RSS
 

Archiwum - Grudzień, 2003

Don’t try to fix me, I’m just that way.

31 gru
Och, jakże wspaniały dzień, ach, jedyny w roku i niepowtarzalny (jak cholera wszystkie pozostałe, tylko dziwnym trafem nikt nie zauważa). Od dzisiaj wszystko będzie piękne i łatwe, pełne bonusów od losu i wygranych w toto-lotka. I gdzie idę, i z kim? I dlaczego tak, a nie inaczej?

W dupę idę, sama, jasne? Bo tak! No dobra, przyznaję się, idę. Daleko. Gdzie mnie nikt nie znajdzie, a konkretnie do drugiego pokoju.

Bo złotą moją umiejętnością jest zdolność doprowadzania siebie do stanu nieużywalności, dokładnie tak jak teraz, kiedy to profesjonalnie zaliczam klasyczną zwałę pod tytułem: „Aaaa, jestem beznadziejna i nikt mnie nie lubi. I jeszcze nudna i brzydka jestem. Aaaa!”. I przecież fakt, że mnie zapraszają tu i tam, to wiadomo, że tylko z litości, przykro im, iż chodzi taki smród po świecie i nie wie, co ze sobą począć. A skoro zapraszają mnie z takich, a nie innych pobudek (bo na pewno nie z innych, ja wiem, ja się znam, ja to czuję), to przecież nie będę lazła, gdzie mnie nie chcą. Oprócz tego, że Aaaa beznadziejna!, to jestem też dumna. Wiecie, o co chodzi? Nadążacie? Na pewno nadążacie.

A poza tym, to mam pandę na głowie, chociaż miałam tylko delikatnie rozjaśnić (ukłony w stronę mojej prywatnej fryzjerki ;), do tego uczesanie wczesnoprzedszkolne (czyt.: dwa mysie warkoczyki) i, o dziwo, gładką cerę. Przecież nie pokażę się w takim stanie nikomu, prawda? I wcale nie dlatego, że ktokolwiek zwróciłby uwagę na to, jak wyglądam (bo przecież jestem Aaaa beznadziejna!), ale dlatego, że nie lubię nikomu, prócz kochanego bloga, zawracać dupy ani głowy (a będę niewątpliwie, bo jestem Aaaa beznadziejna!).

Lecz skoro koniec roku i czas na podsumowania, to stwierdzam jednoznacznie, iż był to rok tak chujowy (przepraszam A. za słownictwo, wiem, że nie lubisz. Niestety, jestem Aaaa beznadziejna! i nie znalazłam innego określenia, które tak odpowiednio charakteryzowałoby stan rzeczy w bieżąco-poprzednim czasie) ..był to rok tak chujowy, że jeśli mam przechodzić przez to samo w przyszłym, to ja dziekuję już teraz. Mam gdzieś takie układy ze światem, bo zwyczajnie nie mam siły, nie dam rady tak dłużej. (Widzicie, mówiłam, że jestem beznadziejna! Aaaa!)

I tylko żałuję, że nie lubię alkoholu, bo bym się dzisiaj upiła i poszła spać. Ale skoro opcja nie wchodzi w rachubę, to będę oglądała filmy Woody’ego Allena, gadała przez gg z innymi życiowymi nieudacznikami i wpieprzała słodycze, a tych mam, zaufajcie, pod dostatkiem. Później rzygnę na ten cały Nowy Rok, niech sobie nie myśli, że na niego czekam.

Udanego wieczoru wszystkim życzę.

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

No scrubs.

30 gru
Nie znoszę, nie cierpię, nienawidzę. Mnie się nie robi takich rzeczy. Zabraniam, nie pozwalam. Nie i koniec!

Tym razem naprawdę ucieknę na koniec świata, albo do Afryki nawet i tyle mnie będzie. Zabiorę swoje grabki, łopatkę, usiądę na piasku i będę budowała piramidy, kiwając się sieroco w międzyczasie. Słowo honoru, że tak zrobię. A Ciebie, na środku pustyni potraktuję takim chłodem, że się przeziębisz. I nie będę miła, przykładnie uśmiechnięta i taktowna, kiedy wewnątrz podpalam Rzym. Później strzelę Tobie bejsbolem między oczy, obiecuję. I wyrzucę komórkę, co by w chwili słabości nie zadzwonić po pogotowie.

I nie wytrącisz mnie więcej z równowagi, kiedy przyjdzie Ci na to ochota, bo sam masz nudne i poukładane życie. I nie będziesz dominował w moich myślach ani stanowił tematu przewodniego w pamiętniku. Bo mam Ciebie już bardziej niż dość. A nie jesteś mi potrzebny ani do szczęścia, ani do bloga. Wymogi bycia trendy spełnione – parenaście notek o popapraniu uczuciowym już się znalazło – wystarczy. Jeśli nie będe miała o czym pisać, to zacznę zmyślać lub układać wiersze. Tak właśnie.

I nie będę robiła z siebie pseudoromantycznej idiotki, której świat rozwalił się na tysiąc okruszków, bo jakiś facet, który nie wie, czego chce od życia i samego siebie, znajduje rozrywkę w doprowadzaniu mnie do obłędu. I nie będę już na Ciebie czekać, rezygnować, myśleć. Ani płakać przez Ciebie więcej. Nigdy. Już dość. Miałeś rację – miłość nie wystarczy. Jeśli nie Ty, to przynajmniej ja zasługuję na coś lepszego.

A teraz jazda stąd, wynocha, ale już.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Po namyśle.

28 gru
Nieprawda. Chcę więcej.

Tak, zmienna jestem. Ale kobietą żem, więc mi wolno, tak? Tak.

A teraz dobranoc, bo idę, kurwa, wpaść w depresję. Jeśli nie będzie mnie dłużej niż trzy dni, to znaczy, że mi się udało.

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

doesn’t matter.

28 gru
Siedzę sobie, słucham radia i tak się zastanawiam, dlaczego ja Ciebie właściwie lubię? Bo przecież wkurzasz mnie niemiłosiernie, frustrujesz i drażnisz. I wychodzą mi same dziwne rzeczy, kiedy tak myślę, albowiem ponieważ:

za to, że bez konsekwencji mogę Ci mówić per Ośle
za to, że nie jesteś wulgarny ani namolny
za to, że mnie rozśmieszasz
za to, że nie dostajesz niekontrolowanego ślinotoku
za to, że myślisz, co mówisz, ale nie zawsze mówisz, co myślisz
za to, że mnie słuchasz nawet, kiedy mulę kichy
za to, że kpisz ze mnie i wmawiasz, iż kura ma zęby
za to, że przyjeżdżasz w środku nocy
za to, że można się w Ciebie wtulić
za to, że nie masz pojęcia, kto to jest Gareth Gates i Emily Bronte
za to, że masz cierpliwość do kobiecych pseudotragedii
za to, że Twoje komplementy nie brzmią sztucznie i można w nie uwierzyć
za to, że jesteś

A nie lubię Ciebie za swoje słabości oraz za to, że szybko jeździsz i uśmiercasz koty, kiedy nie zdążysz wyhamować.

Jak wynika z powyższego, więcej jest przeciw niż za. Niech więc zostanie jak jest. Nie chcę nic więcej, nic mniej.

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Coz there’s nothing else to do.

27 gru
Zdumiona patrzę i nie wierzę. Czytam raz drugi, dziesiąty.. Nie, nie przewidziałam tego. Z miliona przemyślanych scenariuszy, znowu wybrałeś milion pierwszy. Już było ładnie pozamiatane, ułożone, przygotowane do wyrzucenia. A teraz znowu będzie trudniej..

Więc nie rób sobie i mnie tego.. Nie myśl, nie tęsknij, niech Ci nie będzie smutno i źle. Niech Ci będzie lepiej, niech Ci będzie lepiej beze mnie, bo przecież nie jestem tym, czego chcesz.

I zniknij z moich snów.. Zapłacę?

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Puzzle przeszłości.

25 gru

Siedzę i gapię się przez okno.. Na parapecie mienią się w słońcu resztki śniegu, w domu unosi intensywny zapach choinki, kolorowe światełka migocą wesoło, za ścianą śmiech domowników..

A tutaj siedzę ja i moja melancholia, z ciepłem sentymentalnych wspomnień przyglądam się podwórku mojego dzieciństwa.. Patrzę na trzepak i zastanawiam się, skąd brała się determinacja, by zwisać z niego godzinami? Albo te garaże na przeciwko, kiedy potrzebowałam ułamka sekundy, by się na nie wdrapać i tyleż samo, żeby z nich spaść. Stoją nadal.. I pamiętam twarz M. pojawiającą się w oknie co chwila, aby sprawdzić, czy przypadkiem jej pierworodna nie zabiła się grając w klasy przed blokiem.. Mam wrażenie, że to było wczoraj.
I te szalone pomysły.. i bieganie po dachu wieżowca.. i penetrowanie piwnic, celem sprawdzenia, czy szczury naprawdę istnieją.. i niezliczone upadki z drzewa.. i rozbite kolana jak u małego ulicznika.. i wypowiedzi ubarwiane dziwnymi, pretensjonalnymi wyrażeniami, które zdaniem mojej rodzicielki MUSIAŁY pochodzić ze światka przestępczego.. i plucie z balkonów na odległość (no ba, świetnie mi wychodziło).. i zrywanie kwiatków w cudzym ogródku, co by je przynieść M. a w podziękowaniu dostawanie ścierką przez łeb..
Albo obłąkańcze teksty X+Y=WNM, pisane kreda na każdej możliwej powierzchni.. I W. biegnący do mojej M. skarżyć, że jestem w klatce i całuję się z K. (to inny K., który przez wszystkie lata przedszkolne darzył mnie prawdziwie bezinteresownym uczuciem, bo my się w tej klatce wcale nie całowaliśmy).
I palenie zapałek na półpiętrach klatki schodowej. Dzisiaj nie wiem, co mogło być w tym ekscytującego. I jakieś dziwne ogniska rozpalane w pobliskim lesie („Tak mamusiu, będziemy się grzecznie bawić”). Oliwka, co my tam robiliśmy, pamiętasz?

Wszystkie te sceny przelatują mi przez głowę jak film krótkometrażowy. Ciepło mi na serduchu, kiedy myślę, jak fajne dzieciństwo miałam.. Ale też trochę żal.. tej beztroski i niczym niezachwianego poczucia bezpieczeństwa. I kolorowego jutra.
A teraz już tego nie ma.. teraz jutro zawsze jest dziś.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kochany Święty Mikołaju,

22 gru
Wiem, że powinnam napisać już dawno, bo teraz nie masz czasu i w ogóle, ale jakoś nie było okazji ani specjalnych życzeń. Teraz w sumie też nie ma i sama nie wiem, czego chcę. A skoro nie wiem, to nie ma sensu pisać, prawda? Bo może chcę, a może mi się tylko tak wydaje? Pewnie kaprys jakiś, przecież wszystko mam, łacznie z zapaleniem krtani i anginą.
No dobrze.. skoro nalegasz, to możesz mi kupić atrament (koniecznie granatowy), albo słownik japońsko-włoski. Albo jedno i drugie. No i kilka książek obowiązkowo.. Telefoniczną i kucharską.
I to chyba wszystko.. Mam nadzieję, że nie sprawiam Tobie kłopotu. Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia wkrótce.

Bonika

PS. Posprzątaj u mnie w pokoju, proszę. Bo ja trupik jestem, nie mam siły odkręcić płynu do kąpieli. I nie chce mi się ruszyć palcem. Tak, wiem, że kosmiczny burdel. Aaaaaaaa.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Myśli w praniu.

20 gru
Kiedy byłam mała, rozpieszczał mnie cały świat. Rodzice, sąsiadki, przyszywane ciotki-klotki. Panie przedszkolanki okazywały szczególne względy i zwalniały mnie z obowiązku leżakowania, a nauczycielki kazały podlewać kwiatki, kiedy wyczuwały instynktownie, że nie jestem przygotowana do lekcji. Zawsze w centrum, oczko w głowie i pępek całego świata.

Gdy dorosłam i z nieatrakcyjnego potworka przeistoczyłam się w roztrzepaną nastolatkę, która opanowała sztukę trzepotania rzęsami, rozpieszczali mnie faceci, którzy uważali, że powinnam otrzymywać tylko hołdy i wyrazy uwielbienia. Listonosz przesyłający na kopertach pozdrowienia, koledzy z klatki obok, którzy pożyczali gierki Nintendo i przyczepiali do klamki łańcuszek z serduszkiem „Dla dwojga”, zaś po odrzuconych konkurach osmalali mi drzwi zapałkami i przestawali pożyczać gierki. Różne takie.

Ale ja nie zakochuję się co miesiąc. Nawet nie co dwa. A jeżeli już, to całą sobą i ponad wszystko. I chyba nie żądam wiele w zamian? Później natomiast leczę się długo za długo – to krótka definicja wszystkiego. Dzisiaj mam wrażenie, że na mnie nie zasługiwałeś. Nigdy wcześniej tak nie myślalam, dopiero teraz.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wielbłąd zwany reniferem.

19 gru
Chciałam napisać, jak to się dzisiaj najeździłam po całym świecie, jak mi uciekł autobus, jak miły pan zaproponował podwiezienie, kiedy stałam na przystanku jak bezdomna i tupałam ze złości nogą, jak się zgodziłam i jak goniliśmy owy środek transportu miejskiego, co to mi uciekł, jak złapał gumę po tym, kiedy już go dogoniliśmy i musiałam wracać na piechotę, jak przez to spóźniłam się na pociąg, bo czekałam na taksówke dwa lata i cztery miesiące, i jak uratowały mnie blokady kolejowe, i o tym jak siedziałam na korytarzu i walczyłam całą drogę mężnie i ze stoickim spokojem (chociaż to drugie niekoniecznie) z otwierającym się co półtorej minuty oknem, i o tym, jak usnęłam w wannie i śniło mi się, że pracuję w ONZ i wiele, wiele innych.

Ale nie napiszę, bo jestem potwornie zmęczona i oddałabym życie za spokojny sen.
Dobranoc.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Odpocznij, króliku.

16 gru
Jak mnie długo nie było po tej stronie bloga, aż trudno uwierzyć! Ale nie miałam wolnej chwili wyjątkowo. Teraz też tylko na moment wpadłam, w dowód, że Was nie lekceważę, ani nic takiego ;)
Nie wiem, jak Wasza, ale moja doba ma tylko 24 godziny, co ze zdumieniem ostatnio odkryłam, w czasie których, oprócz wszystkich zwykłych obowiązków plus tych narzuconych przez a-kaprysy, b-brak umiejętności odmiawiania, c-odkładaniem wszystkiego na później niż ‚ostatnia chwila’ oraz d-zimowe dolegliwości fizyczne, oprócz tego wszystkiego, ku mojemu wielkiemu rozdrażnieniu, muszę czasami sypiać, co jest generalnie Nie Do Pogodzenia, o blogu nie wspominając. Co gorsza, zimnokrwiste dranie zamknęły mi moją kochaną IC, umiejscowioną tuż pod nosem, gdzie biegałam 48 523 razy dziennie.
A teraz usprawiedliwiam się niezdrowo, no pięknie. Ale tak już chyba mam, jak spóźnianie (w ogóle to przecież od 10 min. jestem w drodze na zajęcia, prawda?)

Szybko jeszcze tylko powiem, jakby było się czym chwalić, że zgubiłam już trzecią parę rekawiczek tej zimy (jakiej tam zimy!) i jedną czapkę, co do wiosny osiągnie imponujący wynik, obiecuję. Całe szczęście, że M. zna mnie wystarczająco i że jest osobą odpowiednio przezorną, by kupować mi owe części garderoby w ilościach hurtowych. Mogę zatem jeszcze szaleć, znaczy się.

Gorsza sprawa, że wykupili mi w tym miesiącu wszystkie karnety do teatru, cholera jasna psiakrew! Tak, wiem, nie mam czasu, ale teatr to zupełnie co innego, no nie? Rodzaj świętego priorytetu. I te sztuki grudniowe takie fajne.. I jeszcze żebym nie lazła ofiarnie w niedzielny wieczór po ten bilet.. Żeby wcale tak nie padało, nie wiało i nie połamało mi ulubionej parasolki (taka kolorowa i radosna była).. I żebym się nie nastawiała, że od razu obejrzę jeden ze spektaklów.. I żebym wcale się nie zdenerwowała.. Fajnie by wtedy było.

Idę, naprawdę idę, bo nie mam czasu, stagnacja trwa i nic się nie dzieje

.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS