – konto
NIP – PESEL
formularz – podpis – data

W głowie mi się kręci, natłok myśli sprawia niemal fizyczny ból. Robię herbatę, ale nie mam siły jej wypić. Siadam pod ścianą, zamykam oczy.

czekać – zadzwonić
przyjść jutro – za miesiąc
przepisy są przepisami – rozumiem

Łańcuch biurokratycznych operacji krąży po głowie. Strzępki informacji i dialogów wbijają się nieproszone w myśli, nie pozwalają odpocząć, wykorzystać chwili samootności i ciszy. Oczyma wyobraźni widzę, jak się poddaję. Mówię, że nie obchodzi mnie to, że niech się dzieje, co chce, że nie mam już siły.

Mimo to wstaję i jadę do C. Bo wiem, że nie poradzi sobie sama, że potrzebuje, by Nią pokierować, niejednokrotnie za Nią zdecydować, popychać, aby nie stanęła w miejscu. Przelotnie widzę się z M. ale nie mamy dla siebie czasu. Z udawaną wesołością i energią informuję Ją, że znam już na pamięć każde z sześciu pięter trójskrzydłowego szpitala, zwłaszcza ojom i oddział patomorfologii, że zjadłam cały obiad i że nauczyłam się obsługiwać ksero. No ba. Później przytulam Ją mocno, z całych sił powstrzymująć łzy, bo wiem, że jeśli spadnie choć jedna, to już nie zatrzymam reszty.

Boże, jaka jestem zmęczona.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

16 mar
Obiecaliśmy sobie, że moja przeprowadzka niczego nie zmieni, że nadal będę wpadała od czasu do czasu, że wspólnie przygotujemy pastę rybną w nasz szczególny sposób, a później będziemy nabijali się przyjacielsko z C. Że nadal będzie pytał „Słoneczko moje, napijesz się herbaty? Bo pewnie zmarzłaś.” Że będzie jak dotychczas..

Ale nie jest.

Wchodzę do pokoju, rozglądam się niewidzącym wzrokiem, otwieram okno, bo nie wiem, co zrobić z rękoma. Obco czuję się w miejscu, do którego wracałam codziennie przez ostatni rok, tak strasznie obco. Palcem wycieram kurz z książki, podchodzę do telefonu, przytulam kota. Przeraźliwa cisza dudni wokoło, ślady krwi na łóżku, na dywanie, na podłodze. Patrzę z niedowierzaniem bardziej niż w szoku. Niewiele czuję poza chłodem. Tak strasznie zimno mi w środku i nie potrafię tego opanować.

Kolejna strata, kolejny ból, kolejne łzy. Aż trudno uwierzyć, że jakieś mi jeszcze zostały. I wściekłość na los za to, że tak bezlitośnie igra sobie ze mną, że nie pozwala odetchnąć na moment, jakby znajdował złośliwą satysfakcję w dręczeniu mnie psychicznie z każdego frontu. Przyjechała M. Przytula mnie i na chwilę jest lepiej. Ale tylko na chwilę.

Nie mam odwagi iść na pogrzeb.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Oh, I’m no one’s wife but oh, I love my life.

10 mar
Nie mam czasu na ODPOCZYNEK.

Nie mam czasu na ŻYCIE TOWARZYSKIE.

Nie mam czasu na CZYTANIE KSIĄŻEK.

Nie mam czasu na KINO.

Nie mam czasu, by KUPIĆ RYBCE AKWARIUM.

Nie mam czasu, by ZROBIĆ PRANIE.

Nie mam czasu, by ODWIEDZIĆ B. i C.

Nie mam czasu na COKOLWIEK.

Nie mam czasu na BLOGA nawet.

A kiedy żyć? Kiedy jeść? A kiedy szukać męża?

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Proza życia.

06 mar
Wiem, wiem, długo mnie nie było, zaległości straszne. To szybciutko mówię co i jak, bom zabiegana okropnie, muszę się streszczać:

Wtorek:
Obudziłam się z przekonaniem, że niepotrzebnie, bo przecież kulturoznawstwo, ekologia, statystyka i hiszpański to żaden powód, prawda? W związku z tym, aby zabić depresję, której poranne objawy dane mi było zaobserwować, zamiast na uczelnie wybrałam się na zakupy. Coś na obiad miało być. (Odkąd przeprowadziłam się na stancję, do codziennych obowiązków doszło mi, między innymi, gotowanie obiadów, psiakrew). Wynikiem moich kulinarnych zapędów był budyń, rurki z kremem, rurki bez kremu, ciastka w czekoladzie, pieguski z orzechami, kuleczki czekoladowe i herbatniki. Całość zagryzłam solonymi paluszkami, co by mnie nie zemdlilo, wiecie.

Środa:
Walizki, plecaki, pudła, reklamówki, torebki i torebeczki, które domagały się rozpaczliwie od wielu, wielu dni rozpakowania, wreszcie wygrały. W żadnym wypadku nie była to z mojej strony wymówka, aby opuścić zajęcia na uczelni. Najzwyczajniej dłużej rupiecie już nie mogły czekać, jeszcze by sobie gdzieś poszły w ramach protestu albo co. Zmęczyłam się, naprzeklinałam, przełożyłam milion razy z miejsca na miejsce, ale późnym popołudniem osiągnęłam upragniony efekt, co poszłam ukoronować zakupami. Wylądowałam w teatrze, a raczej tuż przed, kiedy wpadł na mnie samochód. A może to ja na niego wpadłam, nie wiem, nie zwróciłam uwagi, zamyślona byłam. W sumie nic mi się nie stało, tylko odechciało wizyty w teatrze.

Czwartek:
Poszłam w końcu na uczelnie, ale zupełnie niepotrzebnie, bo tylko dostałam zjebę od sekretarki za przekroczenie terminu składania indeksu (nie mogła zrozumieć, idiotka, że MUSIAŁAM się rozpakować!), a zaraz po niej kolejną od dziekanki, że nie mam wszystkich wpisów (a jak miałam niby je wziąć, skoro sie ROZPAKOWYWAŁAM?!). Mów do słupa. Aby się zrelaksować, poszłam kupić coś na obiad. Lodówkę zapełniłam mądrze jogurtami (pamiętam, że muszę się dobrze odżywiać, spoko) i makrelą wędzoną (proteiny i takie tam), z czego wszystko do dziś bezużytecznie leży i czeka na przeterminowanie. A gdybym kupiła słodycze, to przynajmniej bym się najadła i zaoszczędziła sobie nocnych koszmarów, o tym, że gonią mnie M&M’sy (te z orzechami w środku), a później wygrywają przetarg na prywatyzację komunikacji miejskiej i prześladują w autobusach.

Piątek:
Spóźniłam się na zajęcia, ale tylko troszkę. Następne odwołane, więc nie czekałam na resztę i wróciłam do domu. Po drodze kupiłam mąkę, chociaż nie wiem, po co, nie mam pojęcia, co można ugotować mając mąkę do dyspozycji. Pod domem okazało się, że nie wzięłam kluczy ani komórki, co pomogłoby mi skontaktować się z moją współlokatorką i błagać, żeby mi otworzyła bramę. Stałam więc 25 minut, zanim odważyłam się poprosić jakiegoś przesympatycznego przechodnia, aby mi użyczył swojego telefonu. Owszem, mogłam zdecydować się na to szybciej, ale czekałam na jakiegoś przystojnego, wiecie. Później zadzwoniła M. że mam do Niej koniecznie przyjechać na weekend, zanim umrę z głodu. Nie mam pojęcia, co miała na myśli.

Teraz idziemy na zakupy. Pewnie wrócimy z jakąś oliwą, kaszą, makaronem albo innym kuchennym, zupełnie zbędnym, gadżetem.

Blech, moje życie jest zabójczo ekscytujące.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

I want you to want me.

01 mar
Całe popołudnie pomagałam maluchom w domu dziecka odrabiać lekcje, rysowałam domki i kwiatuszki, bawiłam się w dom, czytałam Przygody Koziołka Matołka, grałam ze starszymi w ping-ponga i tłumaczyłam zasady trybów warunkowych. A teraz nie mogę nic napisać, bo ryczę histerycznie. I w ogóle.
 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS