RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2004

Wtorek.

27 sty
Chciałam powiedzieć, że wróciłam. I miało być radośnie i optymistycznie, i milion zabawnych opowieści, co to się przydarzyły księżniczce w czasie przerwy w pisaniu. Ale nie będzie – patrz tytuł notki. Pamiętam, twierdziłam, iż nie znoszę poniedziałków. Lecz wtorków też nie lubię, ponieważ następują bezpośrednio po tych pierwszych. I to powinno tłumaczyć wszystko.

Później głupia środa, nudny czwartek, później blech, i zanim się obejrzysz, znowu od początku. I tak strasznie mam już dość tej tygodniowej powtarzalności, rzygam rutyną, a weekendy w ogóle nie powinny istnieć, bo tylko człowiek zdąży wygodnie rozłożyć się na łóżku, a tu boom, poniedziałek i jazdy ciąg dalszy. Nie wiem, może zorganizuję sobie tydzień tak, żeby składał się tylko z soboty? Zawsze to jakieś rozwiązanie..

Coraz bardziej duszę się tym, co mnie otacza, znowu czuję tę nieodpartą potrzebę ucieczki nie wiadomo gdzie, ten przymus zniknięcia, który znam aż nazbyt dobrze. Pierwszy raz w życiu robię dokładnie to, czego się ode mnie oczekuje.. Nie rzucam uczelni, zaliczam egzaminy, jestem grzeczna i prawie poukładana, nie noszę kolczyka w nosie, czeszę się dwukrotnie częściej niż raz w tygodniu, nie jeżdżę na gapę autobusami i codziennie rano wpycham w siebie śniadanie. I cholera mnie bierze, bo to takie nudne. Czuję się jak suflet padający na wietrze, jak rzeczny wodorost płynący z prądem tam, gdzie reszta. Mam dość. To nie jestem ja. Zwariuję chyba i to świadomie.

I siedzę właśnie na uczelni i zastanawiam się, jak iść po wpis do profesora, co to mu jedno oko leci, skoro na egzaminie prawie się przy nim poryczałam. No serio mówię :) Przypadkowo zupełnie wylosowałam temat „Lies in everyday life”. Nic wielkiego – można gadać, prawda? No to gadałam, a jakże, na język nie choruję. Z everyday life przeszłam do lies in relationships, bo przecież to z autopsji znam najlepiej i zanim się zorientowałam, profesor analizował już większość znaczących historii z mojego życia, a ja wsłuchiwałam się tylko w jego spokojny, zrównoważony i ciepły głos, amorficznie przytakiwałam, że I know, że it just wasn’t meant to be, że przecież I deserve more. No i jak się okazało, oczy nadal mam na mokrym miejscu, a przynajmniej w tamtym momencie miałam..

Ratunku! Ratunku! Ratunku!
Mówię, że dla mnie tylko psychiatryk. Myślicie, że będę tam miała swobodny dostęp do netu?

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Moje Postanowienia Noworoczne.

20 sty
Tak, oczywiście, naturalnie – był na to czas już dawno temu, ale przecież ja nigdy nie mogę normalnie jak człowiek. Zresztą nigdy nie twierdziłam, że jestem normalna, w związku z czym, czując się w pełni usprawiedliwiona, zatroszczę się o postanowienia noworoczne pod koniec stycznia. A co, nie wolno mi? Po głębszych bardziej lub mniej przemyśleniach zamierzam:

W kwestii JA:

- przytyć chociaż 5 kg, a najlepiej 7
- wrócić do koloru włosów blond
- na nowo polubić siebie
- utrzymywać prostą sylwetkę siedząc przed komputerem
- śpiewać ile wlezie, nie tylko pod prysznicem i nic nie szkodzi, że fałszuję
- nigdy nie odmawiać sobie słodyczy (taaa, jakbym kiedykolwiek odmawiała ;)
- dużo spacerować, choćbym miała to robić sama i wokół trzepaka
- nie pisać chandrycznych notek

W kwestii PRACY NAD SOBĄ:

- to, co robię, robić dobrze za pierwszym razem i nie oglądać się na sesje poprawkowe
- znaleźć w życiu jakiś cel i do niego dążyć
- przestać być głupio naiwną i głupią w ogóle
- brać odpowiedzialność za swoje idiotyczne zachowania, zamiast zwalać wszystko na hormony i pms
- unikać złośliwych uwag, nie gderać i nie narzekać
- nie załatwiać niczego w gniewie i odpowiadać na prowokacje dopiero dnia następnego
- nie przeklinać przy M., w towarzystwie, na blogu i pod nosem
- nie spóźniać się (!)
- regularnie oglądać wiadomości
- dużo czytać, niezależnie od tego, czy mam czas, czy nie
- nie spać tyle, ile chcę i robić wiecej, niż muszę

W kwestii POPAPRANYCH RELACJI ZE ŚWIATEM:

- przestać przejmować się tymi, którzy mnie lekceważą i płakać po zakończonych nie-z-mojej-woli przyjaźniach
- docenić i zatroszczyć się o tych, którzy są, kiedy ich potrzebuję
- przyjąć z godnością, że świat czasem kopie w dupę, ale nie nastawiać się za często
- odnowić rubrykę „Życie towarzyskie”
- nauczyć się grzecznie odmawiać
- nauczyć się odmawiać niegrzecznie w przypadku, gdy pierwsze nie przynosi efektów
- być otwartą na wszystko, ale nie tak, żeby mózg mi wypadł
- sprawić, by moje skryte myśli pozostały skryte
- mieć zawsze na uwadze, jak niebezpiecznie jest pozwolić odkryć innym rozmiary naszych uczuć i wiedzy

W kwestii POPAPRANE RELACJE EMOCJONALNE:

- nie tracić pozytywnych uczuć i łez na tych, którzy na to zupełnie nie zasługują
- przyznać, że nawet najnieomylniejsza z nieomylnych intuicji (czyli moja) może się czasami potknąć leciutko
- każdemu dawać druga szansę, ale nie trzecią
- stanąć, przetrzeć oczy i spojrzeć raz jeszcze, gdy znów zdarzy mi się zauroczenie od pierwszego wejrzenia
- nigdy więcej nie wdawać się w kompromisy z własnym sumieniem i przekonaniami
- nie tracić czasu ani słów
- w pojedynku „intuicja czy rozum” nie słuchać żadnego, zwłaszcza Gwiazdki ;)

W kwestii RÓŻNOŚCI:

- uwierzyć, że jeśli coś jest zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe, to z pewnością tak jest
- myśleć, zanim powiem, a nie mówić, co myślę
- pamiętać, że kiedy M. mówi „Będziesz tego żałować”, to z pewnością będę
- nie ignorować metki „pranie wyłącznie na sucho”
- podpisać w końcu kartę dawcy organów
- przestać słuchać „Josephine” Chrisa Rea i nie dlatego, że jest to jakoś szczególnie szkodliwe, ale ILEŻ MOŻNA?!

W kwestii REASUMUJĄC:

- zrealizować chociaż trzy z wyżej wymienionych

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Z nowej perspektywy.

12 sty
Ułamek sekundy, jedno słowo, prawie niezauważalny gest, niby bez znaczenia, którego świadomość pojawia się bardzo długo po fakcie. Później niekontrolowana myśl, odbicie od czoła i szybki wniosek. Na pozór błahy, absurdalny, zalatujący banałem i tak oczywisty, że aż śmieszny.

A jednak wystarcza. Następuje natychmiatowa dewaluacja pewnych wartości, zachowań i tracisz do kogoś szacunek. Tak po prostu. Paradoksalnie do osoby, która jako jedyna chyba, ma prawo myśleć o tobie gorzej, niż ty sama.

……..

Nie mogę uwierzyć, że byłam jak Britney Spears – taka słodka idiotka, z czego ja tylko te drugie. Okulary na nosie, a nie widziałam. Śmiać mi się chce z własnej głupoty jak nigdy wcześniej

.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Drogi Kliencie, cóż mogą Tobie zaoferować Polskie Koleje Państwowe?

07 sty
- brak miejsc siedzących w pociągu podstawianym na Twojej stacji

- drzwi korytarza, w których się zaklinujesz na pierwsze 2,5h podróży

- towarzystwo młodzieńca o gadatliwości wcale nie mniejszej niż Twoja i dorożkarskich naleciałościach w wymowie „No to my se chlali, nie?”

- śnieżycę i przeciągi, dzięki którym możesz fizycznie poczuć się Królową Śniegu

- ku Twej uciesze, ślizgawkę dla pasażerów kierujących się do WC, zwłaszcza tych płci żeńskiej i w butach na obcasach

- podstarzałego biznesmena w okularach ze złotymi oprawkami, który udając, że nie może przejść, przypiera Ciebie do ściany, czy też okna raczej, zaczyna bawić się Twoimi warkoczami, po czym przykłada je sobie do ust i pyta, czy wyglądałby atrakcyjnie z wąsami, a Ty nie wiesz, czy to tylko żart, czy molestowanie w miejscu publicznym

- dostajesz informację o przesiadce w miejscu X na peronie III na pociąg pospieszny, zaś przypadkowo, w trakcie podróży, okazuje się, że musisz wysiąść na stacji Y i przesiąść się do pociągu osobowego, odjeżdżającego z peronu VI

A to wszystko za jedyne 30 PLN.

Zapraszamy i życzymy przyjemnej podróży.

(jakby coś, to moje rozstanie z blogiem trwa, no nie?)

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam.

04 sty
Są dni, kiedy przeraża mnie ta cała dorosłość, słowa odpowiedzialność i obowiązki, świadomość, że skoro coś zaczęłam, to trzeba skończyć, kiedy nie wiem, czego się złapać, do kogo zwrócić i po co, tak właściwie.

Zdaję sobie sprawę, że to moje życie, moje decyzje i moje ewentualne błędy. I że przecież wolno mi się mylić. Ale co z tego, skoro gdzieś w środku desperacko potrzebuję, żeby choć raz ktoś podjął wszystkie decyzje za mnie, obojętnie czy słuszne, czy nie. Żebym nie musiała się szarpać i walczyć, myśleć i zastanawiać, żebym choć przez chwilę mogła poczuć upragnioną iluzję stabilności, pewności jutra, a może nawet całego tygodnia.

I coraz bardziej męczy mnie życie, jakie sobie wybrałam. To, że nigdzie nie osiadam na dłużej, ciągła zmiana miejsc, granice, dworce, pociągi, autobusy, pakowanie, goniące terminy, obowiązki nie do uniknięcia, nieustanny pośpiech i obawa, że nie zdążę, że coś zawalę, że sobie nie poradzę.

Lubię, kiedy coś się dzieje, to prawda. Jestem łakoma na życie – chcę dużo, wcześnie, już-teraz-natychmiast, żadnych połowicznych rozwiązań. Tylko że jakoś coraz mniej siły mam na to wszystko. Przekonuję się coraz częściej, że nadmiar życia też może zaszkodzić, że trzeba co jakiś czas zwolnić, zatrzymać się i poukładać wszystko. Bo inaczej sie nie da.

Dlatego zniknęłabym dziś dla świata najchętniej, wyłączyła telefon, zatrzymała czas, wtuliła w fotel. I żeby nikt nic ode mnie nie chciał, nie wymagał, nie oczekiwał. Żebym mogła bezmyślnie gapić się za okno lub w monitor, bez poczucia winy, że tracę czas, którego nie mam.

O drugiej nad ranem wcale nie jestem taka odważna. Nie mogę spać. Boję się jutra.
Bardzo.

14:03 Update:

- W dzień też się boję jednak.
- Spóźniłam się na pociąg.
- Muszę odpocząć od bloga, bo marudno się robi.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jamais plus.

02 sty
Doceniam już, bardzo, możliwość odłożenia niektórych spraw na później, przemilczenia zachowań, udania, że nic. Wstrzymania się od wygłaszania impulsywnie tego, co zalega na wątrobie. Bo przecież to i tak nieistotne.

I drażni mnie ta powtarzalność sytuacji, ich schematyczność, nieustannie ten sam scenariusz. Że za każdym razem są wnioski i nauczki, i obietnice, że już nigdy więcej nie dam sie sprowokować, że posłucham ze spokojem, przyjmę lekceważenie, a później po mnie spłynie.

A jednak ciągle jeszcze nie umiem. Raz za razem popełniam ten sam błąd. Wściekam się i krzyczę. I rzucam z szybkościa karabinu maszynowego słowa, te najboleśniejsze, bo przecież twarda jestem, no nie? Takie słowa, których żałuję już w chwili wypowiadania, ale nie mogę się zatrzymać. Mam świadomość, że niszczę wszystko, a mimo to, kontynuuję.

Później próbuję wyjaśniać, że przecież wcale tak nie myślę, że to tylko mój sposób na ból, że chwila, że pod tą żmijowatością kryje się zupełnie inna ja, ale wtedy już jest za późno. Nie potrafię uczyć się na cudzych błędach, na swoich też często nie.

Dlatego chciałabym posiąść umiejętność denerwującego milczenia, zamiast rozmieniać się na drobne w każdej kwestii, produkować się bezsensownie, jakby miało jakiekolwiek znaczenie to, co mówię. A przecież to zbędne jest zupełnie, bo jeszcze nigdy nie udało mi się wyjaśnić tego, co naprawdę ważne. Pewnie dlatego, że jest ważne tylko dla mnie.

Czuję się bardzo nie tak.

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS