RSS
 

Archiwum - Luty, 2004

Nie biegnij za autobusem, bo zgubisz rękawiczki.

26 lut
Taka oto konkluzja przyszła mi dzisiaj do głowy po utracie kolejnej pary wspaniałych rękawiczek, które to miały chronić moje piękne, delikatne dłonie przed negatywnym wpływem zimowych czynników zewnętrznych, kiedy znowu ofiarnie nadwyrężałam przepustowość moich płuc, galopując jak rasowy koń na przystanek, co by na autobus zdążyć. Chociaż w sumie jaki tam koń, taka szkapa raczej.

Z podziwem patrzę na te wszystkie dziewczyny, które o siódmej rano, wystrojone jak od Diora, z fryzurami prosto z Le Grand Salon i uśmiechami Julii Roberts przykuwają wzrok mijających je mężczyzn. Ja tak sobie wykoncypowałam, że one chyba w ogóle nie kładą się spać. Serio mówię. Bo nie wierzę, że mają rano czas na te wszystkie zabiegi upiększające, żeby nie wiem co.

Okej, akceptuję fakt, że niektórzy już wieczorem myślą, co założą na siebie dnia następnego, spodnie czy spódnicę, sweterek taki czy taki, którą spinką zepną włosy i nie stają rano przed pokusą pojawienia się na zajęciach w piżamie, jak ja. Ale na Boga! Przecież nie można wyglądać tak swieżo i powabnie zaraz po przebudzeniu, to jest fizycznie niemożliwe, nawet, jeśli dnia poprzedniego w klinice odnowy biologicznej robiono im lifting twarzy przy pomocy botoxu. Nie i już.

I nie mówię tak wcale dlatego, iż wierzę, że nie tylko ja wstaję dopiero po tysięcznym alarmie budzika, że są, oprócz mnie istoty, które krokiem somnabulicznym udają się do łazienki, by nastawić wodę na herbatę, w międzyczasie wpadają na drzwi i przez resztę dnia dziarsko maszerują po uczelni z guzem na środku czoła (tak, dzisiaj tak chodzę). Ja naprawdę wierzę, że można być przytomnym zaraz po przebudzeniu. Ale nie można TAK wyglądać o siódmej rano. Po prostu nie.

I tym akcentem zakończę notkę, zanim stracę zupełnie wiarę, że ma ona jakiś sens.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

„Dajemy pewność członkom naszej partii”

25 lut
Ta oto reklama prezerwatyw wywołuje u mnie śmiech od ponad dwóch tygodni.

Okej, wiem, że to płytkie, zdaję sobie sprawę z prymitywnego sposobu oddziaływania na psychikę potencjalnych nabywców i głupio mi, że tak łatwo poddaję się sile reklamy, chociaż po produkt jeszcze nie pobiegłam. I jestem też skłonna przyznać, że najprawdopodobniej, za jakieś 20 lat albo i wcześniej, stanę się typowym przykładem konsumenta, któremu sympatyczne panie na stoiskach promocyjnych wcisną wszystko DWA plus JEDEN w cenie czterech, a on jeszcze za to podziękuje. Wiem, że tak będzie.

No ale nic nie poradzę, że mam doskonale wykształcony zmysł wizualizacji wszystkiego, co słyszę lub czytam, o ile istnieje w ogóle taki zmysł. I za każdym razem, kiedy mijam billboard, pojawia się w mojej głowie obraz tych członków, wypełniających salę podczas obrad sejmowych. Wszyscy członkowie (wszystkie członki?) obowiązkowo w garniturach i z teczką, a najlepszy jest ten stojący na mównicy. Natomiast ja siedzę w autobusie i reprezentuję taki charakterystyczny typ, co to chicha się sam do siebie i na którego widok inni też uśmiechają się głupawo, tudzież kiwają znacząco głowami. Tak mam i już. I niewiele się tym przejmuję, bo nie z takimi kompromitacjami dane mi było się mierzyć.

REKLAMA OGŁUPIA.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dialogi przystankowe.

24 lut
Stoję na przystanku i stoi on. We dwójkę sobie stoimy. On kręci się, co chwilę zerka to na zegarek, to na mnie. Ciężki rodzaj ciszy w powietrzu. W końcu rzuca inteligentnie:

- Czekasz na autobus?

Ja, również błyskotliwie:

- Co? Aaaa. Nie, coś ty, tak sobie tylko stoję, to moje hobby.

I ja się dziwię, że jestem singlem, tak?

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Shut up, fish.

24 lut
Nie potrafię wymagać od innych. Przywiązuję się do ludzi zanim zdążą zauważyć i zapamiętać moją twarz. I czasami, tak jak dziś, samotność i gorycz przewiercają mnie na wylot. Mnie, taką pogodną i ufną. Bo tak się jakoś dzieje, że kiedy jesteś zawsze i dla każdego, to później nie masz komu wypłakać swoich łez.

Coraz więcej we mnie buntu i goryczy poprzez taki stan rzeczy. Bo nie rozumiem, dlaczego to zawsze ja muszę pierwsza zadzwonić, wysłać smsa, zapytać co i jak, a później pocieszać w razie potrzeby. Więc milczę buntowniczo kolejny dzień, w związku z czym otrzymane wiadomości to tylko te od siostry lub z prośbą o coś. I okazuje się, że jedyną osobą, która pamiętała, był On. I tylko On wykazał jakiekolwiek zainteresowanie, chociaż nie powinien wcale. I tylko On podtrzymywał na duchu w chwilach, kiedy najbardziej się bałam.

Zaskakuje mnie świat coraz bardziej i niekoniecznie pozytywnie.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

A może?

19 lut
Popieprzyło mi się życie spektakularnie i taka jest prawda. Na każdej płaszczyźnie i z każdej perspektywy. Wszystko wywrócone do góry nogami, sytuacje śmieją mi się złośliwie w twarz, a ja nie potrafię się w tym odnaleźć i nic nie zapowiada bliskiej poprawy.

Ej..

Może rzeczywiście jestem głupią i popapraną emocjonalnie babą, która odbiera świat przez pryzmat jakiegoś lekceważącego ją palanta?

A może nie doceniałam tego, co miałam, kiedy pojawiało się z łatwością zanim zdążyłam tego szczerze zapragnąć. I teraz przyszedł czas, by nauczyć się, że tak nie będzie zawsze, że jednak o wszystko trzeba walczyć, bo nikt nie zrobi tego za ciebie?

A może, w końcu, to taka nauczka od losu za beztroskie myślenie o jutrze lub nie myślenie o nim wcale, za branie wszystkiego bez podziękowania, jakby zwyczajnie mi się należało?

………

Nie wiem. Ale faktem jest, że nic mi się nie układa, nic nie cieszy, na niczym mi nie zależy, czuję się zawodowo samotna i już w ogóle nie mam siły na to wszystko. Chyba kupię sobie rybke – przynajmniej będe miała z kim pogadać w czasie weekendów.

I tylko trzymam się własnej irytacji i frustracji jak pijany płotu, próbując ukryć, jak bardzo zrobiłam się nieczuła na wszystko, co dzieje się dookoła.

A może zaopatrzę się w gaz rozweselający? A może pojadę nad morze? Zawsze to jakieś rozwiązanie.. Ale najlepiej kupię sobie czekoladę.

PS. Ja wiem, że przynudzam z tymi smutami, wiem.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nie jestem nerwowa, ja tylko NERWOWO reaguję.

18 lut
Bo mam głęboko irytujący dzień, przekrwione oczy, na egzaminie przede mna tablica genealogiczna Royal Family a ja usilnie tworzę swoją własną, zamiast legalnie zerżnąć, jestem głupia nieskończenie, nic nie ma sensu, wszystko jest popaprane, chcę do mamy, a poza tym czuje się świetnie i może jutro napiszę coś normalnego.
 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Cinde-fucking-rella

14 lut
Miałam się ustosunkować do Walentynek, tak? A zatem ustosunkowuję się poprzez temat notki. Cała dalsza treść jest chyba zbędna.
 
Komentarze (15)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bez cenzury, bo tak.

13 lut
Ja to muszę chyba strasznie dużo grzeszyć, naprawdę, chociaż nawet nie mam z kim. Bo inaczej już sobie tego nie wytłumaczę, skoro Szanowny Jaśnie Pan Przypadek Zupełny nieustannie daje mi o sobie znać w najmniej przyjaznej i wyczekiwanej formie, kiedy to spotykają mnie sytuacje i zdarzenia z cyku „Małpia złośliwość losu”. Co więcej – CIĄGLE mnie spotykają!

Ze szczególną lubością wybierają sobie chwile, gdy moja kumulowana irytacja osiąga apogeum, jak zawsze, kiedy muszę TAM jechać, a tuż po przebudzeniu, na drodze łóżko-łazienka, do gamy targających mną negatywnych uczuć dochodzi rozdrażnienie, wkurzenie, zjadliwość, żmijowatość, zaczepliwość, histeria i arogancja, co oznacza dzień pod tytułem Nie-Dotykaj-Mnie-Bo-Przypierdolę, najlepiej komuś niewinnemu.

I właśnie w takie dni, jak ten, pani wielmożna pieprzona kasjerka nie raczy mnie poinformować, kiedy kupuję u niej bilet, że na odcinku mojej stałej trasy toru im, kurwa, zabrakło czy coś, konduktor nie budzi, aby poinformować, że trzeba wysiadać gdzieś w polu i w ostatniej chwili wyskakuję z pociągu (chociaż co mi tam – przecież tylko wróciłabym do miejsca, z którego wyjechałam, żaden problem, no nie, takie ekstremalne jo-jo). Później PKP funduje nam, pasażerom, darmowy przejazd PKS-em, sztuk w liczbie jeden, dzieki czemu mam okazję przekonać się, iż na szybie też można, kurwa, siedzieć przez 9 kilometrów i nawet oddychać czasem, i że nie jestem taką histeryczką jednak, bo myśl, że chyba nas, kurwa, porwali, pojawiła się w mojej głowie tylko 43 razy w ciągu 20 minut.

W taki dzień właśnie, dojeżdżam owym PKS-em do stacji PKP na dworcu Zadupie i siedzę tam na mrozie całkiem krótko, bo tylko niecałą godzinę, po czym udaje mi się komfortową osobówką dotrzeć do stolicy, gdzie z kolei dowiaduję się, że 9 minut wcześniej mój pociąg odjechał. Pod koniec takiego dnia nie mam już siły się nawet wkurwiać czekając 3 godziny na następny, a kiedy o wyznaczonej porze żaden nie podjeżdża na tor, nie pojawia się żadna informacja, a zestresowana kobieta nie stęka przez głośniki nieprzyjemnym głosem, że oto mogę już wsiadać i pilnować bagażu, kiedy biegnę do informacji i dowiaduję się, że ostatnie połączenie, na które czekam jest o 20:31, zegarek wskazuje 20:36, zaś następne mam dopiero za, bagatela, jedenaście godzin, wtedy właśnie, w taki dzień, wzięłam i się, kurwa, rozpłakałam. Z bezsilności. Tak właśnie zrobiłam. Na środku hali z kasami i wcale nie było mi wstyd.

I właśnie w takie dni jak ten, kiedy stoję i płaczę prawie histerycznie, kobieta od głośników okropnym głosem, a który w tamtym momencie brzmi w moim uszach jak syreni śpiew niemalże, ta kobieta, mająca z syreną pewnie niewiele wspólnego, komunikuje, że pociąg 20:31 przyjedzie z 10-cio minutowym opóźnieniem. Automatycznie wraca do mnie moja kochana irytacja, wściekła wsiadam do pociągu, jadę niecały kwadrans i okazuje się, że, kurwa, lokomotywa im padła.

I myślcie sobie, że mam skłonność do konfabulacji, że to nie żadna historia z mojego życia wzięta, a ja ubarwiam świat, co by atrakcyjność notek podnieść, myście sobie co chcecie. Ja jestem wkurwiona, szybko mi nie przejdzie i chyba sobie deskorolkę kupię, by na egzaminy jeździć.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

A girl like me.

10 lut
Gubię się znów. Za często, za boleśnie. I chyba się boję.. Tak, to na pewno też. Boję się, że w pewnym momencie zabraknie mi argumentów na przekonanie samej siebie, że jest dobrze, a będzie cudownie już za chwilkę, już za momencik. Że z każdego gówna podniosę się prędzej czy później, bo to nieprawda. Bo uczepiło mi się życie pewnego kółka, jakiegoś takiego uciążliwego schematu i za cholerę nie wiem, jak sprawić, by znów biegło własnym torem. I tak naprawdę to nie chce mi się nawet już próbować, nie mam na to ochoty, cierpliwości ani wiary w pozytywny rezultat czegokolwiek, bo przecież próbowałam już wszystkiego. Czuję się strasznie słaba, zagubiona i zupełnie bezsilna.

Tylko nikomu nie mówcie, co?

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Chinese mind games.

09 lut
Dlaczego, ilekroć powiem świadomie, że jest dobrze, to za chwilę jest jakby źle? A kiedy powiem, że jest o niebo lepiej, to momentalnie jest o cztery nieba gorzej? Ktoś mi wyjaśni?
 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS