RSS
 

Archiwum - Listopad, 2003

Gdybym..

28 lis
..to bym życzyła Tobie dzisiaj szczęścia, tak nieprzyzwoicie dużo. Mnóstwo ciepła i wsparcia od kogoś, kto zobaczy w Tobie te wszystkie, głęboko ukryte piękne rzeczy, których inni z bezmyślności czy pośpiechu nie dostrzegają. Żebyś nigdy nie musiał przymykać oczu patrząc wstecz. Żebyś w końcu odnalazł siebie i zrobił to świadomie. I aby wszystkie Twoje dzieci wykazywały nadmierne zainteresowanie grą na garnkach, patelniach, kaloryferach i innych instrumentach perkusyjnych, ale tylko do momentu, gdy wygłuszycie ściany. Później niech rozwijają talenty plastyczne malując farbami po ścianach.

Lecz tego nie zrobię. Bo za daleko już jesteśmy od siebie. No i po co zresztą miałabym? Zamiast wyżej wymienionego wkładam Tobie w myślach palec w oko w ramach prezentu urodzinowego. Za wszystko.

Tak, jestem wredna. Dobrze mi z tym.

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Don’t touch.

27 lis
Chodzę wkurwiona kolejny dzień. Nie daj Boże, bym spotkała dzisiaj na swojej drodze posłankę Beger, bo wówczas nie tylko kurwiki będe miała w oczach.

Zamiast wtedy złoszczę sie długo po fakcie. I mam nieodpartą ochotę przypieprzyć komuś solidnie. Może Wiśniewskiemu za ten głupi ryj? A może Lopez, bo jest bogatą zdzirą? Niee. Najchętniej przypieprzyłabym sobie. Bo, po pierwsze, jako jedyna jestem w zasięgu własnej pięści, a po drugie należy mi się jak nic. Za to, że potrafi mnie wyprowadzić z równowagi, w zasadzie niczym, gburowaty palant, który fakt swojego istnienia musi zaznaczać nieustannym działaniem mi na nerwy, bo w przeciwnym wypadku nawet bym go nie zauważyła.
A powinnam być ponad to. Potrafię przecież. Potrafię. Potrafię.

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Notatki psychopatki.

24 lis
- na pierwsze zajęcia nie poszłam, na drugich byłam (pewnie wynik tego, że nie byłam kompletnie obudzona), trzecie odwołane, z czwartych się zwolniłam (pójdę do piekła za symulanctwo)

- zjechałam spektakularnie po schodach na oczach pani szatniarki, kiedy biegłam zapytać, czy nie widziała mojej czapki (Nie widziała.)

- wyjęłam oliwę i mleko z lodówki, zamiarem podgrzania sobie obiadu (oliwa) i zrobienia kawy (mleko). Ostatecznie kawa była z oliwą. (pomyliło mi się, no co :P )

- wysłałam smsa koleżance, zaczynającego się od „nie pierd..”, po czym okazało się, że to już nie jest Jej numer.. Powinnam się wstydzić? Tak? To dobrze, bo nic innego nie robię.

- walnęłam się głową w szafkę, po czym powiedziałam „o, sorki”.

Muszę się leczyć, wiem.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Entliczek pentliczek.

21 lis
Nie idę z nikim na piwo, spacer, do kina i na kawę. Nie chce mi się. Czy to jasne?

Zamiast tego posiedzę w domu, spędzę kolejny weekend tak, jak nie powinnam i spróbuję dostrzec wreszcie, ile cholernego szczęścia mam w życiu, że tak nieprzyzwoicie dużo, na które nawet nie zasługuję. Bo przecież posiadam:

– wspaniałych M,T & Co. i do tego nie trzeba żadnych wyjaśnień
– przyjaciół, na których mogę liczyć
– wspomnienia szaleństw, od których buźka mi się chicha każdorazowo, z czego prym wiodą: wyprawa autostopem do Hiszpanii na sylwestra (ostatecznie spędzonego we Francji i to wcale nie dlatego, iż nie dodarłam pod Gibraltar), wyjazd do Niemiec, kiedy w drodze powrotnej padl silnik (Gwiazdka, musimy o tym kiedyś napisać! ;) i niezliczone koncerty, na które wbiegało się bez biletu, znajdując wejścia, o jakich nie śniło się architektom (tudzież świrując ochroniarzy)
– dwie uczelnie o kierunkach zgodnych z moimi zainteresowaniami, a nie jakieś takie zapychacze
– fan-klub w remizie strażackiej i anty-fankluby wśród żeńskiej części społeczności uczelnianych
– oczy, którymi zachwycają się kanary w autobusie, zdolności językowe, którymi zachwycają się lektorzy, szare komórki, którymi zachwycam się sama i wrażliwość, którą nie zachwyca się nikt
– skłonności do stanów euforyczno-depresyjnych
– kamienie w nerkach, małą ilość erytrocytów i kilka dioptrii na minusie
– fajne sanki

Brakuje mi natomiast:

– predyspozycji wokalnych do zaśpiewania ‚Wlazł kotek..’
– kopa w dupę do postawienia na ziemi
– spokojnych snów
– Ciebie,

przy czym tak bardziej niż troszkę, to tylko dwóch ostatnich. Chyba niewiele, prawda?

Tłumaczę sobie, że nie można mieć wszystkiego.

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Shit,

20 lis
że tak powiem.
 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Livin’ in the line of fire.

19 lis
W boku ciągle strzyka i boli, cały czas już prawie. Ale ignoruję, bo jeszcze się da. Poza tym nauczyłam się mieć głęboko w poważaniu wszystkie fizyczne moje dolegliwości. Zresztą, gdyby lekarze znali się na swoim fachu, a ich opinie znajdowały potwierdzenie w rzeczywistości, to powinnam już nie żyć od.. poczekajcie.. około 21 lat. A ja, nie dość. że żyję nawet dłużej, bo całe 22, to z jakim skutkiem jeszcze! Nie ma takiej osoby, której nie potrafiłabym zadziałać na nerwy, a to już jest coś, no nie?

Tak więc zignoruję tę kolkę przedziwną, może sama przejdzie.
Wezmę jakieś pigułki (wedle prospektów pomogą mi jakiekolwiek, albowiem jeszcze się nie zdarzyło, żebym przeczytała ogłoszenie o jakimś specyfiku medycznym i nie doszła do nieodpartego wniosku, że cierpię na tę właśnie dolegliwość).

Przede wszystkim gnębią mnie paranoje i złe sny (schizofrenię musiałam mieć dobrych kilka lat nic o tym nie wiedząc!). Schorzenia wątroby też mnie nie ominęły, ale ostry stan zapalny zacznie się dopiero za jakiś rok, więc nie ma co rwać włosów z głowy. Mam też słabe krążenie krwi, migreny i kamienie w nerkach, ale w postaci jakiejś takiej odmienionej, z którą można żyć sto lat (czuję ulgę!). Za to neurotyczne usposobienie i cholerę to mam z ciężkimi komplikacjami (cholera by to wzięła!), a z zaawansowaną anemią to musiałam się urodzić.

Póki co jednej choroby na pewno nie mam: puchliny kolan (wiecie, cierpiały na nią średniowieczne panny służące, kiedy za dużo klęczały). Zaraz.. no jak to? Puchlina kolan wyraźnie mnie zbagatelizowała.. Czuję się dotknięta!

No dobra.. nie będę zachłanna. Poza puchliną mam przecież wszystkie inne choroby znane farmakologii. A skoro tak, to znikam sprawdzić, czy mi jeszcze serce w ogóle bije, bo jakoś nie czuję. A później obejrzę język w lusterku, żeby upewnić się, że to szkarlatyna.

Nigdy więcej tak durnej notki :)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

On and on.

18 lis
Powiedziałam, tak? Gówno! Lama jestem nieskończona. Tylko K. jest większa, bo mnie nie chce. A tak poza tym, to góruję nad wszystkimi. Tyle na dzisiaj, bo nie jestem w formie.

Teraz spadam i żebym tylko nie zapomniała, że mam na później odłożone myśli o ślepej kiszce czy błędnej nerce – sama nie wiem dokładnie. Ale coś mnie łupie (nie, moi drodzy, nie w dupie. I proszę tak nie rymować, bo to dziecinne jest i prostackie). Ano łupie mnie w boku coraz silniej i muszę się tym bliżej zainteresować i pomartwić, ale to późnej. Do jutra z pewnością nie przejdzie, więc mam jeszcze czas.

No to lecę, pa.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Szanowny Panie D.

17 lis
Uprzejmnie proszę o nie-smsowanie do mnie w środku nocy z informacją, że śnią się panu moje oczy (ja też często myślę o Hugh Grancie, a wcale nie zawracam mu tym głowy). Zna mnie pan chwilę, doprawdy, i jeszcze nie wie, że takie bełkoty to nie do mnie. Że jeśli chce się być ze mną w dobrej komitywie, to granicy pewnego dystansu przekroczyć nie można. Że nie życzę sobie bliższych związków, bo sobie z nimi nie radzę. Ledwie zbliżysz się do kogoś, a juz okazuje się, że pozwoliłeś mu siebie zranić, zdradzić, zirytować, opuścić i przekonać, że jesteś nieudacznikiem. Więc ENOUGH, zrozumiano?

Jeśli nie, to żegnam pana, miło było poznać. Teraz idę na zajęcia i powiem to panu w twarz.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Friday, my love.

14 lis
Chorobliwa bezsenność wróciła. Rano wykończona zwlekam się z łóżka. Zimno, ciemno, mgła – ja z samozaparciem pielgrzyma wlokę się na uczelnię. Czekam na korytarzu, czekam..nikogo nie ma. „A bo przecież dzisiaj piątek, proszę panienki, a w piątek zaczynacie zajęcia później.” – informuje mnie sympatyczny pan portier. No tak..prawda.

Udowadniając sobie, że nie cierpię na uzależnienie od bloga i netu, zamiast do sali informatycznej, kieruję się do biblioteki, by zabić dwie godziny pustego czekania. Szatniarka z uśmiechem sprowadza mnie na ziemię. „Skarbie, piątek dzisiaj.. Biblioteka dla studentów nieczynna”. No fuck.

Odwiedzam pobliską cukiernię i spożywczy. Beznamiętnie przeglądam program tv, bo dawno nie widziałam. Patrzę, a tu o 12:40 film z boską Audrey Hepburn. Urywam się więc z zajęć profesora, co to mu leci jedno oko, bo chociaż go uwielbiam, to jednak Audrey bardziej. Wchodzę do domu, a C. od progu: „Idziesz dzisiaj na aerobik?” – „Dzisiaj nie ma” – mówię. „No jak to nie ma? Przecież dzisiaj piątek”. A, rzeczywiście.

By the way.. Wiecie, że dzisiaj piątek? To znaczy, że już weekend. Nuda :)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Co zrobić, żeby spóźnić się efektownie?

13 lis
– nastawić budzik 30 min. wcześniej ze szczerym pragnieniem pobudki

– zignorować alarm i wygrzebać się z łóżka godzinę później tylko dlatego, że kabel słuchawek od discmana zaplątał się we włosy i skutecznie uniemożliwiał bezproblemowe przewrócenie się na drugi bok

– pozwolić H. skorzystać na chwilę z łazienki, gdzie przez 11 i pół (extremely precious!) minuty przygotowywał się starannie, by będąc już czystym i schludnym, zasiąść przed tv

– wewnętrzną walkę „prezentować się atrakcyjnie czy swobodnie?” zakończyć zwycięstwem próżności i wbić się w obcasy (tak, opcja Myślenie jest u mnie wyłączona przed 23:00. później zresztą też, bo idę spać), wynikiem czego biegnie się na autobus wyglądając jak japońska gejsza w wersji turbo

– przegapić autobus oglądajać wystawę w kiosku

Mój dzień zaczął się zwyczajnie.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS