RSS
 

Archiwum - Wrzesień, 2003

Tak..

30 wrz
macie rację – spóźniłam się. Cholera jasna.
Ratunku! Co teraz?
 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Last minut panic.

30 wrz
Pytanie pierwsze: co robi Monika w ciągu tygodnia, kiedy czas na pakowanie i wszelakiego rodzaju przygotowania do wyjazdu? A owszem, grzecznie i skrupulatnie się pakuje – wkłada do plecaka herbatę karmelową i skarpetki. Bo przecież można zapomieć wszystkiego, głowy nawet. I nic to. Ale bez herbaty i skarpetek ani rusz!

Pytanie drugie: co robi Monika o 23:50, kiedy do wyjazdu równe 4 godziny?
Pakuje po-zo-sta-ło-ści, bo głupio jechać z pustym plecakiem. Przygotowuje śniadanie,bo wcześniej nie było czasu przecież. Czyta książke, bo trzeba oddać. Pisze siostrze wypracowanie, bo nie ma jak interpretacja myślenia mitologicznego przed północą. Żegna się ze znajomymi, opowiadając jak spędziła dzień. Umiera od temperatury i kataru, bo oryginalna nie jest i klasycznie się przeziębiła. Produkuje notkę, bo przecież ma czas, dużo czasu. Planuje złapać po drodze miotłę, żeby w międzyczasie zamiatać. Analizuje, które z zajęć opuści dnia następnego i modli się, aby pociąg stanął w korku i nie przyjechał na czas.

Stay tuned ;)

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Poczytaj mi, mamo.

28 wrz
Jedne księżniczki sypiają na ziarnku grochu, inne na kasztanach, kiedy grochu w zamku braknie. Dobre uczennice trzymają pod poduszką podręczniki, te niekoniecznie najlepsze – również. A co można znaleźć pod moją poduszką? Ni mniej, ni wiecej jak butelkę (pełną) wody mineralnej :P
I nie pytajcie mnie skąd, jak, kiedy. Nie wiem i gówno mnie to obchodzi. Jeśli ktoś z domowników chciał mi zafundować nocne hydromasaże, to osiągnął efekt przeciwny do zamierzonego. Boli mnie szyja, kark, żebra i pośladki nawet. Nerwy napięte jak struny banjo i lepiej do mnie nie podchodźcie dzisiaj, bo z butelką wody mineralnej w ręce mogę być niebezpieczna.
Miłego dnia, życzę.
 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Blondynki myśli nieuczesane.

27 wrz
Siedzę sobie taka próżna i egocentryczna i próbuję w lusterku wyczytać coś z twarzy, która dzisiaj nie pasuje nigdzie.
- głos mogę mieć delikatny jak sierść kota w jednej chwili, szorstki, żmijowaty i nabrzmiały przekleństwami w następnej
- potrafię z rozczuleniem wspominać wartościowych ludzi, których zdarzylo mi się spotkać, a zaraz potem opowiadać rozpustne i cyniczne anegdotki
- mogę z uwagą i zrozumieniem słuchać o zagubieniu innych, by za moment przeistoczyć się w dokuczliwego kpiarza, z umiejętną precyzją podżegać wybuchowe temperamenty, perfidnie wywoływać krótkie spięcia i cieszyć się nimi
- moje komplementy zawsze mają dwa ostrza
- chodzę do teatrów i galerii, zanudzając prześmiewczymi szeptami współtowarzyszy i do kościoła, gdzie półgłosem opowiadam dowcipy, a później ganię tych, którzy się śmieją
- zachęcam do głośniego wypowiadania opinii, błyskotliwych i ryzykownych uwag, uczę lotnych słówek i złośliwości, bo daje to pewnego rodzaju przewagę nad innymi, podczas gdy moje najbardziej prowokujące osądy nigdy nie są pozbawione nuty hipokryzji
- z równą łatwościa i upodobaniem szydzę zarówno z siebie, jak i z innych
- jestem niepoprawną gadułą, a często mi się zdarza milczeć w rozgadanym towarzystwie
- płaczę z byle powodu i jestem nieczuła
- potrafię w ciągu godziny pochłonąć cztery tabliczki czekolady, a poźniej nie jeść spektakularnie przez trzy dni
- kocham ludzi i uwielbiam samotność
- jestem przewrotna, wyrafinowana i kapryśna; jestem uczciwa, wierna i sprawiedliwa

Ciekawe, ile wytrwam i co mnie złamie?

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Priorytety.

27 wrz
Wracam do domu pełna entuzjazmu, pławie się w zachwycie dla własnej mądrości i w oczekiwaniu na gratulacje oraz przyjęcie ku mej czci. Staję pod drzwiami, nasłuchuję – cisza. Wchodzę – cisza. Nikt mnie nie wita gromkimi okrzykami ani wyrazami uwielbienia. Nikt nie biegnie, by zabrać ciężkie bagaże, nikt nie zadaje sobie trudu, by pogratulować. T. siedzi w fotelu ze wzrokiem dostrzegającym jedynie pilot do telewizora. I dalej, jak następuje (T – tata, J – ja):

J: Hej, wróciłam.
T: O, wróciłaś.
J: Możesz mi pogratulować, dostałam się.
T: Tak?
J: No przecież mówiłam przez telefon..
T: Mama nic nie przekazała.
J: Z toba rozmawiałam..
T. milczy nieobecny duchem.
J: Ale wiesz, nie było łatwo..
T. milczy uparcie.
J: Mimo to dostałam się z lokatą w pierwszej 10-tce..
T. po prostu milczy.
J (desperacko): Tato..
T: A my przegraliśmy 3:1.

No tak. Ideały trzeba mieć, moi drodzy.
 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Na początek, jak zwykle o facetach.

26 wrz
Wyjechałam na czas jakiś, celem poskładania się w jedną całość. Kuracja mało efektywna, boli jak bolało. Za to moje ego miało okazję potężnie obrosnąc w piórka. Jak się bowiem okazało, mam tam aż 4 (słownie: czterech) osiedlowych pretendentów do mej ręki. Względnie innego, ale nie bądźmy małostkowi. I chociaż opowieści ociekających śliną nie będzie (J.- wybacz, że Cię rozczaruję ;), to sytuacja prezentuje się nastepująco:

Kandydat nr I, lat 25: na problemy z gładką gadką (rym niezamierzony) narzekać nie powinien. Któregoś bowiem popołudnia przez kilka godzin beztrosko i z humorem opowiadał mi rodzinne farmazony, w międzyczasie wystosowując zaproszenia na bilard, frytki, rower, grzyby i księżyc. Niestety, w tym wypadku bez pastylek na pamięć się nie obejdzie. Zapomniał tylko zupełnie wspomnieć o żonie i dzieciach. Chociaż to nieistotne jest przecież, prawda? Tak, jakbym wymagala, aby się przedstawił na początku znajomości. Najwyrażniej staroświecka jestem.

Kandydat nr II, lat 27: dotychczas pracował w punkcie usług ksero na mojej uczelni. Znajomość o tyleż miła, ile pomocna. Przez 2 semestry bowiem lepiej orientował sie w planie moich zajęć, niz ja sama. Posadę stracił w zeszłym tygodniu, po tym, jak w godzinach pracy zostawił kartkę „Wracam za 15 min. Albo za 28″ i poszedł grać w darta do uczelnianego baru.

Kandydat nr III, wiek nieznany: dzieci nie ma, żonę juz tak. Proponował mi „wieczór bez zobowiązań”. Uprzejmie odmówilam. I teraz zachodzę w głowę, bo przecież nie znam tamtejszej gwary i może on mnie tylko do kina zapraszał albo coś?

Kandydat nr IV, lat 25: ten to dopiero gratka! Nie ma bowiem, przynajmniej oficjalnie, ani żony, ani dzieci. Zębów też nie, tak przy okazji. I tylko górna dwójka mogłaby skutecznie uchodzić za dziurkacz biurowy. No ale przecież nie zęby świadczą o człowieku. Osobnik ten ma widoczne zadatki na poliglotę. Do perfekcji opanował anglojęzyczny zwrot „Joł men, łots ap madafaker”, który z (rozkosznym?) uśmiechem prezentuje mi przy każdorazowym spotkaniu. Śmiem twierdzić, iż biedactwo, nieświadome znaczenia, mówi mi po prostu dzień dobry.

I tak to. Czy ktoś się dziwi, że bez większych (czyt.: jakichkolwiek) trudności zachowuję wstrzemięźliwość? Tak? No cóż.. Widać jak zwykle chcę niemożliwego. Źle skonczę, wiem.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS